Cieszę się, że go mam.

We wczesnym dzieciństwie miałam pełną, szczęśliwą rodzinę – mama, tata i ja. Niestety ojciec, wracając późnym wieczorem z pracy, miał wypadek. Lekarze długo walczyli o jego życie ale bezskutecznie. Umarł. Mama popadła w głęboką depresję, nie interesowała się niczym innym tylko własnym żalem. Czasami dochodziła do siebie ale potem znów popadała w stan całkowitej obojętności. Dość często byłam głodna i przychodziłam do szkoły w zaniedbanych ubraniach. W końcu porzuciłam naukę i zamknęłam się w sobie.

Serdeczni sąsiedzi, zamiast jakoś pomóc mamie, zwrócili się do służby opiekuńczej. I pojawiła się kwestia pozbawienia matki praw rodzicielskich. Jakimś cudem przekonała ich, żeby tego nie robili i obiecała, że wszystko się zmieni.

Ta wizyta była dla mamy prawdziwym skutecznym lekarstwem. Natychmiast z grubsza ogarnęła mieszkanie i poszła do sklepu po artykuły spożywcze. Razem zajęłyśmy się ogólnym sprzątaniem i przygotowaniem posiłku.

Czas mijał a nasze życie stopniowo wchodziło we właściwe tory. Pewnego dnia mama powiedziała, że chce mnie przedstawić jednemu mężczyźnie. Nie wiedziałam, czy ona już nie kocha naszego taty? Powiedziała, że kocha ale życie toczy się dalej i potrzebujemy silnego męskiego ramienia.

W ten sposób poznałam wujka Grzegorza. Byliśmy u niego i bardzo go polubiłam. Ponadto miał córkę – Matyldę, o rok starszą ode mnie. Zaprzyjaźniłyśmy się. Po dwóch miesiącach zamieszkaliśmy z wujkiem Grześkiem a nasze mieszkanie poszło na wynajem.

Zaczęliśmy żyć dużą i zwartą rodziną. Szczęście jednak nie trwało zbyt długo. Matka ciężko zachorowała i umarła.

Cztery dni później przyszedł mężczyzna z opieki społecznej i zabrał mnie do domu dziecka.

Wujek Grzesiek ani na chwilę o mnie nie zapomniał, odwiedzał mnie i przynosił prezenty. Intensywnie zaczął zbierać dokumenty, aby załatwić opiekę i szybko mnie stamtąd zabrać. Czas ciągnął się w nieskończoność i straciłam już wszelką nadzieję, że to się kiedyś wydarzy. Ale pewnego dnia dyrektor wezwał mnie do swojego biura i powiedział, żebym wracała do domu.

Kiedy zobaczyłam wujka Grześka, rzuciłam się mu na szyję i, dusząc się łzami, krzyknęłam: „Tatusiu kochany, dziękuję ci, że mnie stamtąd zabrałeś.” Byłam niesamowicie szczęśliwa, że wróciłam do rodziny.

W końcu znów mieszkałam w domu rodzinnym i zaczęłam chodzić do starej szkoły.

Czas szybko minął. Skończyłam szkołę, poszłam na studia a później znalazłam dobrą pracę.

Matylda też miała się dobrze. Stałyśmy się prawdziwymi, rodzonymi siostrami, choć nie łączyły nas więzy krwi.

Dorosłyśmy. Każda z nas ma teraz własną rodzinę. Ale nigdy nie zapominamy o tacie. W każdy weekend odwiedzamy go i pomagamy w pracach domowych. Tata świetnie dogaduje się z naszymi mężami. Stali się dla niego jak rodzeni synowie.

Do końca moich dni będę wdzięczna tacie Grześkowi. Nie wiadomo, kim bym się stała, gdyby nie on. Cieszę się, że go mam.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × dwa =

Cieszę się, że go mam.