Gdybyś znalazła porządnego faceta

Kiedy w końcu kupicie mieszkanie? głos Haliny Pawłówny był stanowczy, pełen presji.

Siedziała na kanapie w wynajmowanym mieszkaniu, gdzie Kasia z Wojtkiem mieszkali od trzech lat, i patrzyła na córkę tak, jakby ta popełniła najgorszą zbrodnię.

Jak długo jeszcze będziecie się tu męczyć w wynajmie?

Kasia westchnęła i odwróciła się ku oknu. Te rozmowy od dawna przestały być tylko nieprzyjemne stały się prawdziwą torturą. Od dnia, kiedy wyszła za Wojtka, matka nie przestawała ją naciskać. Że wybrała nie tego. Że Wojtek nie ma mieszkania, nie ma pieniędzy, nie ma nic. Po co jej taki mąż? I przez te trzy lata Halina Pawłowna w kółko pytała, kiedy wreszcie kupią własne mieszkanie, dlaczego wciąż wynajmują, czy nie wstyd im tak żyć.

Złość gotowała się gdzieś pod żebrami, gotowa wybuchnąć.

Szukamy odpowiedniego miejsca, mamo w końcu powiedziała Kasia, starając się zachować spokój. Musi pasować pod względem lokalizacji, ceny, stanu wnętrza. Potrzebujemy wtórnika z remontem, bo nie mamy oszczędności na naprawy. Rozumiesz?

Halina Pawłowna prychnęła i przewróciła oczami tak wyraziście, że Kasia mimowolnie zaciśnęła pięści.

No tak, oczywiście przeciągnęła matka z drwiną. Gdybyś znalazła sobie porządnego faceta, to toczyłabyś się jak pączek w maśle, a nie szukała mieszkania po taniości. Patrzyłabyś na nowe budownictwo. A tak? Zadowalasz się resztkami.

Kasia zerwała się z miejsca, ledwo powstrzymując krzyk.

Muszę wyjść, mamo rzuciła sucho, kierując się do drzwi.

Halina Pawłowna coś jeszcze mówiła, ale Kasia już nie słuchała. Wyprowadziła matkę do wyjścia, zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami. Wypuściła powietrze. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że cały czas była spięta ramiona bolały, a szczęka drżała od zaciśniętych zębów. Ostatnio rozmowy z matką kończyły się tylko bólem głowy. Za każdym razem, gdy Halina Pawłowna przychodziła, Kasia szykowała się do walki. Broniła się, tłumaczyła, kłóciła. I wszystko na próżno.

Przeszła do kuchni, nalała sobie wody z dzbanka. Usiadła przy stole, zrobiła kilka łyków, próbując się uspokoić. I wtedy zadzwonił telefon.

Kas! głos Wojtka był podekscytowany. Znalazłem! Idealne mieszkanie! Musisz szybko przyjechać pod adres, który ci podam. Trzeba je szybko kupić, rozumiesz? To nasza szansa!

Serce Kasi zabiło szybciej. Chwyciła długopis, zapisała adres na kartce, rzuciła się do zbierania. Narzuciła kurtkę, wybiegła na ulicę i złapała taksówkę. Przez całą drogę wierciła się na siedzeniu, raz po raz spoglądając przez okno, w myślach poganiając kierowcę.

Wojtek już na nią czekał pod odpowiednią klatką. Jego twarz promieniała, oczy błyszczały.

Chodź, zobaczysz wziął ją za rękę i poprowadził do środka.

Mieszkanie było na trzecim piętrze. Dwupokojowe. Niewielkie, ale przytulne. Remont świeży, jasny. Tapety w przyjemnym beżowym odcieniu, panele pod drewno, plastikowe okna. Meble zostawiali kanapę, szafy, kuchenkę. Wszystko czyste, zadbane.

Patrz Wojtek oprowadzał ją po pokojach, pokazując każdy kąt. Tu sypialnia, tu salon. Kuchnia jasna. I najważniejsze sklepy, przystanki, szkoła niedaleko. Cała potrzebna infrastruktura. Cena rozsądna. Właściciele się spieszą, wyjeżdżają do innego miasta. Mamy szczęście.

Kasia w milczeniu oglądała mieszkanie. Przechodziła z pokoju do pokoju, dotykała ścian, zaglądała do szaf. W środku rozlewało się coś ciepłego, ogrzewało pierś. To naprawdę było ich miejsce. Już widziała, jak się tu urządzą, gdzie postawią swoje rzeczy, jak będą pić herbatę w kuchni o poranku.

Bierzemy? cicho zapytał Wojtek, patrząc na nią z nadzieją.
Bierzemy uśmiechnęła się Kasia, a on ją przytulił.

Umówili się z właścicielami na miejscu. Omówili szczegóły, ustalili datę podpisania dokumentów. Potem, radośni i podekscytowani, pojechali do domu. Wojtek przez całą drogę mówił, jak się wprowadzą, co trzeba dokupić, co zmienić. Kasia milczała, ale się uśmiechała. W środku kipiała radość tak silna, że chciało się krzyczeć, skakać, tańczyć.

Następne tygodnie minęły w wirze spraw. Dokumenty, urzędy, pakowanie. Kasia ledwo nadążała. Życie porwało ich w wir, a oni po prostu lecieli przed siebie. Wojtek zajmował się większością spraw, za co była mu wdzięczna. Wreszcie nadszedł dzień przeprowadzki. Przenieśli kartony, ustawili meble, rozłożyli rzeczy. I oto pierwszy wieczór w ich mieszkaniu.

Kasia stała pośrodku salonu i po prostu się rozglądała. Wojtek podszedł od tyłu, objął ją za ramiona.

Nasze mieszkanie szepnął jej do ucha.
Nasz dom powiedziała Kasia, a po policzkach popłynęły łzy.

Ale radość nie trwała długo. Już następnego dnia zapukała matka. Kasia otworzyła na progu stała Halina Pawłowna. Jej twarz wyrażała tylko niezadowolenie.

Witaj burknęła i weszła do środka bez zaproszenia.

Matka powoli lustrowała mieszkanie. Zaglądała w każdy kąt. Brwi miała ściągnięte, usta zaciśnięte. W końcu stanęła pośrodku pokoju i zapytała z nieukrywanym rozczarowaniem:

I to wszystko?

Kasia zaniemówiła.

Co masz na myśli?

Halina Pawłowna skrzywiła się, jakby była nie w mieszkaniu, a na śmietnisku. Objęła wzrokiem ściany, sufit, okna.

Mieszkanie małe i kiepskie oznajmiła twardo. A myślałam, że kupicie przynajmniej trzypokojowe. A to co? Pokoje przechodnie, małe. To nie dwupokojowe, tylko nędzna kawalerka! Nawet karton byłby większy. Czy to w ogóle mieszkanie dla ludzi?

Twarz Kasi zapłonęła. W środku wszystko się ścisnęło z oburzenia i złości.
Wojtek pojawił się w drzwiach. Z pewnością słyszał całą rozmowę. Spróbował ratować sytuację.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy + 13 =

Gdybyś znalazła porządnego faceta