**Dziennik 12 sierpnia 2026**
Dziś znów stało się coś, co nie daje mi spokoju. Gdy stałam przy kuchence i smażyłam naleśniki, myśląc o powrocie Michała ze zmęczonej zmiany, w mojej głowie krążyły obrazy z ostatnich dni. Zwykle, kiedy przygotowuję ulubione naleśniki dla Sławka, nasz pięcioletni synek kręci się wokół stołu, wpatruje się w mnie i prosi:
Mamusiu, jeszcze jednego?
Daję mu kolejny kawałek, a on, choć już najwidoczniej najedzony, podchodzi znów z taką samą rozkoszą w oczach i pyta jeszcze raz, rozciągając każde słowo:
Mamo, proszę
Zrozumiałam, że nie chodzi o jedzenie. Sławek po prostu kocha to ciepłe słowo mamusiu. Kiedyś odkładałam łyżkę i podnosiłam go na ręce, mówiąc:
No chodźmy przywitać tatę po pracy.
A on zawsze z radością odpowiadał:
Tak, mamo, przywitajmy tatę! w jego oczach błyszczała fascynacja. To był pierwszy raz, kiedy usłyszał o mamie i tacie, a teraz miał ich oboje.
Teraz nasz chłopiec ma własny pokój, łóżko i małą ściankę sportową z huśtawkami prezent od Michała. Do tego pełen zestaw autek, robotów i klocków, które są wyłącznie jego. Wieczorami czytam mu książki, głaszczę po głowie i mówię, że go kocham. Wydaje się już prawie zapomniany przez przeszłość.
Nagle mały impuls dotknął mnie w brzuch, a potem znów. Położyłam dłoń na brzuchu i poczułam kolejny ruch. Dziękuję Bogu za ten niespodziewany dar, choćby wszystko wokół było w porządku. Michał zasugerował imię dla naszej córki Zosia, a jego babcia, Katarzyna, już od dawna czekała na małą księżniczkę.
Ludzie w przedszkolu wciąż powtarzali, że nie mogę mieć własnych dzieci, że Sławek i ja zostaliśmy przyjęci w dom dziecka, a po roku cóż, miałam w końcu przyjść z własnym maleństwem. Zdumiona, ledwo nie zapomniałam odwrócić naleśnik. Zawołałam synka:
Sławku, chodź już, czemu jesteś taki cichy?
Cisza. Czy nie słyszy mnie? Wyłączyłam kuchenkę i ruszyłam w stronę pokoju dziecka.
Wciąż pustka, choć światło w drzwiach było wyłączone. Nagle w pokoju rozległ się szmer. Zapaliłam lampę i zobaczyłam Sławka siedzącego na kanapie w kurtce i czapce, trzymającego plecak wypełniony swoimi ulubionymi autkami.
Co robisz w ciemnościach? przytaknęłam, starając się brzmieć wesoło. Wstań, ubierz się, czy już planujesz podróż? A teraz jedz naleśniki ze śmietaną i słodkim mlekiem skondensowanym!
Nie uśmiechnął się. Patrzył przed siebie, jakby widział coś, czego nie potrafiłem pojąć. W końcu zapytał:
Czy mogę wziąć te zabawki ze sobą? Bo może i tak nie będą potrzebne?
Co to za słowa, Sławku? Co się stało? Dokąd zamierzasz? zapytała mnie matka, a moje ręce opadły. Czy naprawdę jestem złą matką? Czy nie odczuwa już mojej miłości? Może zazdrości o nadchodzącą siostrzyczkę? Wczoraj jeszcze był tak szczęśliwy.
No, oddacie mnie z powrotem do domu dziecka? Ciocia mówiła, że pośpiesznie mnie wzięli, nie wiedząc, że wkrótce przyjdzie dziecko. A ja nie jestem jej własnym
Oczy Sławka były mokre, ledwo trzymał się na nogach i patrzył w bok.
Sławku, co to za ciocia? nagle przypomniałam sobie spotkanie z sąsiadką, która właśnie wspominała o Bogu i o naszym nowym maleństwie. Pośpiesznie, Małgorzatko, pośpiesznie! rzekła, marszcząc brwi. Czuję, że Sławek jeszcze nie rozumie wszystkiego.
Mimo to, otuliłam go mocno. Najpierw odrzucał mnie, potem upadł i popłakał.
Kochanie, nie rozumiesz, ta ciocia nic nie wie. My z Michałem kochamy cię i nigdy cię nie oddamy!
Zdjąłam mu kurtkę i czapkę, przytuliłyśmy się i siedzieliśmy długo w milczeniu na kanapie.
Kiedy Zosia przyszedła na świat, Sławek i Michał zostali sami w domu, a potem pojechali po nas i nową córeczkę. Chłopiec martwił się, że nie spodoba mu się siostra. Gdy zobaczył ją w maleńkim łóżeczku, uśmiechnął się łagodnie:
Mamusiu, po co jej taki mały brat? Nauczę ją bawić się autkami, będzie nam razem wesoło!
Od tej chwili nie opuszcza siostrzyczki, czeka, aż urośnie, a rodzice planują przenieść Zosię do jego pokoju. Tymczasem pełniąc rolę pierwszego pomocnika mamy, zawsze jest przy mnie.
Wieczorem zawołałam go:
Sławku, zebrałem Zosię, chodźmy przywitać tatę.
Już ubrany stał w korytarzu, gotowy:
Mamusiu, przytrzymam drzwi, wyjdę z kołyską!
Zejśliśmy windą, wyszliśmy na klatkę schodową, a tam czekała ta sama kobieta, którą widziałam wcześniej. Sławek mocniej chwycił moją rękę, jakby chciał się uspokoić.
Synu, pomóż pani, wezwij windę, widzisz, jej torby są ciężkie.
Dobrze, mamo! odparł dumnie, przywołał windę i pobiegł za mną.
Jutro mamy wolny dzień cała rodzina wybierze się do parku. Szkoda, że Zosia jest jeszcze mała, ale wkrótce podrośnie i razem będziemy jeździć na karuzelach. A ja, jako starszy brat, będę trzymał ją mocno, gdyby się przestraszyła. Bo brat i siostra to na zawsze.
**Koniec wpisu**.






