Nasza córka Marta po liceum wyjechała do Niemiec i tam już osiadła na stałe. Żyje tam razem z mężem Zenkiem i córeczką w małym miasteczku w pobliżu stolicy kraju, a ja z żoną mieszkamy na jednej z lubuskich wsi. Oczywiście nie widujemy się często. Po raz pierwszy pojechaliśmy do nich po narodzinach wnuczki, a za drugim razem, gdy zięć załatrwił mi specjalistyczne badania w jednej z niemieckich klinik. Ogólnie rzecz biorąc wraz z żoną nie jesteśmy miłośnikami wielkiego świata – nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni i zdecydowanie wolimy naszą wieś. Dzieci przyjeżdżają do nas dosłownie dwa razy do roku, zwykle na rodzinne święta. Tak żyjemy.
W zeszłym tygodniu zięć skończył 35 lat i wcześniej z córką zaprosili nas na uroczystość. Z żoną zdecydowaliśmy się do nich pojechać i odłożyliśmy pewną sumę pieniędzy do koperty, ponieważ żona zdecydowała, że to będzie najlepszy prezent. Przyjęcie odbyło się w restauracji, było zaproszonych 20 osób, prawie wszyscy, z wyjątkiem rodziców męża, to jacyś nieznajomi. Prezenty wręczano w jakiś dziwny sposób: na osobnym stole stało pudełko na „koperty”, a Ci, którzy dali coś innego, niż pieniądze, kładli te prezenty zaraz obok tego pudełka. Z żoną nie chcieliśmy psuć zięciowi jego święta, ale to, co podano do stołu, w ogóle nam się nie spodobało.
Jesteśmy prostymi ludźmi przyzwyczajonymi do normalnego jedzenia, ale tam nie było jakiś normalnych sałatek, czy chociażby ziemniaków. Było sushi, jakieś sałatki z wodorostów i owoców morza, rukola i tym podobne, jakieś szaszłyki z małży i inne bzdury. Nawet ciasto nie było robione na słodko, wszyscy pili kawę z jakimś sernikiem, a my zamówiliśmy herbatę. Z drinków było jakieś fragolino i koktajle, żadnego wina czy normalnej wódki. Dlatego pod koniec imprezy, kiedy młodzi tańczyli, a starsi wyszli na świeże powietrze, z czystym sumieniem cicho wyciągnąłem naszą kopertę z tysiącem złotych z pudełka z prezentami. Nie wiem, czy Zenek to zauważył, ale mnie to nie obchodzi, nie jechaliśmy z daleka po to, żeby siedzieć głodni. Te pieniądze odłożyliśmy z wielkim trudem, a my musimy naprawić stodołę i ciągnik. Krótko mówiąc, każdy grosz dla nas się liczy, więc niech tak będzie.

