Moja mama przez całe życie była gospodynią domową, poświęcając siebie i cały swój czas dzieciom, mężowi i pracy. Nie miała nawet czasu na weekendowe wypady z koleżankami i nigdy nie miała dodatkowych pieniędzy, które mogłaby zmarnować na coś mniej ważnego, niż rodzina.
Żyła tak do czasu, aż ja i moja siostra dorosłyśmy, a mój tata zmarł. Zawsze starałam się wspierać mamę we wszystkich jej pomysłach i przedsięwzięciach, których z każdym rokiem jej emerytury było coraz więcej. Cieszymy się z siostrą, że nie siedzi w domu, tylko postanowiła korzystać z życia, ile się da.
Chciała zapisać się na kurs psychologii, żeby lepiej rozumieć siebie i ludzi, potem chciała się nauczyć, jak na starość prowadzić strony w serwisach społecznościowych, zapisała się na kurs angielskiego online. Nie mam nic przeciwko jej zapałowi do szukania czegoś nowego i ciekawego, zwłaszcza jeśli ja i moja siostra możemy ją w tym wspierać. Poważnie jednak zaniepokoiło mnie to, że narzuca mi różne, bezsensowne kursy.
Nie uważam się za osobę bardzo wszechstronną, ale praca, spotkania towarzyskie z przyjaciółmi oraz podróże, w zupełności mi wystarczają. Lubię też fotografię i czytanie, co jest zupełnie normalnym hobby, ale obecnie, nie mam ochoty stresować się niepotrzebnymi rzeczami i kręcić się w różnych kierunkach. Nie wykluczam, że kiedy będę stara i nie będę miała nic do roboty, zapiszę się na tysiąc pięćset kursów, tak jak moja mama, ale teraz nie mam takiego zamiaru. Ona jednak tego nie rozumie i mówi, że z każdym rokiem, będę się coraz bardziej starzeć i że potrzebuję samorozwoju.
Rozmawiamy z nią na ten temat za każdym razem, gdy się spotykamy. Nie wiem, jak jej łagodnie powiedzieć, że mam w życiu wystarczająco dużo do zrobienia i że to ona się nudzi, a nie ja.
