Dlaczego posiadanie dzieci jest tak źle odbierane w dużym mieście?

Kilka lat po ślubie przeprowadziliśmy się do Warszawy. W pierwszym roku małżeństwa wzięliśmy kredyt na mieszkanie w nowobudowanym bloku na prestiżowym osiedlu w stolicy. Zanim zakończyła się budowa i odebraliśmy nasze wymarzone cztery kąty, urodziłam dwójkę cudownych dzieci. Od razu wiedzieliśmy, że chcemy mieć rodzinę, stąd szybka decyzja o kredycie, chcieliśmy zapewnić dzieciom dostęp do najlepszych szkół, a sobie większe możliwości na rynku pracy. Przed przeprowadzką gnieździliśmy się w kawalerce po babci mojego męża, w niewielkiej miejscowości 50km od Warszawy, gdyż chcieliśmy jak najwięcej zaoszczędzić na wykończenie nowego mieszkania.

Jakieś pół roku przed planowanym odbiorem mieszkania, okazało się, że jestem w kolejnej ciąży. Zmusiło nas to do przeorganizowania planów, bo wiadomo, że małe dziecko to sporo wydatków. Postanowiliśmy poszukać kupca na kawalerkę, żeby nie rezygnować z urządzenia nowego lokum w meble dobrej jakości, których nie będzie trzeba wymieniać za 5 lat.

Udało nam się jeszcze przed porodem załatwić wszystkie formalności i wprowadziliśmy się do nowego mieszkania, urządzonego ściśle według naszych wizji i marzeń. Dzieci miały swoje pokoje, a my niedużą sypialnię. Kuchnia to po prostu marzenie, a w salonie mamy mnóstwo miejsca na spotkania rodzinne i wypoczynek.
Mogłoby się wydawać, że nic nie zakłóci naszego szczęścia, jednak okazało się, że po wprowadzeniu się wszystkich sąsiadów do naszej klatki, tylko my mamy dzieci. Stały się one wrogiem publicznym i wciąż nękano nas z powodu najmniejszych błahostek. Sąsiadom przeszkadzało, że parkujemy samochód najbliżej klatki, a my po prostu zajmujemy wolne miejsca, nie nasza wina, że mąż pracuje zdalnie, a ja siedzę w domu na urlopie macierzyńskim i praktycznie nie wyjeżdżamy z parkingu. Mieli również pretensje, że nasze dzieci są zbyt głośne, szczególnie skarżyli się na płacz niemowlaka w środku nocy. Twierdzili, że na pewno źle zajmujemy się dziećmi, skoro nie potrafią usiedzieć cicho na miejscu. Ludzie, którzy nie mają własnego potomstwa udzielali nam rad, jak mamy postępować z naszymi dziećmi, miałam tego dość.

Pewnego dnia, gdy wchodziłam z wózkiem do mieszkania, zaczepiło mnie młode małżeństwo i zaczęli współczująco mówić, że na pewno musi mi być ciężko z taką ilością dzieci. Na koniec rzucili, że oni nigdy nie zrezygnują z wygodnego życia i wolności, wolą nie mieć dzieci. Uśmiechnęłam się tylko i weszłam do mieszkania.

Ostatnio wspólnota mieszkaniowa zgłosiła uchwałę dotyczącą rozbudowy placu zabaw na naszym osiedlu, jednak większością głosów odrzucono ten pomysł. Jak się okazało, większość mieszkańców osiedla nie ma dzieci i uznali, że takie przedsięwzięcie im się nie przyda. Mieli do tego prawo i rozumiem ich decyzję, jednak martwię się, że nigdy nie zaakceptują mojej rodziny, właśnie z powodu dzieci.
Staramy się żyć w zgodzie z sąsiadami, ale nie da się nie zauważyć, że traktują nas z góry. W mieście, gdzie mieszkaliśmy wcześniej, sąsiedzi traktowali się niemal jak rodzina, tutaj nie mieliśmy tyle szczęścia, ale liczę na to, że jeszcze kiedyś się to zmieni.

Oceń artykuł
Добавить комментарии

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

Dlaczego posiadanie dzieci jest tak źle odbierane w dużym mieście?