Dopóki dzieci nie dorosną, będę skazany na bycie singlem

Mój najstarszy syn skończył w tym roku 15 lat, a córeczka jest o pięć lat młodsza. Rozstałem się z ich matką kilka lat temu w spokojnej, a nawet można by rzec, przyjaznej atmosferze. Nasz związek nie przetrwał, ponieważ moja była żona uznała, że wraz z założeniem rodziny „zdziadziałem” i nie przestałem być tak spontaniczny jak kiedyś, za co mnie zresztą pokochała. Prawda była taka, że już od dawna mnie zdradzała z mężczyzną, do którego chciała odejść i po prostu szukała sobie dobrej wymówki. O niczym nie mówiliśmy dzieciom, aby ich nie ranić. Na początku były oczywiście zmartwione całą tą sytuacją, ale potem zaakceptowały ją, a nawet powoli przyzwyczajały się do faktu, że ich rodzice będą żyli osobno. 

Była żona ze swoim nowym ukochanym mieszkała w wynajmowanym mieszkaniu, do którego nie zapraszała dzieci. Nie walczyła także o nie w sądzie, ponieważ jej wybranek nie bardzo lubił jakiekolwiek dzieci i po prostu mu przeszkadzały. Poza tym nie chcieliśmy, aby tak szybko dowiedziały się o nowym partnerze ich ojca. Z tego też powodu dzieci ze swoją mamą zwykle spotykały się na neutralnym gruncie. Była żona często przyjeżdżała do dzieciaków i nie miałem z tym żadnego problemu. Mimo naszych starań dzieci i tak dowiedziały się o tym, że ich mama już zaręczyła się z nowym mężczyzną i były bardzo tym urażone, nawet przez jakiś czas nie chciały go widywać. Na szczęście niebawem pogodzili się, ale dzieci postawiły jej pewnego rodzaju ultimatum – nie chciały widywać jej nowego narzeczonego oraz wymagały tego, aby nie mącił w relacjach na linii mama – dzieci. 

Zawsze starałem się być dobrym tatą i prawie cały swój wolny czas poświęcałam dzieciom. Oczywiście, czasami chciałem gdzieś wyjść z kolegami czy odpocząć w ciszy, jednak głównie jednak opiekowałem się dziećmi. Jeśli już gdzieś wychodziłem, to dziećmi opiekowała się głównie moja mama. Moje pociechy nigdy nie widziały mnie pod wpływem alkoholu, a nawet skacowanego – chcę im dawać dobry przykład. 

W pewien karnawałowy wieczór udałem się z kolegami do klubu. Było tam mnóstwo ludzi. Podczas tej imprezy poznałem pewną kobietę, z którą świetnie się bawiłem, dlatego poprosiłem ją o numer telefonu. Tak zaczął się nasz romans.

Nie była najpiękniejsza, ale za to charakter – cudowny. Jest życzliwa, inteligentna i dobra. Tyle wystarczyło, by skradła moje serce. Mieszka sama i ma 16-letniego syna, który uczy się w liceum sportowym w oddalonym o 80 km mieście, dlatego żyje w internacie i odwiedza ją raz w miesiącu. Ukrywałem przed dziećmi spotkania z ukochaną, ponieważ obiecałem im, że dopóki nie dorosną, to nie wejdę w żaden poważny związek. Tak naprawdę tylko mama wiedziała, jaką tajemnicę skrywam – uważałem, że to uczciwe, aby jej powiedzieć, skoro zostawiałem jej dzieci pod opieką, gdy sam szedłem na randkę. Niestety, pewnego dnia babcia wygadała się i powiedziała o wszystkim swoim wnukom…

Kiedy wróciłem do domu, mój syn praktycznie rzucił się na mnie ze wściekłością krzycząc, że jestem taki sam jak matka, czyli zakłamany i obłudny. Starałem się mu wytłumaczyć, że ja również mam prawo do bycia szczęśliwym, ale zupełnie nie chciał tego słuchać. Od tej pory syn już do tego nie wracał, ale zamknął się w sobie i w ogóle przestał ze mną rozmawiać. Zdaję sobie sprawę, że ciężko im to wszystko zrozumieć, ale uważam, że ich zachowanie jest egoistyczne. 

Nie wiem, co robić, tym bardziej, że ukochana zaproponowała mi, abyśmy zamieszkali razem. Mój syn natomiast karze mi wybierać między nim a partnerką, zabraniając chodzić z nią na randki. Czy powinienem zrezygnować z siebie dla dobra własnych dzieci? Najwyraźniej zostanę sam, bo wątpię, że potem ktoś mnie zechce, jednak mnie ząb czasu także nadgryza… Czy jest jakieś dobre rozwiązanie dla tej sytuacji? Jak przekonać dzieci do zmiany zdania?

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście − 10 =

Dopóki dzieci nie dorosną, będę skazany na bycie singlem