Kulturalna rodzina nie jest gwarancją dobrobytu
W szkole uczyła się ze mną dziewczyna, która pilnie odrabiała wszystkie lekcje, możnaby ją było zapewne nazwać kujonem. Niestety, mimo usilnych starań nie miała wielkiego talentu i wyciągała się najwyżej na czwórki. Dziewczyna zawsze była blada, z sińcami pod oczami, bardzo skromna i uprzejma.
Jej tata był również niezwykle uprzejmy. Zasiadał w komitecie rodzicielskim i aktywnie udzielał porad dotyczących edukacji innym rodzicom, jeśli akurat tego potrzebowali. Cała rodzina, z której się wywodziła była zresztą bardzo kulturalna i wykształcona.
Potem dziewczyna zaczęła mdleć z przepracowywania się. Potem okazało się, że jej tata kazał jej ciągle wkuwać, a to odbijało się na jej zdrowiu. Uczyła się coraz więcej i więcej, ale mimo tego nie zawsze udawało jej się dostać dobrą ocenę. Jej ojciec tego nie rozumiał i karał ją za każdą trójkę.
Bardzo chciał, aby córka była wzorową uczennicą, pragnął, by była wyróżniana za swoją naukę.
Nie wziął zupełnie pod uwagę, że być może córka po prostu się do tego nie nadaje i już. W rezultacie dziewczyna na egzaminach końcowych trafiła do szpitala ze zmęczenia i z załamaniem nerwowym.
Ale rodzina była bardzo kulturalna, nie można było powiedzieć, że nie!
Moi rodzice znali pewną rodzinę, to byli mili ludzie – żona była niezwykle piękna, a maż przystojny i dobrze zbudowany. Zawsze chodzili trzymając się za ręce, a mąż nie pozwalał żonie dźwigać ciężkich rzeczy. Nosił nawet damską torebkę na ramieniu, kiedy szli razem. Rozmawiali ze sobą wymieniając tylko i wyłącznie miłe słówka, nazywali się zdrobnieniami. Bardzo, bardzo czuła rodzina.
Kobieta wolała ubrania, które bardziej ją zakrywały, a więc nosiła golfy, długie spódnice i nawet latem chodziła z długimi rękawem. Pewnego dnia trafiła do szpitala z urazem głowy. Okazało się, że mąż był strasznie zazdrosny o piękną żonę i podczas ataków złości bił ją bez opamiętania. Nosiła więc takie ubrania z dwóch powodów: aby nie dawać dodatkowego powodu do zazdrości i ukryć siniaki.
Maks miał nauczyciela, który zawsze ubolewał nad tym, że wychowując dziecko na za dużo mu pozwalam. Ma za długie włosy, wygląda niedbale i do dorosłych zwraca się bez należytego im szacunku. Ciągle podawał za przykład swojego syna, rówieśnika Maksa. Był to bardzo dobrze wychowany chłopiec: koszulę nosił schowaną w spodniach, do spodni ubrane miał wypolerowane buty, włosy miał przylizane i ogólnie wyglądał na potulnego chłopca. Do mamy w domu nawet zwracał się z ogromnym szacunkiem, a co dopiero do innych dorosłych!
Rezultatem było załamanie nerwowe i samotność. Stał się nieszcześliwym człowiekiem, który miał problem z nawiązywaniem kontaktów. Jest teraz bardzo zamknięty w sobie i wycofany.
Najważniejsze jest to, że w tych rodzinach wszystko było niby wspaniale.
Mój były mąż nigdy nie podniósł na mnie głosu, a ja go nigdy nie zwyzywałam czy przezwałam chociażby w żarcie.
Kiedy ktoś otruł mi psa, ledwo nie mogłam poradzić sobie z żalem, dlatego poprosiłam go, aby kupił dla mnie koniak.
– Masz zamiar wspominać, czy co? – spytał spokojnie – Takiego darmozjada?
Wszystko niby powiedział w sposób kulturalny i uprzejmy. Było wiele takich kulturalnych i uprzejmych sytuacji, ale ta była tą, która przelała czarę goryczy.
27 kwietnia mamy oficjalny rozwód. Jestem wdzięczna mężowi za syna, ale ten człowiek już dla mnie nie istnieje.
To osobista sprawa każdego, jak zamierza porozumiewać się z członkami swojej rodziny. Do nikogo nie sięgam po opinię i nie wymagam także, aby ktoś żył według mojego schematu, jednak kiedyś poproszono mnie o opowiedzenie, jak przebiegło moje spotkanie z mamą Krysi, czyli żoną starszego syns. Powiedziałam, że to “mój” człowiek.
Jestem wytworem wolności obyczajów późnych lat 80-tych i lat 90-tych. Sex, Drugs, Rock & Roll. Nie, nie mam z tym problemu, czuję się z tym nawet dobrze.
Wychowałam syna bez formalizmu i ciągłego wbijania mu do głowy różnych uprzejmych zwrotów. Możemy niegrzecznie żartować, przeklinać i nie boimy się ostrych tematów, a mimo tego uważam, że świetnie go wychowałam.
Jednocześnie moje dzieci i ja nigdy nie obraziliśmy się jakimś niegrzecznym zwrotem, nie karaliśmy siebie chłodem, nie byliśmy dla siebie okrutni lub obojętni. Wiem, że zawsze przyjdą mi na ratunek i będą mnie wspierać we wszystkim, tak jak ja ich.
Kiedy doszło do awarii i wyłączono mi ogrzewanie, nie musiałem prosić dzieci o pomoc.
Mała Krystyna, która wczoraj żartobliwie nazwała mnie “pupcią”, powiedziała Maksowi:
– Chodźmy po Twoją mamę, mama nie może marznąć.
Nie obchodziło jej, że mieszkanie jest małe, że są dwa psy, które się ze sobą nie dogadują oraz to, że życie z teściową może nie być takie miłe. Dzieci jednak zaproponowały, abym do końca awarii została u nich, a oni zaczekają, aż w mieszkanie na nowo będzie wszystko w pełni sprawne. Takim sposobem udało mi się przeżyć zimę w cieple.
Życzę wszystkim prawdziwej miłości – taką, jaką my mamy w naszej w rodzinie, oraz takiego wzajemnego zrozumienia i wzajemnej pomocy…
