Minął rok, odkąd mój syn poszedł do szkoły kadetów. Przyjeżdża w każdą wolną sobotę, a dziś czekałam na niego w domu ze smacznym ciastem.
Na dworze robiło się ciemno, a jego wciąż nie było. Włożyłam szlafrok i wybiegłam na podwórze w nadziei, że zobaczę Marka. Znalazłam go tam w podartej kurtce, siedzącego na ławce ze spuszczoną głową. Kiedy się do niego zbliżyłam, usłyszałam, że mamrocze coś niewyraźnie pod nosem. Myślałam, że jest pijany i coś bełkocze, buty miał ubłocone, a twarz rozbitą.
-Synu, gdzie byłeś? – trudno mi było znaleźć słowa.
-Mamo, tam było tak źle, że aż strach, ale nic mi nie jest.
Usiadłam obok niego, mocno go przytuliłam, a on zdołał się uspokoić i opowiedzieć, że był świadkiem i mimowolnym uczestnikiem bójki.
Według relacji Marka, szedł on mostem i usłyszał pod nim bardzo głośne wołanie o pomoc. Gdy zszedł na dół, zobaczył grupę nastolatków bijących dziewczynę. Mimo dużej liczby osób, a konkretnie uczniów, nikt nie podał biednej dziewczynie pomocnej dłoni. Mój super bohater, szybko zszedł na dół i osłaniając się, odprowadził dziewczynę z pola walki.
Ofiara szybko uciekła z miejsca zdarzenia.
Nie wiedziałam, czy tak do końca mam mu wierzyć w jego opowieść, to wszystko wydawał mi się dziwne, pomyślałam, że pewnie był w podróży, gdzieś zabalował, potem długo chodził i wrócił do domu zaniedbany. Jednak rano, otrzymałam niespodziewany telefon od reportera lokalnej telewizji. Powiedział, że musi się spotkać z Markiem.
Godzinę później, pod naszymi drzwiami pojawili się reporterzy, przyjechali też rodzice rannej dziewczyny. Przeprowadzili wywiad z moim synem, a rodzice ofiary, wielokrotnie dziękowali mojemu, dzielnemu synowi. Odmówiliśmy jakichkolwiek podziękowań finansowych. Najważniejsze, że wszyscy żyją, a sprawiedliwość zostanie wkrótce wymierzona, ponieważ wszyscy sprawcy tego przestępstwa, zostali oskarżeni zgodnie z prawem.
