Nie żartujesz, westchnęła Zofia, szeroko otwierając oczy na Jana Kowalskiego.
On pokręcił głową.
Nie, nie żartuję. Dam ci trochę czasu, żeby się nad tym zastanowiłaś. Oferta naprawdę nie jest zwykła. Zgaduję, co teraz myślisz. Przemyśl wszystko, rozważ dokładnie wrócę za tydzień.
Zosia patrzyła, jak odchodzi, zszokowana. Słowa Jana nie mieściły się w jej głowie.
Znała Jana od trzech lat. Prowadził sieć stacji paliw w całej Polsce i kilka innych firm. Zofia pracowała dorywczo jako sprzątaczka na jednej z jego stacji. Zawsze przywitał personel życzliwie, rozmawiał z ludźmi ciepło. Był naprawdę dobrym człowiekiem.
Pensja na stacji była przyzwoita, więc nie brakowało chętnych do pracy. Około dwa miesiące wcześniej, po skończeniu sprzątania, Zofia siedziała na zewnątrz zmiana już prawie się kończyła, a ona miała chwilę wolnego czasu.
Nagle otworzyły się drzwi serwisowe i pojawił się Jan.
Mogę się usiąść?
Zofia podskoczyła.
Oczywiście po co pytać?
Po co wstajesz? Usiądź, nie gryzę. Piękny dzień.
Uśmiechnęła się i usiadła ponownie.
Tak, wiosna sprawia, że pogoda zawsze jest dobra.
Bo wszyscy mają dość zimy.
Może masz rację.
Chciałem zapytać: po co pracujesz jako sprzątaczka? Lidia obiecała ci stanowisko operatora, prawda? Lepsze wynagrodzenie, łatwiejsza praca.
Chciałabym, ale grafiki nie dają rady moja córka jest mała i często choruje. Kiedy jest zdrowa, sąsiadka może z nią zostać. Gdy coś się nasili, muszę być przy niej. Dlatego Lidia i ja wymieniamy się zmianami, kiedy trzeba. Zawsze mi pomaga.
Rozumiem Co słychać u dziewczynki?
Nie pytaj Lekarze nie rozumieją jej do końca. Ma ataki nie może oddychać, wpada w panikę, różne objawy. Najważniejsze badania są prywatne, lekarze mówią, że poczekamy, może sama minie. Ja nie mogę po prostu czekać
Trzymaj się. Wszystko będzie dobrze.
Zofia podziękowała, a tego wieczoru Jan wręczył jej bonus w gotówce, nie podając żadnego wyjaśnienia.
Po tym nie widziała go już. A dziś pojawił się pod jej domem. Gdy Zofia go ujrzała, serce niemal przestało bić. Propozycja, którą usłyszała, była jeszcze gorsza.
Jan miał syna Stasia, prawie trzydziestoletniego mężczyznę, który od siedmiu lat jeździł na wózku po wypadku. Lekarze zrobili, co mogli, ale nie wrócił na nogi. Depresja, wycofanie, prawie całkowita niechęć do rozmowy nawet z ojcem.
Jan wymyślił więc plan: małżeństwo dla syna. Prawdziwe, żeby miał cel, chęć życia, walki. Nie był pewien, czy to zadziała, ale uznał Zosię za idealną osobę do tej roli.
Zosiu, będziesz odpowiednio zaopiekowana. Dostaniesz wszystko, czego potrzebuje twoja córka wszystkie badania, leczenie. Oferuję jednoroczny kontrakt. Po roku odejdziesz, nieważne co się stanie. Jeśli Stas polepszy się wspaniale. Jeśli nie wynagrodzę cię hojnie.
Zosia nie mogła wykrztusić słowa wściekłość sparaliżowała ją.
Jakby czytał w jej myślach, Jan rzekł cicho:
Zosiu, pomóż mi. To korzystne dla nas obu. Nie jestem pewien, czy mój syn będzie cię dotykał. A dla ciebie będzie łatwiej będziesz szanowana, oficjalnie zamężna. Wyobraź sobie, że bierzesz ślub nie z miłości, a z okoliczności. Proszę, nie mów nikomu o tej rozmowie.
Czekaj, Jan A Stas, czy się na to zgadza?
Mężczyzna uśmiechnął się smutno.
Mówi, że mu to nie szkodzi. Powiem mu, że mam kłopoty w interesach, zdrowotne Najważniejsze, że będzie żonaty. Zawsze mi ufał. To więc kłamstwo dla wyższego dobra.
Jan odszedł, a Zofia usiadła, sparaliżowana, w półświadomości. Wewnętrzny gniew gotował się w niej, ale proste, szczere słowa Jana trochę złagodziły ból propozycji.
Gdy pomyślała o tym Co nie zrobiłaby dla małej Jadynki?
Wszystko.
A on? Był też ojcem. Kochał syna.
Jej zmiana jeszcze nie skończyła się, kiedy zadzwonił telefon:
Zosiu, szybko! Jadynka ma kolejny atak! Straszny!
Jedźmy! Dzwoń po karetkę!
Wjechała dokładnie w momencie, gdy karetka zatrzymała się przy bramie.
Gdzie byłaś, mamo? zapytał lekarz surowo.
W pracy
Atak był naprawdę poważny.
Może powinniśmy pojechać do szpitala? zapytała nieśmiało Zofia.
Lekarz, po raz pierwszy przy nich, machnął zmęczoną ręką.
Po co? Nie pomogą tam. Tylko nerwy dziecka pogorszą. Lepiej pojechać do Warszawy, do dobrej kliniki, do prawdziwych specjalistów.
Po czterdziestu minutach lekarze wyszli. Zofia chwyciła telefon i wybrała Jana.
Zgadzam się. Jadynka znowu miała atak.
Następnego dnia wyjeżdżali. Sam Jan przyjechał po nich, towarzyszył mu młody, ogolony chłopak.
Zosiu, weź tylko niezbędne rzeczy. Resztę kupimy w drodze.
Zgodziła się. Jadynka obejrzała samochód z ciekawością duży, błyszczący. Jan ukląkł przed nią.
Podoba ci się?
Bardzo!
Chcesz usiąść z przodu? Zobaczysz wszystko.
Mogę? Naprawdę chcę!
Dziewczynka spojrzała na matkę.
Jak policja nas zobaczy, dostaniemy mandat powiedziała Zofia stanowczo.
Jan roześmiał się i otworzył drzwi.
Wskakuj, Jadynko! A jeśli ktoś napisze mandat, my mu damy mandat zamiast tego!
Im bliżej domu, tym bardziej Zofia się denerwowała.
Boże, po co się zgodziłam? Co jeśli będzie dziwny, agresywny?
Jan zauważył jej niepokój.
Zosiu, odetchnij. Do ślubu masz cały tydzień. W każdej chwili możesz zmienić decyzję. Stas jest dobrym facetem, mądrym, ale coś w nim się zepsuło. Zobaczysz sam.
Zosia wysiadła z auta, pomogła córce wysiąść i nagle stanęła, patrząc na dom. To nie był zwykły domek to prawdziwy pałac. Jadynka nie wytrzymała i zakrzyknęła z radości:
Mamo, mieszkamy teraz jak w bajce?!
Jan roześmiał się, podniósł dziewczynkę na ręce.
Podoba ci się?
Bardzo!
Do czasu ślubu Zosia i Stas spotkali się tylko przy kilku kolacjach. Młody chłopak prawie nie jadł i ledwo mówił. Siedział przy stole, fizycznie obecny, ale myślami daleko. Zosia przyglądała się mu uważnie. Był przystojny, choć bladym, jakby nie widział słońca od dawna. Wydała się, że oboje noszą ból. Była mu wdzięczna, że nie poruszał tematu nadchodzącego małżeństwa.
W dniu ślubu wokół Zosi było setka ludzi. Sukienka dotarła dosłownie dzień przed ceremonią. Gdy ją zobaczyła, opadła na krzesło.
Ile to kosztowało?
Jan uśmiechnął się.
Zosiu, nie musisz wiedzieć. Lepiej nie zaglądać. Zobacz, co jeszcze mam.
Wyciągnął miniaturową kopię sukni.
Jadynko, przymierzyć?
Dziewczynka zakrzyknęła tak głośno, że musieli zakryć uszy. Potem przystąpili do przymierzania mała księżniczka przechadzała się po pokoju z dumą.
W pewnym momencie Zosia odwróciła się i zobaczyła Stasia w drzwiach swojego pokoju, obserwującego Jadynkę. W jego oczach cień uśmiechu.
Jadynka mieszkała w pokoju obok ich sypialni. Ich sypialni. Niedawno Zosia nie wyobrażała sobie, że tak się skończy.
Jan zaproponował wyjazd na wieś, ale Stas pokręcił głową.
Dzięki, tato. Zostaniemy w domu.
Łóżko w sypialni było ogromne. Stas trzymał się na uboczu, nie robił żadnych ruchów. Zosia, która planowała czuwanie całą noc, zasnęła nagle, nieświadoma.
Minął tydzień. Wieczorami zaczęli rozmawiać. Stas okazał się niezwykle inteligentny, dowcipny, zainteresowany książkami i nauką. Nie próbował się do niej zbliżać. Stopniowo Zosia się rozluźniała.
Jednej nocy obudziła się nagle, serce waliło jak szalone.
Coś jest nie tak
Rzuciła się do pokoju córki. Jak się obawiała Jadynka przeżywała kolejny atak.
Stasie, wezwij karetkę!
Stas był już przy drzwiach, chwycił telefon. Po chwili wpadł zmęczony Jan.
Zadzwonię do lekarza sam.
Karetka przyjechała szybko. Lekarze w nowoczesnych mundurach, nowoczesny sprzęt. Po chwili przybył lekarz rodzinny, rozmawiał długo po zakończeniu ataku. Zosia siedziała przy córce, Stas trzymał dziewczynkę za rękę.
Zosiu zapytał cicho czy to od urodzenia?
Tak Byłyśmy w szpitalach setki razy, robiliśmy wszystkie testy, nic nie pomogło. Dlatego moja była nie chciała wtrącać się w jego życie.
Kochałaś go?
Chyba tak. To było dawno
Więc zgodziłaś się na propozycję mojego ojca
Zosia uniosła brwi.
Stas uśmiechnął się.
Tato myśli, że nic nie wiem. Ja zawsze czytałem go jak otwartą książkę. Bałem się, kogo znajdzie dla mnie. Gdy cię zobaczyłem byłem zaskoczony. Nie jesteś typem, który podjąłby się tego dla pieniędzy. Teraz wszystko układa się w jedną całość.
Spojrzał na nią.
Zosiu, nie płacz. Naprawimy Jadynkę. To wojowniczka. Nie zniszczyła się w przeciwieństwie do mnie.
Dlaczego ty się zepsułeś? Jesteś mądry, przystojny, dobry
Uśmiechnął się ironicznie.
Szczerze, czy poślubiłabyś mnie, gdyby wszystko było inaczej?
Zosia zamyśliła się na chwilę i skinęła głową.
Tak. Myślę, że kochałabym cię łatwiej niż wielu mężczyzn, którzy udają bohaterów. Nie chodzi o to. Po prostu nie potrafię tego wyjaśnić.
Stas uśmiechnął się.
Nie musisz. Z jakiegoś powodu wierzę ci.
Kilka dni później Zosia przyłapała Stasia na dziwnej czynności. Składał skomplikowane urządzenie i testował je.
To trener wyjaśnił. Po wypadku miał go używać przynajmniej trzy godziny dziennie. Przestałem, bo wstyd mi. Przed Jadynką, przed tobą.
Usłyszał pukanie. Jan pojawił się w drzwiach.
Mogę?
Wejdź, tato.
Mężczyzna zamarł, widząc, co syn robi. Przełknął, odwrócił się do Zosi.
Powiedz czy poród był trudny?
Dlaczego?
Lekarz twierdzi, że przy porodzie mogło zostać uszkodzone kości skroniowe dziecka. Na zewnątrz wszystko się zagoiło, ale wewnątrz uciska nerw.
Zosia zapadła w fotel.
To niemożliwe Co teraz?
Łzy spłynęły po jej policzkach.
Cicho, nie płacz powiedział Jan. Lekarz mówi, że to nie wyrok. Potrzebna operacja. Usuńmy to, co uciska, a Jadynka będzie zdrowa.
Ale to jej głowa To niebezpieczne
Stas wziął ją za rękę.
Posłuchaj taty. Jadynka przeżyje bez kolejnych ataków.
Ile to będzie kosztować?
Jan spojrzał zdumiony.
To już nie twoja sprawa. Jesteś już rodziną.
Zosia została w szpitalu z Jadynką. Operacja się powiodła. Po dwóch tygodniach mieli wrócić do domu.
Dom.
Teraz Zosia nie wiedziała, gdzie naprawdę jest jej dom.
Stas dzwonił codziennie. Rozmawiali długo o Jadynce, o sobie, o drobnych sprawach. Czuło się, jakby znali się całe życie.
Mijał rok, kontraktW końcu Zosia, Stas i ich mała rodzina odnaleźli prawdziwe szczęście, budując wspólne życie na wzajemnym zaufaniu i miłości, której nigdy nie dało się zmierzyć liczbą złotych.






