Trzeba wymyślić jakieś słowa, kiedy ktoś daje Ci radę, której nie możesz nie wysłuchać, a Tobie pozostaje tylko uśmiechnąć się dobrodusznie, skinąć głową i spróbować oddalić się z wózkiem jak najdalej od parku.
Odnoszę wrażenie, że ponieważ ja, mężczyzna, wychodzę na spacery z małym synkiem i sam prowadzę wózek, to siłą rzeczy wszyscy myślą, że jestem samotnym ojcem, a już na pewno wdowcem. Nie umiem zmienić pieluchy, źle ubrałem dziecko, źle je położyłem, dałem mu wodę w niewłaściwym czasie. Kiedyś słyszałem takie opinie od młodych kobiet na placach zabaw, gdy przechodziłem z wózkiem, ale teraz coraz częściej, słyszę je również od spacerujących starszych pań.
Każda z nich chce wtrącić swoje pięć groszy i zapytać, gdzie jest moja żona. Dlaczego dziecko jest w takiej, a nie innej czapce, powiedzieć, jak poradzić sobie z katarem u dziecka, chociaż mój syn nie ma kataru. Uwielbiają się też do mnie przyczepić, trzymając się jedną ręką wózka, mówiąc coś do mojego dziecka i spacerując z nami po parku.
Co jest z tymi babciami? Czy w swoim życiu nie opiekowały się wystarczająco dużo dziećmi? Skąd takie zainteresowanie cudzymi pociechami i chęć dawania porady, gdy nikt ich o to nie pytał? Osobiście najpierw jestem rozbawiony i zażenowany, a potem chcę uciekać.
