Moja córka poszła na urodziny i podarowała solenizantce świetny prezent, a jej nie poczęstowano nawet głupią kanapką!

Moja córka nie jest najbardziej towarzyską dziewczyną, dlatego kiedy w końcu została zaproszona na urodziny przez dziewczynkę mieszkającą obok nas byliśmy zachwyceni. Od razu zaczęliśmy myśleć o prezencie, jednak już następnego dnia po otrzymaniu zaproszenia dziewczynka z sąsiedztwa podczas zabawy na podwórku powiedziała córce, że najbardziej chciałaby mieć taką samą bluzę z kapturem jak mona.  

Kupiłam bluzę u mojej siostry, która prowadziła sklep odzieżowy. Bluza kosztowała tylko 70 złotych. Wydawało mi się, że to trochę za mało jak na prezent urodzinowy tym bardziej, że dziewczyna ma zamożnych rodziców. Dokupiłam więc do prezentu kosmetyki do włosów, balsam do ust oraz dużą czekoladę. Uznałam, że dla ośmiolatki będzie to dobry prezent, bo moja córka sama z czegoś takiego by się bardzo ucieszyła. 

I tak w wyznaczonym dniu córka poszła do swojej koleżanki. Impreza urodzinowa rozpoczęła się o 15.30. 

O siódmej wieczorem zadzwoniłam do mamy dziewczynki i zapytałam, kiedy mogę odebrać córkę, bo na zewnątrz było już ciemno. Powiedziała, że dzieci wciąż się bawią i poprosiła, żebym wpadła do nich na herbatę.

Spotkałam ją przed sklepem, w którym kupiła opakowanie ciastek, dwie czekolady i paczkę cukierków. Widząc to zdecydowałam, że miłym będzie, kiedy kupię chociaż małe ciasto dla dziewczynki. Tak też zrobiłam. 

Na tym małym przyjęciu urodzinowym oprócz mojej córki były jeszcze dwie dziewczynki, także z sąsiedztwa. Był tam też siostrzeniec mojego męża, który ma dziesięć lat i dwie kuzynki solenizantki w wieku dwóch i trzech lat. Oprócz dzieci byli też dorośli: rodzice dziewczynki, dziadkowie oraz siostra matki dziewczynki.

Okazało się, że dzieci cały czas po prostu bawiły się w pokoju dziecięcym. Na imprezie urodzinowej nie było ani napojów, ani jedzenia. Kiedy przyszłyśmy ze sklepu i rozłożyłyśmy zakupione rzeczy na stole to dzieci nie czekając na herbatę zjadły wszystkie słodycze. Kiedy babcia dziecka zapytała, czy dzieci chcą kanapki, te zaczęły krzyczeć jak oszalałe “tak!”.

Sąsiadka potem tylko co jakiś czas narzekała przy stole, że teraz nie będą mieli co zjeść na śniadanie, bo dzieci zjadły całą szynkę i ser.

Bardzo mnie to zaskoczyło, bo skoro zaproszono gości na urodziny i wszyscy przynieśli prezenty, to wypadałoby pomyśleć o tym, żeby czymś ich poczęstować.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia + 11 =

Moja córka poszła na urodziny i podarowała solenizantce świetny prezent, a jej nie poczęstowano nawet głupią kanapką!