W niewielkiej miejscowości mieszkała rodzina Malinowskich. Wiodło im się wyjątkowo dobrze, jeśli chodzi o finanse, ponieważ byli złotnikami, a z uwagi na ich drobiazgowe podejście do pracy, mieli klientów w całym powiacie. Nie było tajemnicą, że na ekskluzywne usługi ich pracowni mogli pozwolić sobie jedynie najbogatsi. Krzysztof i Elżbieta Malinowscy byli mistrzami w swoim fachu, potrafili wykonać prawdziwe dzieła sztuki.
W okresie powojennym do małżeństwa złotników przyszła kobieta z niemowlęciem, ledwo trzymała się na nogach i poprosiła o szklankę wody, coś do jedzenia i mleko dla dziecka. Niestety Elżbieta nie miała szacunku do ludzi o gorszym statusie społecznym i nie pomogła im. Kobieta była na tyle wyczerpana, że doszła jedynie do bramy przed zakładem złotników i oparła się o płot. Niemowlę płakało z głodu i braku snu, a po kilku godzinach zmarło. Matka ani na chwilę nie odłożyła martwego dziecka, ale nie miała siły iść dalej. Odeszła dopiero wieczorem, lecz nikt nie wiedział dokąd.
Niedługo po tym zdarzeniu para złotników zaczęła mieć różne problemy, a z czasem zaczęli nawet tracić klientów. Okoliczni mieszkańcy zaczęli plotkować, że to kara za nieudzielenie pomocy nieszczęsnej kobiecie i jej dziecku.
W rodzinie Malinowskich od pokoleń kobiety miały problemy z utrzymaniem ciąży, a dzieci, które przeżyły często miały problemy zdrowotne. Krzysztof i Elżbieta mieli córkę, Karolinę, którą kochali ponad wszystko. Ich pozostałe dzieci zmarły nie ukończywszy piątego roku życia. Żyjąc w ciągłym strachu o ostatnie żyjące dziecko, starali się zapewnić Karolinie najlepsze warunki i pragnęli, by jej przyszły mąż również mógł sprostać temu zadaniu. Nie wyobrażali sobie, aby ich zięć nie miał wystarczającego zaplecza finansowego. Przyglądali się też każdemu kandydatowi i oceniali czy dobrze traktuje ich córkę.
Po tym, jak jeden z narzeczonych, zaczął stosować przemoc wobec Karoliny, rodzice natychmiast kazali jej zakończyć ten związek. Kolejny kandydat na męża również im nie pasował. Babcia dziewczyny marzyła, by poślubiła lekarza, prawnika lub inną ważną osobistość.
– A miłość nie jest istotna w małżeństwie? – zażartowała dziewczyna.
– Dla mężczyzny liczą się tylko pieniądze i władza, wszystko inne stanowi tylko dodatek! – odparła babcia.
– Nie czułaś się kochana przez dziadka?
– Cóż, oboje pochodziliśmy z bogatych rodów, każdy z nas miał swoje rozrywki…
Karolina wyszła za sędziego ze stolicy, a rodzice i babcia cieszyli się, że dziewczyna będzie miała dostatnie życie. Młode małżeństwo zamieszkało w Warszawie, oboje darzyli się uczuciem, ale nie mieli dzieci, mimo długich starań i licznych badań.
Po ostatniej wizycie u lekarza, Karolina wyszła zapłakana na ulicę, gdzie zainteresowała się nią pewna staruszka. Kobieta wysłuchała historii Karoliny i poradziła jej, aby udała się do oddalonego o niecała godzinę drogi od Warszawy zakonu i poprosiła o pomoc siostrę przełożoną, która od lat udziela wsparcia bezdzietnym parom. Małżeństwo udało się w podróż następnego ranka, mimo iż nie byli wierzący. Łapali się każdego rozwiązania, nawet, gdy wydawało się im nierealne. Na miejscu spotkali się z rodzicami Karoliny i wspólnie udali się do siostry przełożonej, której opowiedzieli o swoich problemach z zajściem w ciążę. W oczach zakonnicy widać było, że zdaje sobie sprawę z zatajenia przed nią ważnego faktu.
Elżbieta opowiedziała całą prawdę, po czym siostra zakonna rzekła:
– Musicie ponieść ofiarę swoich czynów.
– Ile musimy zapłacić? – spytał Krzysztof.
Zakonnica uśmiechnęła się i odparła:
– Nie chodzi o pieniądze, musicie coś zrobić.
– Zrobimy wszystko, żeby tylko mieć dziecko! – małżonkowie krzyknęli jednogłośnie.
– Powinniście adoptować dziecko, wtedy Bóg wam wybaczy i da własne potomstwo, ale nigdy nie możecie pozbyć się adoptowanego dziecka.
Siostra przełożona wiedziała, że to co mówi jest prawdą i widziała wiarę w oczach Karoliny.
Małżeństwo omówiło z rodzicami swoje plany i wkrótce zaadoptowali trzyletnią dziewczynkę. Nie minęły dwa lata, a Karolina zaszła w ciążę i miała urodzić chłopca. Jej rodzice nalegali, by oddali małą Gosię do sierocińca, ale mąż kobiety nie podzielał ich zdania, chciał by dziewczynka nadal z nimi mieszkała. Niestety Karolina uparła się i powiedziała, że gdy wróci ze szpitala Gosia ma być już w domu dziecka.
Jeszcze tego samego wieczora, gdy podjęła swoją decyzję, przestała czuć ruchy dziecka w brzuchu. W szpitalu okazało się, że chłopiec jest martwy. Winą za tę sytuację obarczyła Gosię i tym bardziej kazała mężowi się jej pozbyć. Mężczyzna nie rozumiał zachowania Karoliny, zdążył pokochać Gosię i postanowił stworzyć dla niej dom pełen miłości. W tym celu wyprowadził się od żony, zakończył małżeństwo, a wkrótce potem ożenił się ponownie z kobietą, która dała mu jeszcze dwójkę dzieci. Tworzą wspaniałą rodzinę, gdzie każdy czuje się kochany.
Malinowscy obwiniają swojego byłego zięcia za całe zło, które ich spotkało, ponieważ zostawił żonę i zabrał ze sobą dziecko. Karolina długo błagała, by do niej wrócił, ale on nie wierzył, że mogłaby się zmienić i pokochać Gosię.
