Zapiski z mojego dziennika, 29 grudnia
Wychodziłem z pracy późnym popołudniem, a w torbach dźwigałem solidne zakupy spożywcze. Myśli miałem zaprzątnięte kolacją dla rodziny, posiłkiem dla chłopaków, a z młodszym jeszcze trzeba było posiedzieć nad lekcjami. Z daleka wypatrzyłem karetkę pod naszym blokiem. Serce zabiło mi szybciej Baśka często narzekała ostatnio na zdrowie, więc nic dziwnego, że od razu przestraszyłem się, czy przypadkiem nie coś poważnego i trzeba ją było wieźć do szpitala.
Do piętnastki pan jedzie? wypaliłem nieco zduszonym głosem do ratownika.
Nie, do czternastki. Starsza pani źle się poczuła odparł spokojnie kierowca.
Kamień spadł mi z serca czyli nie do nas. To pewnie do sąsiadki, pani Janiny. Też niedobrze, bo kobieta samotna, a lata już słuszne zbliżała się do osiemdziesiątki.
Ona przecież ma kotkę, muszę pomyśleć, żeby się tym zwierzakiem ktoś zajął, jeśli ją do szpitala wezmą rozważałem wchodząc na klatkę schodową.
Na piętrze pod drzwiami Janiny zebrało się już kilka osób. Drzwi szeroko otwarte, nosze i moja żona, Basia, wspomagała ratownika w prowadzeniu starszej kobiety.
Zaraz kierowca pomoże, razem damy radę powiedział ratownik.
Basiu, kochana, jedziemy do szpitala, zostawiam ci klucze od mieszkania. Zajrzyj czasem do mojej Kici, karma stoi na stole w kuchni, kuwetę jej tylko raz na dobę wymień i nie miej wstrętu, proszę. Do Nowego Roku wrócę pani Janina wcisnęła Basi klucz do ręki.
Jasne, zaopiekuję się Kicią, a pani niech szybko wraca do zdrowia! Basia serdecznie przytuliła sąsiadkę za ręce.
Leżeć, nie wstawać zgromił ją ratownik. Dobrze, chodźcie już wszyscy
Poczekajcie powiedziała jeszcze pani Janina. Basiu, jedno mam do ciebie wielkie proszenie. Na komodzie przy drzwiach masz kartkę z numerem telefonu. Gdyby mi się coś stało, zadzwoń pod ten numer. To moja córka, Elżbieta. Pokłóciłyśmy się wiele lat temu i już ze sobą nie mamy kontaktu
Basia obiecała, że wszystko będzie dobrze, a gdy sąsiadkę zabrali, wzięła kartkę, rzuciła jeszcze okiem na Kicię i zamknęła mieszkanie.
Wyobrażasz sobie? Tyle lat drzwi w drzwi mieszkamy, a ja nawet nie wiedziałem, że Janina ma córkę! powiedziałem do Basi, kiedy wróciłem.
Ja też jej nigdy nie widziałam w gościach przyznała Basia. No dobra, lecimy z kolacją, bo dzieci głodne.
Wieczorem, gdy wszystko było już ogarnięte, dzieci spały, Basia wzięła do ręki kartkę z numerem Elżbiety i zamyśliła się. Było już późno, więc zdecydowała się zadzwonić dopiero nazajutrz i tak w nocy nikogo do szpitala nie wpuszczą.
Rano, po szybkim śniadaniu i odkarmieniu Kici, Basia wykręciła numer Elżbiety. Kotka, najedzona i wdzięczna, wskoczyła jej na kolana i zaczęła mruczeć.
Halo, Elżbieto? zagadnęła Basia, gdy po drugiej stronie ktoś odebrał. Jestem sąsiadką pani Janiny, waszej mamy. Wczoraj zabrało ją pogotowie, dobrze by było, gdyby ją pani odwiedziła.
Proszę pani, nie interesuje mnie ta kobieta usłyszała twardy głos Elżbiety. Od lat nie jest dla mnie matką.
Proszę pani, co pani opowiada! Basia była oburzona. Nieważne, co się między wami stało. Janina może już nie wrócić do domu. Naprawdę nie chce jej pani nawet zobaczyć?
To nie pani sprawa fuknęła Elżbieta.
Bez serca pani jest! Ja bym oddała pół życia, żeby teraz choć na chwilę zobaczyć swoją mamę! Proszę mi wierzyć, kiedy jej zabraknie, zrozumie pani bardzo wiele. Opiekowałam się swoją mamą sześć lat i łatwo nie było!
Czasem miałam dość wszystkiego Pani nie wie, co to znaczy opieka nad leżącą osobą.
Teraz, po niemal dziesięciu latach modliłabym się choćby o jeszcze jedną dekadę z mamą. Byleby żyła!
Basia ze złością odłożyła słuchawkę.
No Kiciu, jeśli twoja pani nie wróci, to chyba będziesz mieszkać z nami. Zobaczymy, jak się dogadasz z naszym Puszkiem westchnęła do kota. Dzwoniłam dzisiaj do szpitala, Janinie nie jest lepiej…
Nowy Rok się zbliżał wielkimi krokami. Wracaliśmy z Basią z zakupów, ja niosłem choinkę, dumnie rozgałęzioną, chcąc zaimponować dzieciakom.
Przetrzymaj nam drzwi! zawołała Basia, widząc dwie kobiety, które weszły za nami do klatki, i poprosiła mnie o pośpiech.
Spojrzałem na kobiety i znieruchomiałem.
To pani?! Basia była zaskoczona. Pani Janino, wypisali panią?
Tak, wyprosiłam się, poczułam się lepiej i pozwolili mi święta spędzić w domu. Poznajcie się to jest Elżbieta, moja córka! Janina promieniała szczęściem.
My się już trochę znamy! roześmiała się Elżbieta. Choć najpierw tylko przez telefon
Ruszyliśmy razem po schodach, Elżbieta troskliwie prowadziła mamę pod rękę, a przy drzwiach szepnęła do Basi:
Dziękuję, że otworzyła mi pani oczy. Czy mogę do was wpaść później?
Oczywiście Basia nie ukrywała zaskoczenia.
Po pół godzinie Elżbieta stanęła w naszym progu z sernikiem w rękach. Usiadła z nami do herbaty i zaczęła mówić:
Pokłóciłam się z mamą dziesięć lat temu o jakąś głupotę. Doprawdy nie pamiętam, o co poszło. Zawsze mnie wychowywała, strofowała była nauczycielką przez lata, i chyba znowu to zrobiła, a ja się obraziłam.
Nie odzywałyśmy się przez rok. Potem już tylko składaliśmy sobie życzenia przez telefon.
Powiedziałam wtedy coś bardzo głupiego że wolałabym już jej nie mieć, niż słuchać ciągłych pouczeń.
Kiedy zadzwoniła Basia i powiedziała, że mama trafiła do szpitala, poczułam ulgę. A potem uderzyły mnie słowa o jej mamie że gdyby mogła jeszcze przez chwilę przytulić swoją, oddałaby pół życia.
Dwa dni nie mogłam przestać o tym myśleć. W końcu odłożyłam dumę i pobiegłam do szpitala, bo zrozumiałam, jak dużo mogę stracić.
Nie wyobraża pani sobie, jak po mojej wizycie odżyła! Teraz już nigdy więcej jej nie zostawię! Elżbieta wzruszyła się, pożegnała serdecznie i pobiegła do matki.
Co ona jej powiedziała? spytałem zdziwiony.
Powiedziała jej prawdę Czasem tylko prawda potrafi człowiekowi otworzyć oczy odpowiedziała cicho Basia. Kochanie, nie zapomnij zadzwonić dziś do swojej mamy. A może nawet lepiej, pojedźmy do niej na Sylwestra? Została nam przecież tylko jedna wspólna mama
Dziś wiem, że najważniejsza w życiu jest rodzina i chwile spędzone z bliskimi, nawet jeśli czasem sprzeczki i gorycz przesłaniają nam oczy. Dopiero kiedy możemy ich stracić, doceniamy dar obecności. Nie warto chować w sercu urazy lepiej wyciągnąć rękę.





