Mój sąsiad chciał sprzedać swoje dziecko, musiałam z tym coś zrobić

Czy zastanawiałeś się kiedyś, kim są Twoi sąsiedzi i co dzieje się w ich rodzinach? Mieszkam w tym domu już od dziesięciu lat i myślałam, że mam wielkie szczęście, bo mam sąsiadów. Na parterze mieszka szlachetna dusza, ciocia Waleria, która dba o czystość na podwórku i sadzi kwiaty. Jerzy z trzeciego piętra jest fachowcem od wszystkiego. Nasz dom jest mały, ale wszyscy są przyjaźni i porządni, nie ma nawet miłośników zaglądania do kieliszka.

Najwięcej kontaktów nawiązałam z rodziną, która mieszkała na moim piętrze. Byli to Grzegorz i Kasia, mieli nastoletniego syna, a ja zawsze cieszyłam się ich towarzystwem, ponieważ byłam samotna i nie miałam żadnych krewnych.
Pewnego dnia zdarzyło się nieszczęście i Katarzyna została napadnięta przez bandytów, którzy chcieli pieniędzy. Dziewczyna nie przeżyła, dziecko zostało bez matki. Z powodu tak strasznej straty, Grzegorz unikał ludzi, rzadko spotykaliśmy go nawet na podwórku, a jego syn Daniel, pozbawiony uwagi ojca, powoli zamieniał się w dziecko ulicy.

Każdy może przeżyć taką tragedię, moja historia nie jest nawet o tym, ale o skrajnościach, do jakich mogą posunąć się ludzie. Było już koło północy, rozległo się pukanie do drzwi. Zajrzałam przez wizjer, a tam stał Grzesiek, biały jak śnieg. Zaczęłam się denerwować, pierwsza myśl była taka, że coś mu dolega. W pośpiechu udało mi się uporać z zamkiem.

– Wiktoria, Ty i ja jesteśmy jak rodzina. Mieszkamy po sąsiedzku, widzę, że jesteś porządną kobietą, ale samotną. Sprzedam Ci mojego syna, Daniel jest żywiołowy, ale bardzo się przyda.

Byłam oszołomiona tym, co usłyszałam, dopiero zimny pot spływający mi po plecach, przywrócił mnie do rzeczywistości.

– Ile wart jest Twój chłopiec? – te słowa były dla mnie bardzo trudne, już jedno zdanie sprawiło, że zrobiło mi się niedobrze w żołądku, ale musiałam je zadać, aby uratować bezbronne, choć nastoletnie, wciąż dziecko.

– Proszę, dasz mi dziesięć tysięcy złotych, a ja dam Ci dziecko i nasze drogi się rozejdą.

Postanowiłam odłożyć tę rozmowę do rana, mówiąc mu, że nie mam jeszcze takich pieniędzy. Rano byłam już na policji, nie widziałam innego wyjścia. Opowiedziałam, co chce zrobić mój sąsiad i żeby złapać go na gorącym uczynku, musiałam z funkcjonariuszami ułożyć cały plan. Wielu z Was może mnie osądzać, mówiąc, że powinnam była porozmawiać z Grzegorzem, a nie zgłaszać sprawę na policję, ale gdzie jest gwarancja, że wtedy nie sprzeda on swojego syna komuś innemu?

Umówiłam się z Sąsiadem na godzinę siódmą wieczorem w moim domu. Na podwórzu musieli być też policjanci w cywilnych ubraniach, a dwóch mężczyzn ukryło się w moim drugim pokoju. W kuchni, w której miałam dać Grześkowi pieniądze, zainstalowano ukrytą kamerę.

Była dokładnie godzina dziewiętnasta, kiedy Sąsiad przyszedł z Danielem, nie był już trzeźwy, a w ręku trzymał butelkę koniaku.

W tym momencie miałam ochotę podejść bliżej i mocno go kopnąć. Nie mogłam patrzeć, jak beztrosko trzyma chłopca za rękę, jak jakiś przedmiot. Musiałam się jednak powstrzymywać, bo nie mogłam doprowadzić do fiaska całej operacji.

Z lekkim uśmiechem na twarzy, zaprowadziłam gości do kuchni, a tam, jak we wszystkich filmach kryminalnych, wszystko przebiegało zgodnie ze scenariuszem. Kiedy Grzegorz liczył pieniądze na stole, a chłopiec wtulony w plecy taty, drżał ze strachu i niepewności, policjanci rzucili się z zasadzki i przycisnęli ręce i głowę sprzedawcy żywego towaru do stołu.

Myślę, że nie ma potrzeby opowiadać, co się stało z moim sąsiadem. Jest oczywiste, że za to, co zrobił, ponosi odpowiedzialność karną. Najważniejsze jednak jest to, że w trakcie dochodzenia w tej sprawie, do organów opiekuńczych wysłano pismo, dotyczące ustalenia miejsca zamieszkania dziecka. Dzięki temu, udało się odnaleźć kuzynkę Kasi, która zgodziła się wziąć chłopca pod swoją opiekę. Nadal nie mogę znieść spojrzenia na drzwi sąsiada, zawsze odwracam wzrok, ale coraz częściej przychodzi mi do głowy myśl, czy nie wysłać paczki temu nędznikowi?

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × cztery =

Mój sąsiad chciał sprzedać swoje dziecko, musiałam z tym coś zrobić