Wokół domu rosło tak wiele kwiatów, że nie można było ani przejść, ani przejechać. A dobrze byłoby zasadzić jeszcze cukinię i ogórki, chociaż ogród kwiatowy pochłonął prawie całe dostępne miejsce…
Pan Jan oczekiwał właśnie na swojego syna, Wiktora, który miał przybyć do rodzinnego domu z dalekiej stolicy.
Wiktor- od dawna dorosły mężczyzna, lubił tu przyjeżdżać latem. Tutaj odpoczywał od zgiełku miasta, wdychając pełną piersią zapach rodzimych pól i słuchając rano śpiewu ptaków pod dachem drewnianego domu.
Pani Amelia i Pan Jan byli niezwykle przyjazną parą. Wychowywali jedynego syna. Mimo wielu minionych lat, wciąż trzymali się za ręce tak, jak robili to w młodości.
Jedyną kwestią sporną w rodzinie było zamiłowanie Amelii do kwiatów. Wszystkie parapety w domu zostały zastawione doniczkami. Kobieta uprawiała zarówno łatwe w uprawie fiołki, jak i kapryśne storczyki. A cóż dopiero działo się w ogrodzie! Byle patyk, wetknięty do ziemi przez kobietę niebawem zaczynał pięknie się zielenić i kwitnąć.
Ogród pochłaniały kwiaty, zastępując się nawzajem w zależności od daty w kalendarzu: świąteczne jasne pomarańczowe tulipany, białe i tygrysie lilie, eleganckie delphinium, irysy, delikatne konwalie, wysokie mieczyki, bezpretensjonalne jasne petunie, aroganckie piwonie frotte i oczywiście róże.
-Cały ogród zasadzony jest kwiatami! I po co tyle tego? Wolałbym tutaj dla wnuków plac zabaw zrobić, a tak muszę tylko uważać, by nie skosić kwiatów kosiarką- narzekał Jan.
-Janku, jak Ci się to może nie podobać! Wychodzisz do ogrodu i od razu serce Ci się raduje! Oj czekamy na wnuki. Nauczymy ich łowić ryby i zbierać grzyby…
W pewien zimowy dzień, od niespodziewanego udaru zmarła Pani Amelia. Wiktor, który ledwie zdążył przyjechać na pogrzeb matki, pocieszał ojca, który płakał jak bóbr.
-Wnuki, kto nauczy wnuki zbierać grzyby?- rozpaczał mąż.
Zaniepokojony Wiktor zaproponował ojcu, aby pojechał z nim do stolicy, ale ojciec stanowczo odmówił: — „Amelcia będzie tęsknić beze mnie”.
W jeden z ciepłych marcowych dni, kiedy słońce patrzyło już na wiosnę, Pan Jan poszedł do sklepu po nasiona i sadzonki. W domu długo przeglądał jasne torby, obliczał coś i zapisywał na kartce papieru, a potem…zasadził nasiona w długich skrzynkach z ziemią. Zasadził, przykrył polietylenem i włączył nad szufladami dodatkowe oświetlenie…
Wiktor zdołał uciec z pracy dopiero w środku lata. Spodziewając się, że ogród pogrążony w smutku bez opieki matki, Siergiej popchnął drewnianą furtkę i wszedł na dziedziniec. Był niemalże oszołomiony.
Ogród zatopiony był w kwiatach. Tam, gdzie kiedyś znajdowały się szklarnie z pomidorami, teraz ogromne klomby zostały rozbite, na których jasne kolorowe główki kwiatów na wysokich mocnych nogach rozciągały się swobodnie.
– Petunie, irysy, nagietki, begonie, róże, werbena, a to cynia — wymienił zadowolony ojciec, witając się z synem — posadziłem też trochę w ogrodzie…
– Tato, co robisz? – syn patrzył zaniepokojony na ojca – jak się czujesz?
– Nieźle! – Jan okrążył oczami kwitnący ogród i uśmiechnął się,
– To tak, jakby Amelka wróciła i rozmawia ze mną przez kwiaty…






