„To jest ten dom!”– Monika zatrzymała się przy małym, schludnym domu z kolorowym ogrodem z przodu, trzecim od alei.
Furtka była otwarta, więc dziewczyna zapukała, wahając się wejść bez pozwolenia. Właściciel, który był właśnie na podwórku, otworzył nieznajomej. Mężczyzna był po sześćdziesiątce i spojrzał zdziwiony na gościa w czerwonej kurtce.
-Nazywam się Monika Jabłońska. Jestem studentką i zbieram materiały do pracy o folklorze.
-A tak, słyszałem. Proszę, wejdź, nie krępuj się.
W domu od razu rzuciły się w oczy kolorowe zasłony w kuchni i soczysty aloes na oknie. Stół przykryty jest ceratą w kolorze jasnozielonym. Gospodyni rzuciła na głowę bawełnianą chustę i zaprosiła gościa do środka.
-Monika, to znaczy, Monia, wejdź proszę!- zachęciła dziewczynę.
Po wypiciu pysznej herbaty i zjedzeniu bułeczek upieczonych przez gospodynię, Monika wyjęła z torby notatnik, w którym chciała zapisać wszelkie znaczące informacje. Chciała zapisać teksty starodawnych przyśpiewek i poznać ich pochodzenie. Uwagę dziewczyny przykuł kalendarz wiszący na ścianie i pochodzący z 1980 roku.
Piotr był zdezorientowany, kiedy przypomniał sobie teksty starych przyśpiewek, gdzie było wiele archaicznych słów.
– Jest w nich wiele nieaktualnych słów.- podsumował.
– To nic, przecież pisali to ludzie dawnych czasów.- próbowała przekonać go Monika.
– To folklor, nic dziwnego w tym, że są tam niemodne słowa. – Monika zwróciła się do gospodyni prosząc o przypomnienie jakiegoś powiedzenia lub przyśpiewki.
Gospodyni posłusznie zaśpiewała fragment piosenki, po czym przypomniała sobie fragment starodawnej przyśpiewki.
-Tak, tak!- wzruszył się gospodarz i spojrzał znacząco na swoją żonę.
Światło stało się tak przytulne w tym wiejskim domu, którego właściciele zdawali się rozmawiać między sobą wzrokiem. Obaj są uśmiechnięci, nieśmiali i gościnni.
– Już dwie godziny się tutaj zasiedziałam! Państwo mają z pewnością dużo pracy.
-Ależ skąd! Zostań z nami jeszcze, kochana. Obowiązki mogą zaczekać.- zatrzymała dziewczynę gosposia.
Przed obiadem Monika wyszła na zewnątrz, gdzie powietrze pierwszych letnich dni pachniało odrobiną młodej trawy i kwitnącego bzu. Weszła do sieni, chwyciła za klamkę i usłyszała głos Piotra:
– Cóż, moja duszyczko, zaproś dziewczynę do stołu, bo już chciała wyjść.
Monice, jakby promień słońca rozjaśnił twarz – tak ciepło wydawało się z tego apelu „duszyczka”, chociaż nie do niej było skierowane. „Ile są razem”, pomyślała, wchodząc do domu, ” na zdjęciach dzieci są dorosłe ,wnuki już też mają. Od dawna żyją pod jednym dachem, a wzajemne traktowanie jest niezwykłe jak na nasze czasy”. Monika przypomniała sobie, że w ten sposób małżonkowie byli traktowani w dawnych czasach, nazywając bratnią duszę „moją duszą, duszyczką”.
Widząc gościa, który wszedł, para znów stała się powściągliwa, jakby wstydziła się pokazać swoje uczucia, chowając główny sekret.
– Przepraszam, że nie mogłam Ci za bardzo pomóc, pamięć już nie ta, kochanie-powiedziała na pożegnanie gospodyni.
– Wszystko w porządku, bardzo mi się podobało, ale ta piosenka, o wujku Jegorze, na pewno dołączę do raportu. – Zwróciła się do Piotra: – i kilka przyśpiewek, choć mówisz, niekulturalnych, też wezmę.
Pół godziny później Monika była już na przystanku, ukrywając się przed słońcem. Przypomniała sobie kłótnię z mężem, a jej nastrój wyblakł. Tylko pół roku jak są razem, a kłócą się niemalże o wszystko. Cały ostatni dzień minął w milczeniu, nikt pierwszy się nie odezwał.
Wróciła do domu przed mężem; podgrzała obiad, zrobiła sałatkę, włożyła herbatę. Sławek wszedł, burkając „cześć”. Monika uśmiechnęła się, jakby ten uśmiech gdzieś się w niej ukrywał, a potem nagle „wyszedł” na zewnątrz. – Cześć, duszyczko moja- powiedziała cicho.
Sławek zastygł z wiatrówką w ręku.
– No, wejdź już, obiad jest gotowy – powiedziała też łagodnie.
-Pierwszy raz słyszę jak tak do mnie mówisz.- złagodniał mężczyzna.
-Nie ma tutaj nikogo poza nami.
Po obiedzie para usiadła razem w pokoju, zapominając wczorajszą kłótnię. Monika zastanawiała się, dlaczego tylko jedno słowo może czasami „rozgrzać” związek i znalazła tylko jedną odpowiedź: ponieważ takie słowa należy mówić z duszą, szczerze…






