Z byłym mężem byliśmy razem prawie 9 lat, z czego 4 ostatnie lata spędziliśmy w związku małżeńskim. Poznaliśmy się jeszcze na studiach i mimo tego, że znaliśmy się już długo, to jakoś nie spieszyliśmy się ze ślubu. Ja zresztą sama zastanawiałam się nad tym, że ślub z Krystianem to dobry pomysł, ponieważ zdarzały mu się nagłe wybuchy złości, które mnie trochę niepokoiły, a poza tym ogólnie miał dość trudny charakter.
Kiedy jednak uznałam, że chciałabym mieć dziecko i stwierdziłam, że Krystian wcale nie jest taki zły, przyspieszyliśmy decyzję o ślubie. Miałam nadzieję, że dziecko złagodzi jego charakter i trochę się uspokoi. Wierzyłam w to, że marzy mu się spokojne, rodzinne życie i nigdy mnie nie opuści.
Niestety, okazało się, że nie wszystkie moje marzenia mogły się spełnić. Po urodzeniu syna mąż zaczął zachowywać się jeszcze gorzej. Mimo tego, że musiałam praktycznie sama opiekować się dzieckiem, to wciąż słyszałam od niego pretensje i musiałam go wręcz obsługiwać w domu, a jeśli tego nie robiłam, to potwornie się denerwował.
Mimo tego, że brakowało nam wtedy pieniędzy, jemu nie chciało się pracować i w pewnym momencie brał jakieś niepłatne urlopy, które sprawiały, że nasza sytuacja finansowa była jeszcze gorsza. Wymagał też ode mnie, abym spędzała z nim każdy wieczór, niezależnie od tego, czy byłam kompletnie zmęczona, czy też miałam coś jeszcze do zrobienia w domu.
Kiedy nasz synek skończył dwa lata, mąż po raz pierwszy próbował mnie opuścić. Kiedy byłam z dzieckiem u lekarza, on zerwał się z pracy i pojechał do rodziców. Wtedy bardzo się starałam i robiłam wszystko, aby go odzyskać. Udało się i we względnym spokoju żyliśmy razem przez kolejny rok. Gdy nasz synek poszedł do przedszkola, mąż złożył pozew o rozwód.
Jakiś rok zajęło mi pogodzenie się z tą sytuacją. Było mi też wstyd, bo w mojej rodzinie nikt prócz mnie nie brał rozwodu i wszyscy wiązali się ze sobą już na całe życie. Na początku w ogóle nie chciałam znać mężczyzn i nawet z jakimkolwiek rozmawiać, ale jednak potem samotność zaczęła mi ciążyć i zaczęłam przyjmować zaproszenia na randki.
Na początku wszystko było w porządku, ponieważ na randki chodziłam tylko w weekendy. Zawsze w te, kiedy dziecko było pod opieką swojego ojca. Kiedy jednak on dowiedział się, że aktywnie poszukuję partnera życiowego, przestał zabierać syna na całe weekendy i zaczął zabierać ją w środku tygodnia, dobrze wiedząc, że wtedy nie będę miała czasu na randki. Jestem pewna, że robi to celowo. Niedawno postawił mi warunek – albo zgodzę się na jego warunki i będzie widywał się z nią w tygodniu, albo jeżeli tak mi to przeszkadza, to będzie walczył w sądzie o całkowitą opiekę nad synem i potem to ja będę prosić go o możliwość spędzenia czasu z synem.
Nie rozumiem, dlaczego były mąż chce przeszkodzić mi w znalezieniu sobie partnera. Przecież to on chciał rozwodu! Może chce się pogodzić i do mnie wrócić? Ja jednak go już nie kocham i mimo tego, że mamy razem dziecko, to nie chcę już z nim być i chcę poznać innego mężczyznę…
