Mam przyjaciela Grzegorza, który już od wielu lat mieszka w jednym z większych miast turystycznych Polski. Niedawno dowiedziałem się, że ze względu na krewnych musiał sprzedać swoje trzypokojowe mieszkanie i kupić kawalerkę.
Bardzo zaskoczyła mnie taka zamiana, ponieważ zwykle każdy chce mieszkać w większym lokum, a nie mniejszym.
Motywy jego czynu stały się jasne po tym, jak opowiedział szczegóły historii, która mu się przydarzyła.
„Zawsze marzyłem o życiu we Wrocławiu, aby codziennie spacerować po Wyspie Słodowej i cieszyć się pięknymi widokami. Niestety, kiedy tylko się tam przeprowadziłem, natychmiast odzywali się do mnie dalsi lub bliżsi członkowie rodziny. Czelność mieli na to nawet Ci, z którymi kontakt miałem kilkanaście lat temu.
Mama powiedziała komuś, że od niedawna jestem właścicielem trzypokojowego mieszkania praktycznie w centrum Wrocławia, a ta wiadomość rozeszła się po rodzinie z prędkością błyskawicy. Nagle bez ostrzeżenia krewni, którzy chcieli pobyć we Wrocławiu za darmo, zaczęli do mnie przyjeżdżać całymi rodzinami.
Jedni wyjeżdżali, inni przyjeżdżali na ich miejsce i tak w kółko. Nikt nie pytał, czy to mi odpowiada – nikogo to nie interesowało. Po prostu stawiali mnie przed faktem pojawiając się pod moimi drzwiami.
W pewnym momencie miałem już dość tych niespodziewanych gości i sprzedałem swoje dwupokojowe mieszkanie prawie w samym centrum miasta, by zamienić je na kawalerkę na obrzeżach. Zrobiłem gruntowny remont i skorzystałem z usługi architekta wnętrz. I wiecie co? Jestem szczęśliwy.
Na początku września do Wrocławia przyjechał mój wujek wraz z żoną i dziećmi. Najwyraźniej nie zwrócił uwagi na to, że podałem im inny adres podczas rozmowy przez telefon niż ten, który mieli od mojej mamy.
A kiedy przyjechali i zobaczyli, że mam tylko kawalerkę, zdziwili się i powiedzieli: „Myśleliśmy, że masz trzypokojowe mieszkanie i jeden pokój jest całkowicie wolny”.
Odpowiedziałem, że nie, bo po co mi niby trzypokojowe mieszkanie, skoro nie mam ani żony, ani dzieci? Dodałem także, że lepiej będzie, gdy pojadą do hotelu, bo tam na pewno będzie im wygodniej.
O całej tej sytuacji wie już cała rodzina, dzięki czemu teraz mogę spokojnie żyć, bez tych niekończących się wizyt krewnych. Nie obchodzi mnie, co o mnie teraz myślą, najważniejsze jest to, że mam w końcu spokój”.
