Kiedy Laura i ja wzięliśmy ślub, oczywiście pojawiła się kwestia wspólnego budżetu rodzinnego. Mieliśmy różne opinie i pytałem moich przyjaciół, jak oni to robią?
Jakoś tak się złożyło w moim życiu, że przez trzydzieści pięć lat byłem kawalerem. Zacząłem spotykać się z dziewczyną, z którą chodziliśmy tylko sześć miesięcy. Denerwowało mnie, jak znajomi mówili, że w tym wieku już nie mówi się o dziewczynach i randkach, tylko o żonie i dzieciach.
Postanowiłem, że czas stać się mężczyzną i ożenić się, aby móc zająć stanowisko wobec tej, którą kocham, nie ważne jak długo się znaliśmy. Nie jestem typem faceta, który umawia się na randki przez pięć lat.
Niedawno wzięliśmy ślub i pojawiła się kwestia finansowa, kto za co ma płacić w rodzinie? Ale to nie wyszło ode mnie, tylko od Laury. Moja żona jest przekonana, że musi dokładać się do rodzinnego budżetu, ze swojej pensji, a ja uważam, że to szaleństwo.
Ojciec zawsze pozwalał mamie wydawać pensję na siebie, na paznokcie, włosy, ubrania i perfumy. Ani razu nie słyszałem od niej żadnych wyrzutów na temat pieniędzy. Chciałbym wprowadzić te zasady także w mojej rodzinie. Postanowiłem zapytać moich bardziej doświadczonych przyjaciół:
– Oczywiście, że Twoja żona powinna się dokładać, wszystkie rachunki będziesz sam opłacał? – zapytał Andrzej.
– Jak inaczej? Chcę sam utrzymywać naszą rodzinę, a pieniądze niech wydaje na rzeczy dla kobiet. Tak właśnie na razie powinno być. Potem, jak przyjdzie dziecko, to na pewno część wydatków przejdzie na moją żonę. Wszystkiego nie dam rady ogarnąć, ale na razie, póki jesteśmy we dwoje, sam chce finansować nasze wydatki – powiedział Daniel.
– A jak w Waszej rodzinie to wygląda?
– U mnie moja moja żona całkowicie zarządza budżetem, ale nie daje jej całej mojej wypłaty, muszę sobie chować resztę pieniędzy. Ona nie chce odkładać na samochód, a ja chciałbym sobie go kupić i mieć jeszcze jakieś swoje kieszonkowe – skarżył się Andrzej.
– w Moim domu nie ma takiej sytuacji, chwalił się Daniel, co chcę, to kupuję. Wprawdzie często nie starcza mi do wypłaty, ale wtedy żona dokłada mi ze swoich oszczędności.
Po rozmowie z przyjacielem, wróciłem do domu, jakoś się z nim nie zgadzam. W rzeczywistości jest to tak delikatna kwestia, że nie wszyscy mają odwagę o niej mówić.
Jeśli zastanowić się nad tym logicznie, to wspólny budżet jest w pewnym sensie sprawiedliwy, dopóki nie zagłębimy się dalej. Laura z łatwością mogłaby wybrać sobie bardziej bogatego mężczyznę, bo przecież jest taka piękna. Lecz ona postanowiła przeżyć swoje najlepsze lata ze mną.
Ja zawsze jestem zdania, że kobiety dają nam swoje piękno, opiekę, dzieci, dom, a co my dajemy im w zamian? Tylko pieniądze? Nierówna wymiana.
Często spotykam się z odmiennymi poglądami na ten temat, ale szczerze mówiąc, nie rozumiem ich. To niedojrzali chłopcy z postawą wiecznego macho, któremu wszystko się należy.
Wolałbym pozwolić żonie cieszyć się sobą tak bardzo, jak to tylko możliwe, i pozwolić jej być szczęśliwą. Ona jest dla mnie wszystkim i mam nadzieję, że uda mi się stworzyć silną rodzinę i uszczęśliwić Laurę.
