Temat zawiłości relacji między teściowymi i synowymi – podobnie zresztą jak między rodzicami i dziećmi – jest nieskończony. Wybieramy sobie męża świadomie, a teściowa przypada nam jak w loterii – trafia nam się dobra lub zła, w zależności od szczęścia, jakie mamy. Ta historia opowiada o mojej teściowej, która w zasadzie od pierwszego dnia, kiedy się poznałyśmy miała do mnie jakieś “ale”. Potem miała na moim punkcie wręcz jakąś obsesję.
Poznaliśmy się z mężem będąc jeszcze studentami. Studiowaliśmy na tym samym uniwersytecie, choć był o dwa lata starszy ode mnie. Był jednym z najlepszych studentów na roku, ponadto był członkiem Rady Studentów. Mimo tego był bardzo skromnym i powściągliwym facetem. Ja nawet w szkole miałam słabe wyniki w nauce, a co dopiero na studiach – lepiej to przemilczeć. Zawsze za to byłam pozytywnie nastawioną, emocjonalną i zabawną dziewczyną. Najwyraźniej przeciwieństwa się do siebie przyciągają. Kiedy minął rok naszego związku poprosił mnie o rękę, a ja oczywiście się zgodziłam. Jestem z niego bardzo dumna – okazał się takim pracowitym mężczyzną i człowiekiem honoru. Od kiedy ustaliliśmy datę ślubu zaczął pracować w każdy dzień tygodnia, a do tego udawało mu się od czasu do czasu znaleźć jakąś pracę dorywczą, aby zebrać określoną kwotę na czas.
Nie miał ojca, więc prawie wszystkie obowiązki spoczęły na jego barkach. Moi rodzice zaoferowali pomoc, jeśli chodzi o finansowanie wesela, ale był zdecydowanie temu przeciwny. Jego matka ciągle go wychwalała, ale też zawsze znalazła sposobność, by mnie obrazić albo wbić mi przysłowiową “szpilę” swoimi złośliwymi uwagami – nawet podczas naszego pierwszego spotkania nie mogła sobie tego odpuścić. Od razu wiedziałam, z kim będę miała do czynienia. Oczywiście po ślubie nie było lepiej, a w naszym związku się nie układało. Oczywiście zarzuciła mi, że to moja wina. Tym bardziej, że na początku mieszkaliśmy z nią, więc miała ku temu wiele okazji.
Kiedy urodziło się nam dziecko, nie chciała go zaakceptować. Sugerowała mężowi, żeby sprawdził, czy to na pewno jego dziecko albo mówiła, że wdała się w matkę i jest tak samo głupia jak ja. Wtedy moja cierpliwość się skończyła i postanowiłam ją ignorować. Jednak na tym się nie skończyło i postanowiła trzymać się swojego pierwszego pomysłu, popierając go dowodami. Kiedyś teściowa przyszła do nas z jakimiś dokumentami twierdząc, że to test DNA, którym wreszcie może udowodnić swoją rację i otworzyć oczy swojemu synowi. Oczywiście mój mąż jej nie uwierzył, ale przekonałam go, żeby pojechał następnego dnia do kliniki i zrobił testy. Wynik zaskoczył wszystkich, a także zasmucił. Okazało się, że mój mąż nie jest prawdziwym dzieckiem mojej teściowej – prawdopodobieństwo pokrewieństwa między nimi było równe zeru. Tego dnia dowiedzieliśmy się, że mój mąż jest jej przybranym synem. Wyjaśniła wszystko – nie mogła mieć dzieci, a jej mąż domagał się spadkobiercy, dlatego zdecydowali się na adopcję. W ten sposób sama wpadła w swoją pułapkę.
