Wszystko zaczęło się od tego, że zadzwoniła do mnie sąsiadka mojej mamy.

Wszystko zaczęło się od telefonu od sąsiadki mojej mamy.
Krysiu, dzień dobry.
Dzień dobry, pani Genowefko odpowiedziałam zaskoczona.
Jak życie, jak dzieciaki? ciągnęła dalej.
Wszystko dobrze, dziękuję rzuciłam uprzejmie, ale już mi zaświtało w głowie, że ten telefon nie jest przypadkowy. Intuicja nie zawiodła.
Krysiu, dawno u mamy byłaś?
I wtedy przyszła fala poczucia winy. Westchnęłam ciężko. Mieszkaliśmy osobno od dawna, a odkąd syn zaczął szkołę, obracam się jak bąk w kołowrotku.
Ranek szykuj śniadanie, ogarniaj, wypraw dziecko do szkoły, potem praca przez cały dzień, galopem na zakupy, z powrotem do domu na pełnym biegu. Tam kolacja, rodzina głodna, naczynia czekają w zlewie, lekcje do sprawdzenia, a wieczorem jestem jak zużyta szmatka. Do kogo tu na herbatę jechać? A w weekendy inne obowiązki: odkurz, wypierz, wyprasuj, spróbuj odpocząć U mamy bywaliśmy rzadko, prawdę mówiąc.
Dawno, pani Genowefko przyznałam się skruszona. Cały czas się zbieram, ale jakoś nie wychodzi. W sobotę miałam w planach
A nie zauważyłaś czegoś dziwnego u mamy? zapytała podstępnie sąsiadka.
Co pani ma na myśli? odpowiedziałam trochę spięta.
Może jakieś nietypowe zachowanie?
Nic takiego już wewnętrznie zamarłam niczego nie widziałam. O co chodzi?
Oj, Krysiu sama nie wiem, jak to powiedzieć zaczęła jąkać się pani Genowefa. Może to nie moja sprawa, ale
Co się stało?! już niemal krzyczałam do słuchawki, a wyobraźnia podsuwała coraz to gorsze scenariusze.
Twoja mama zwariowała na stare lata wypaliła sąsiadka.
Proszę pani! oburzyłam się. Na jakiej podstawie?!
Faceta sobie znalazła, o! Romans jej się przytrafił!
Niemożliwe! roześmiałam się z ulgą. Mama ma ponad siedemdziesiątkę! Jakie tam romanse!
O, skarbie, jedna radzę odburknęła sąsiadka urażona. Wiem, co mówię! Na własne oczy widziałam!
Kochanka?!
Nie, mamę twoją! zagadała się pani Genowefa. Posłuchaj tylko!
Spotkałam ją wczoraj na ulicy. Pędziła jak szalona, mnie nie poznała, więc musiałam zawołać. A ona: Wybacz, Genka, śpieszę się bardzo, muszę kupić rybkę. Myślisz, że lepszy będzie dorsz czy mintaj? Oczy wybałuszyłam. Grażyna, przecież ty ryb nie znosisz! Na to mama: Ale to nie dla mnie, tylko dla Wasyla. On wsuwa je aż miło! I cała promienieje szczęściem. Rozumiesz już?
Może to po prostu znajomy bąknęłam nieprzekonanie, chociaż w głowie gorączkowo szukałam jakiegoś Wasyla wśród bliskich mamy. Nikogo takiego nie kojarzyłam.
Znajomy? Proszę cię, Krysiu! Kochanek! Mówię ci! przekonywała z powagą pani Genowefa.
Na dodatek na ulicy go znalazła! Teraz ten Wasyl u niej mieszka, w jej własnym mieszkaniu! A jak to jakiś bezdomny, były kryminalista, pijak, maniak? Sam wiesz, co się po Polsce kręci
A tak w ogóle, gdzie to widziano, żeby porządni mężczyźni leżeli na ulicach?!

Oniemiałam na moment. Pani Genowefa nie dawała za wygraną.
Tak było! Grażyna sama opowiadała! Idę, patrzę, a on leży w kałuży, mokry, tylko oczami mruga. Jak mnie zobaczył, to dumnie głowę uniósł, ogarnął się, wyprostował Prawdziwy facet.
Zabrałam go do domu, wykąpałam, wyszorowałam, a on taki się z niego elegant zrobił Więc, Krysiu, radzę zająć się sprawą i to prędko.
Dziękuję, pani Genowefko wydusiłam i rozłączyłam się.

Byłam w szoku, roztrzęsiona, z głowy nie mogłam wyrzucić obrazku mamy prowadzącej do domu zabiedzonego menela. Ledwo doczekałam powrotu męża z pracy, by zarządzić obrady rodzinne.
Moja mama ma kochanka! oznajmiłam bez ogródek.
Nazywa się Wasyl i przedstawiłam całą relację od pani Genowefy.
Mąż patrzył na mnie jak na ufo, potem rozłożył ręce:
Może to wymysł tej starej plotkary. Pytałaś mamę?
Nie jeszcze przyznałam skruszona.
To dzwoń! Może nie ma powodów do paniki. Zaraz się wszystko wyjaśni.

Natychmiast wykręciłam numer i włączyłam głośnik.
Cześć, mamo zaczęłam, słysząc jej głos.
O, Krysiu! Co słychać?
Mamo Jesteś sama?
Nie usłyszałam rozbawiony śmiech jestem z Wasylem.
Serce stanęło mi w gardle. Czyli wszystko prawda!
Skąd się wziął? zapytałam ze ściśniętym gardłem.
Historia nie z tej ziemi opowiadała moja mama beztrosko. Znalazłam go na ulicy, przemoczonego, biednego jak mysz kościelna, aż żal było patrzeć. No jak miałam go tak zostawić? Teraz nie jest mi już samotnie przynajmniej jakiś facet w domu!
A dzisiaj takie numery odstawia, że patrzeć tylko! zachichotała z zadowoleniem.
Zsunęłam się na krzesło z rezygnacją. Może jej naprawdę odbiło na stare lata?
Mamo ale nie można przygarniać byle kogo z ulicy! Wyproś go!
Krysiu, wstydź się! Pamiętaj, jesteśmy odpowiedzialni za tych, których oswoiliśmy! Sama rzadko mnie odwiedzasz, to i nie dziw się, że nowe towarzystwo mi potrzebne.
Wasyl zostaje i kropka! powiedziała stanowczo i rozłączyła się.

Mąż poderwał się energicznie:
Tego tak nie zostawię! Ubieraj się, jedziemy do twojej mamy!
Zaczęliśmy biegać po mieszkaniu jak kot z pęcherzem, ja się plątałam w ubraniach, mąż plątał się ze mną.
Twoja mama to łatwowierna dusza, każdy ją może oszukać! A jak to złodziej? Na mieszkanie się czai, łotr jeden! Wasyl! Zaraz zobaczę tego Wasylka!
Po pół godziny rajdu przez Kraków zaparkowaliśmy pod blokiem mamy. Mąż otworzył bagażnik i wyjął łom.
To po co? przeraziłam się.
Przezorny zawsze ubezpieczony. Gdyby Wasyl nie chciał się wynosić po dobroci.
Proszę cię, żadnej przemocy! wybłagałam, mając przed oczami radosną scenkę z łomem w tle.

Ledwie przekroczyliśmy próg, mąż rykiem krzyknął:
Gdzie on?!
W salonie na fotelu śpi odpowiedziała zaskoczona mama. Ale co się dzieje? Niespodziewani goście
Mąż jednak już pognał do pokoju, ja za nim.

A na fotelu nonszalancko rozwalony ogromny rudzielec kocur jak smok! Kiedy nas zobaczył, obwiązał ogonem łapy, spojrzał dumnie i zamruczał basowo.
Poznajcie, to mój Wasyl oznajmiła mama, idąc za nami ze śmiechem.
Ale to kot! wykrzyknęliśmy chórem.
No ba, kot. A wy co, myśleliście? i aż się popłakała ze śmiechu, patrząc na nasze miny.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

13 + piętnaście =

Wszystko zaczęło się od tego, że zadzwoniła do mnie sąsiadka mojej mamy.