WSZYSCY JĄ OCENIALIŚMY
Milena stała w kościele i płakała już dobry kwadrans. Powiem szczerze, byłem zdziwiony. Co ta lalunia tu robi? pomyślałem mimowolnie. Spodziewałbym się tu wielu osób, ale jej akurat najmniej.
Mileny nigdy nie poznałem bliżej, choć widywałem ją często. Mieszkamy w jednym bloku i spacerujemy po tym samym parku. Ja z moimi czterema córkami, ona z trzema psami.
Zawsze ją ocenialiśmy. My, czyli ja, inni ojcowie i matki z dziećmi, emeryci przesiadujący przed blokiem, sąsiedzi, a czasem i przechodnie. Milena była bardzo ładna, zawsze modnie ubrana i wydawała się lekkomyślna oraz pewna siebie.
Patrz pan, znowu faceta zmieniła narzekała pani Stefania, siedząc na ławce obok klatki.
Już trzeci z kolei.
Może sobie pozwolić, pieniędzy jej nie brakuje przytakiwała jej koleżanka, pani Wanda, z ukrytą zazdrością patrząc na Milenę, która z nowym partnerem wsiadała do drogiego volkswagena. Tymczasem syn pani Wandy, czterdziestoletni Darek, dorobił się co najwyżej starego poloneza.
Lepiej by dzieci urodziła, zegar biologiczny tyka dorzucał pan Tadeusz, emeryt, zwykle spierający się z babciami, ale w tej sprawie wszyscy byli zgodni.
Później całe ławkowe towarzystwo plotkowało z nieskrywaną satysfakcją, jak to znowu Milenie facet dał nogę. I wyciągali mędrkujący wniosek: Bo to latawica! Pewnie w domu czuć same psy!
Jednak to my, rodzice małych dzieci, pałaliśmy do niej największą niechęcią. Gdy my padaliśmy ze zmęczenia, ganiając za dziećmi po placu zabaw, Milena spacerowała z psami, jakby świata poza nimi nie było. A czasem rzucała nam ironiczne spojrzenia, jakby chciała powiedzieć: I po co wam to wszystko? Ja sobie żyję wygodnie, a wy martwicie się czy starczy na kurtki i buciki dla dzieci.
Od razu widać singielka bez dzieci. One wszystkie takie komentowała moja znajoma Zdzisia, matka trzech chłopców.
Bogaci mają swoje dziwactwa. Jedni trzymają pieski, inni kotki, inni chomiki kiwała głową Asia, w ciąży z bliźniakami, próbując zdjąć z drzewa swoją najstarszą diablitę.
Zwykła egoistka. Ważniejszy dla niej świat, podróże i rozrywki. Ja już siódmy rok nawet morza nie widziałam westchnęła pięciokrotna mama, Ewa.
No właśnie, no właśnie przyznawałem wszystkim rację, nawet tym zgryźliwym sąsiadkom, po czym biegłem ratować Zosię, która upadła i rozpłakała się na cały park.
Psy hoduje, dzieci by sobie zrobiła rzuciła pewnego dnia głośno starsza pani prowadząca wnuka.
Nie pani sprawa! odgryzła się Milena. Chyba chciała dodać coś jeszcze, ale ugryzła się w język i odeszła z psami.
Bezczelna baba! krzyknęła tamta.
Jeszcze chwilę patrzyłem na Milenę, która szlochała w kościele, po czym wyszedłem na zewnątrz.
Proszę zaczekać usłyszałem za sobą. Chwilę!
Milena dogoniła mnie na placu przykościelnym.
To pan zawsze spaceruje w parku z czterema dziewczynkami?
Tak A pani z trzema psami.
Tak. Mogę z panem porozmawiać? Wie pan, zawsze patrzę na pana z córkami i inne mamy podziwiam was wszystkich powiedziała i zarumieniła się.
Zaniemówiłem ze zdziwienia. Pani podziwia nas? Przecież to pani była rzekomą egoistką! Przypomniałem sobie jej przewrotne spojrzenia
Usiedliśmy na ławce i Milena zaczęła mówić. Płakała przy tym, widać było, jak bardzo potrzebuje się wygadać.
Milena wychowała się w kochającej rodzinie, zawsze marzyła o dzieciach. Ślub wzięła z ogromnej miłości. Niestety, po dwóch poronieniach i diagnozie bezpłodność mąż szybko ją zostawił.
Drugi mąż zniknął z tych samych powodów. Milena długi czas się leczyła, niemal przypłaciła to życiem przez ciążę pozamaciczną. Potem był trzeci partner i kolejna ciąża, która nie miała szans. Partner uciekł natychmiast, gdy tylko usłyszał o możliwości dziecka. Był z nią dla wygody i jej pieniędzy dzieci mu nie były w głowie.
Oddałabym wszystko, by mieć dziecko! szlochała Milena.
Myślałem, że pani po prostu lubi psy wyszeptałem niezręcznie.
Lubię psy uśmiechnęła się. Ale to nie znaczy, że nie kocham dzieci. Bardzo chciałam być mamą.
Poczuła się samotna, więc przygarnęła Teosia. Potem poproszono ją, by zaopiekowała się Mają na czas remontu właścicieli. Tak już u niej został. Funię Milena znalazła zimą na ulicy po prostu żal jej się zrobiło szczeniaka.
Przypomniałem sobie słowa sąsiadki: Psy hoduje, dzieci by sobie zrobiła. I zaraz obraz pana Tadeusza: Zegar tyka Milena miała już czterdzieści jeden lat, choć wyglądała na trzydzieści.
Postanowiła więc adoptować dziecko z domu dziecka. Małego czy większego to nie miało znaczenia. Szczególnie wypatrzyła sobie sześcioletniego Nikolę. A to Nikola pierwszy do niej podszedł i zapytał: Zostaniesz moją mamą? Zostanę! odpowiedziała.
Ale Milenie nie pozwolono go zaadoptować biologiczna matka, chora psychicznie, nie miała odebranych praw rodzicielskich.
To był dla mnie cios wspominała Milena. Ten chłopiec był nieszczęśliwy, mógł mieć rodzinę, a system mi go odebrał.
Potem pojawiła się czteroletnia Lenka, której już dwukrotnie nie udało się zaadoptować rodziny ją odsyłały z powodu trudnego charakteru. W domu dziecka mówiło się, że podczas oddania, Lenka padła matce do nóg i błagała: Mamusiu, błagam, nie oddawaj mnie, będę grzeczna!
Gdy Milena ją poznała, Lenka od razu zapytała: Ty też mnie oddasz? Nie oddam! wyszeptała przez łzy Milena.
Jednak z adopcją Lenki również pojawiły się trudności. Milena nie chciała mówić, o co chodzi. Ale to jest moja córka, będę walczyć! powiedziała.
Tamtego dnia Milena po raz pierwszy w życiu przyszła do kościoła. Nie wiem już, dokąd mam pójść przyznała.
Do Mileny podszedł ksiądz i długo rozmawiali. Milena nawet coś zapisywała w notesie.
Wszystko będzie dobrze! Z Bogiem! usłyszałem na koniec. I zobaczyłem jej uśmiech.
Wracaliśmy do domu razem.
Pewnie myślicie, że jestem wyniosła i dumna odezwała się Milena. A ja już mam dość tłumaczenia wszystkiego każdemu. Usłyszałam o sobie dość.
Nic nie odpowiedziałem.
Milena zaprosiła mnie z dziewczynkami w odwiedziny niech pobawią się z psami. Przystałem na propozycję. Przyjdę na pewno, ale jeszcze nie dziś.
Póki co, jest mi wstyd. Bardzo wstyd. Wstydzę się tego, jak łatwo i bezmyślnie można kogoś osądzić, nie znając jego historii. Skąd w nas tyle złośliwości? Dlaczego przypisujemy ludziom najgorsze cechy tylko dlatego, że są inni?
Bardzo chciałbym, żeby Milenie, tej niesamowitej kobiecie, której wszyscy rzucali kłody pod nogi, wszystko się w końcu poukładało. Żeby Lenka przytuliła ją i powiedziała: Mamusiu! i wiedziała, że już nikt jej nigdy nie odda. Żeby wokół nich radośnie biegały trzy psie przyjaciółki Teoś, Maja i Funia
A może zdarzy się cud i Milena spotka dobrego, prawdziwego męża? A Lenka doczeka się jeszcze braciszka lub siostrzyczki? Przecież takie cuda się zdarzają naprawdę!
I żeby już nigdy nikt nie powiedział o nich złego słowa.
Dziś już wiem: zanim ocenię drugiego człowieka, muszę poznać całą prawdę. I tego uczę się najtrudniej.





