Oliwia z Wojtkiem kupiła dom w małej wsi. Dom był ładny, solidny i stał niedaleko skrzyżowania, tylko wnętrze musieli nieco odświeżyć i dopracować. Zatrudnili ekipę remontową, którą czasami doglądali aby upewnić się, że praca idzie dobrze. Sąsiedzi byli ciekawi, jacy są nowi lokatorzy?! Oliwia już zauważyła, że z jednej strony sąsiadką będzie staruszka Anna, a z drugiej jakaś około 40 – letnia kobieta, która ma najprawdopodobniej dorosłą już córkę, która ją odwiedza oraz faceta, który z kolei z nią tutaj mieszka. Ich ogrodzenie było okropnie zaniedbane i Oliwia uznała, że konieczne jest umieszczenie nowego płotu odgradzającego ich od sąsiadów, który nie będzie miał żadnych dziur.
To był dzień ich wprowadzki. Do domu przyjechała Oliwia, Wojtek, ich synek Konrad oraz jamnik Łuska. Parapetówkę zamierzali zrobić trochę później – najpierw muszą się tutaj urządzić, poznać sąsiadów, a dopiero potem będą organizowali spotkania towarzyskie. Późnym wieczorem kiedy Konrad położył się już do snu, młoda para wraz z psem wyszła na podwórko, aby usiąść na huśtawce, zrobić sobie małego grilla, wypić trochę dobrego wina i popatrzyć na gwieździste niebo.
– Jak dobrze Wojtek, jaka tutaj cisza! To zupełnie inaczej, niż w mieście, prawda? – chwaliła Ola. Wojtek tylko przytaknął głową, bo ogólnie był człowiekiem łagodnym i małomównym pomimo tego, że drzemał w nim prawdziwy bohater.
W oknie pani Anny nie było widać światła – najwyraźniej już spała, zresztą nic dziwnego, bowiem była jedenasta w nocy. U ich drugich sąsiadów światło jednak było włączone tylko na werandzie, a jedno z okiem było otwarte. Przez niski i szczerbaty płot było widać, jak sylwetki gospodarzy toczyły się tam i z powrotem za zasłoną, po czym przez kolejne pięć minut włączali i wyłączali jakąś muzykę. Wtedy rozległ się dźwięczny głos gospodyni, która za coś karciła faceta, a on równie głośno jej się sprzeciwiał. Najwyraźniej gdy skończyły się słowne argumenty, sięgnęli do tych o wadze fizycznej, bowiem słychać było tłuczone naczynia.
– AAAA! Pomocy, pomocy! – Sąsiadka wyskoczyła z domu w szlafroku i próbowała uciec przed mężczyzną. Biegła w stronę szopy, a tej szaleńczej pogoni towarzyszyły krzyki i ogólny huk, aż Wojtek wręcz wyskoczył z huśtawki. Sąsiadka obiegła szopę i chciała dobiec do furtki, ale jej facet zagrodził jej drogę, a w rękach trzymał jakieś ogromne żelastwo.
Ratunku, pomocy, on mnie zabije! – Sąsiadka rzuciła się w stronę domu nowych sąsiadów i zwinnie prześlizgnęła się przez dziurę w ogrodzeniu. Praktycznie rzuciła się w ramiona Oliwii, a bohatersko wyglądający Wojtek stanął na drodze wściekłego faceta. Łuska swoim szczekaniem powiadomiła wszystkie psy we wsi, że dzieje się coś złego i teraz wszystkie zgodnie podnosiły raban.
– Kim Ty niby jesteś? – zapytał facet Wojtka. W rękach trzymał łopatę z szopy, którą wymachiwał z boku na bok, jednocześnie grożąc Wojtkowi.
– Twoim nowym sąsiadem! – odpowiedział Wojtek. Scena była absurdalna, ponieważ siły wyraźnie nie były równo rozłożone: Wojtek był ogromny, a ten drugi był niskim i chudym mężczyzną.
– Ty … idź do domu po Zośkę! – facet przestąpił z nogi na nogę i nadal nie mógł złapać oddechu od biegania za swoją Zośką.
Wojtek odwrócił się i zobaczył, że nie ma ani Oliwii, ani Zośki, a u jego stóp siedzi tylko Łuska i groźnie warczy na nieznajomego. W tym czasie Ola i Zosia siedziały już w kuchni. Zofia trzęsła się, piła walerianę z dużą ilością wody, szlochała i prosiła o wezwanie policji.
– Torturował mnie, drań jeden! – Zosia aż się dusiła od łez patrząc, jak Ola dzwoni na policję – Jak Marcin jest trzeźwy, to jest normalny, spokojny i chce mu się pracować. Jak się jednak napije, to chce muzykę w nocy na największej głośności słuchać, a potem zaczyna być o mnie zazdrosny i wymyśla sobie, że ja go zdradzam! Ja mu już pokażę, obiecałam to sobie, więc to zrobię, pójdzie siedzieć!
Oliwia wezwała policję. Gdy czekały na patrol to usłyszały, jak mężczyźni rozmawiają przed domem. Zosia zaczęła się przyglądać swojemu ciału: miała siniaki na dłoniach, stopach i kościach policzkowych, a pod pod okiem pojawiły się niebiesko-czarne plamy. Widok ten na pewno nie należał do najprzyjemniejszych. Ładnie ją urządził ten jej kochaś!
– Jak mam teraz iść do pracy? – Zosia jęknęła – Znowu wszyscy będą się ze mnie śmiać.
Przyjechała policja, a młody chłopak w mundurze szyderczo zapytał Zofię:
– Pani Zofio, to co, spisujemy zeznania, czy co?
– Jak to co? – odpowiedziała mu zuchwale Zofia, której już zaczęło puchnąć oko – Chodźmy, napierw go pobiję, a potem spiszemy zeznania!
„No, no!”- powiedział chłopak i wszyscy wyszli. Oliwia też wyszła na podwórko i usiadła na huśtawce obok swojego cichego męża. Oboje długo patrzyli przed siebie, jak ludzie idący po ulicy znikają w ciemnościach nocy i nie widać było, kto idzie w którą stronę. Postanowili zjeść usmażone szaszłyki i napić się trochę wina w kuchni.
– Co Ci ten Marcin powiedział, kiedy sobie poszłyśmy? – zapytała Oliwia.
– Skarżył się na życie, nawet płakał. Mówił, że Zośka jest puszczalska i tylko mu wstyd na całą wioskę robi. Że jej nie zabije, ale czasami musi jej dosadnie przypomnieć, że ma być mu posłuszna. Nie powiedziałbym, że był pijany, raczej był rozwścieczony i tyle. Według mnie tutaj wyraźnie obie strony są winne. Ale się nam trafili sąsiedzi! Trzeba jak najszybciej postawić to nowe ogrodzenie.
Następnego dnia w okolicy obiadu Zosia przyszła do nowych sąsiadów. Posiniaczoną twarzy przykryła grubą warstwą podkładu, a na sobie miała długie spodnie i bluzę mimo upału.
– Kochani, nie obrażajcie się na nas za wczoraj – powiedziała zażenowana Zosia – Marcin nie jest taki zły tylko czasami się mu zdarza się, że puszczą mu nerwy. Miałam złożyć na niego doniesienie, ale w końcu jesteśmy już razem 22 lata, nasza córka jest mężatką i nie mieszka już z nami więc nie chcę, żeby wiedziała o naszych kłótniach. Tak w ogóle to jakby kiedyś Was zapytała, to Wy nic nie wiecie, ok? Po sąsiedzku zapraszam Was na domową nalewkę do nas!
Oliwia i Wojtek odmówili jednak nalewki, ale na resztę się zgodzili – jakby co, to niczego nie słyszeli i nie widzieli. Tego samego wieczoru przyszła do nich Pani Ania, której Oliwia powiedziała wszystko.
– Czyli mieliście już okazję obejrzeć to “przedstawienie”? Więc nie muszę Was już przed tym ostrzegać. Raz na miesiąc zdarza się, że tak się zachowują, już tacy są. Zośka czasami go prowokuje i nie zaprzecza plotkom, które o niej chodzą, żeby go zdenerwować, a jemu dużo nie trzeba i awantura gotowa. Marcin jest naprawdę dobrym facetem, ale jak od kogoś znowu usłyszy plotkę o Zośce i wypije sobie, to puszczają mu hamulce. Tak już jest od 15 lat, czyli od kiedy tutaj mieszkają. Już nawet policja na nich machnęła ręką i do nich nie przyjeżdżają bo wiedzą, że Zośka i tak nie złoży na niego doniesienia. Na wasze wezwanie przyjechali, bo nie wiedzieli, że to w sprawie tej dwójki, ale radzę Wam – nie zwracajcie na nich po prostu uwagi.
Wieczorem Oliwia i Wojtek patrzyli, jak Zośka z Marcinem siedzieli na ławce i przytulali się do siebie. Dwa tygodnie później Wojtek postawił solidne ogrodzenie. Zza płotu czasami było słychać krzyki Zośki i Marcina, ale już nie zwracali na nich uwagi. Tylko Łuska szczekała głośno w kierunku płotu sąsiadów, podnosząc do wspólnego chóru wszystkie psy z wioski.
