– Nie ma co chodzić do toalety w nocy! I O 23: 00 ma być zupełna cisza! – mówi sąsiad

Mam problemy z policją, dzisiaj przyszedł do mnie dzielnicowy. Według sąsiada z dołu uniemożliwiam mu normalne życie, więc doniósł na mnie na policję.
Kiedy się tu przeprowadziłam, od razu wiedziałam, że sąsiedzi nie lubią nowych lokatorów. Przyzwyczaili się, że nikt w tym mieszkaniu nie żył od lat i najwyraźniej myśleli, że już zawsze tak będzie. Niestety dla nich, pojawiliśmy się my. Już przy pierwszym, niewielkim szczeleście sąsiad przycohdził do nas i mówił, że musimy kłaść się najpóźniej o 23, bo on chce odpocząć, a nie słuchać, jak ktoś chodzi po mieszkaniu wyżej.
Od razu zaznaczę że nie hałasujemy. Nie kłócimy się, nie urządzamy imprez i nie mamy małych dzieci. Niestety, w bloku nie ma izolacji akustycznej i wydaje się, że ściany są jak z kartonu, przez co dość dużo słychać.
Sąsiad twierdzi, że słyszy każdy nasz krok i dlatego też uważa, że to wina leży w nas i to my po prostu za bardzo hałasujemy. Cóż, zapewne przyzwyczaił się przez te wszystkie lata do ciszy. Dobrze chociaż, że nie rozpoczęliśmy remontu, bo wtedy byłoby znacznie gorzej.
Pierwszy raz natrafiłam na sąsiada w dniu przeprowadzki. Na zegarze była 23:05. Mąż wnosił fotele i kilkakrotnie uderzył młotkiem. Sąsiad wtedy zwrócił nam uwagę i sobie poszedł.
Potem pojawił się o drugiej w nocy, tym razem przeszkadzała mu nasza pralka. Specjalnie uruchamiamy ją w nocy, bo wtedy płacimy mniej za prąd. Niestety, emeryt tego nie rozumiał i taka odpowiedź wcale nie była dla niego usprawiedliwieniem i ciągle się o to awanturował.
Przestałam robić pranie w nocy. Dla mnie normalne relacje z sąsiadami są ważniejsze niż oszczędności. Jednak mąż powiedział, że następnym razem spróbuje jeszcze raz porozmawiać o tym z sąsiadem, ale niestety, bez powodzenia.
Była sobota, 7 rano. Sąsiad zapukał do drzwi.
– Co, wyspałaś się? – zapytał mnie.
Nie rozumiałam, o co mu chodzi. Nie mieliśmy gości, nie uruchomiłam pralki, nie włączałam muzyki i nie oglądałam telewizji.
– A o co chodzi? – zdziwiłam się.
– Chodziliście nocą po mieszkaniu!
Uczepił się tego, bo w nocy kilka razy byłam w toalecie i piłam wodę w kuchni. Wedłu niego w nocy się śpi, a nie łazi po mieszkaniu.
– W moim mieszkaniu będę robiła to, co chcę. Jeśli przeszkadzają Panu nawet kroki, to może warto zdecydować się na izolację akustyczną, albo chociaż na zatyczki do uszu – odpowiedziałam.
A dziś przyszedł do nas dzielnicowy. Zdaje on sobie sprawę, że sytuacja jest śmieszna i sąsiad nie może wysuwać żadnych skarg pod naszym adresem tylko dlatego, bo ktoś chodzi po mieszkaniu. Musiał jednak przyjść i sprawdzić sytuację. Przyszedł, porozmawialiśmy, a potem poszedł.
Chyba następnym razem też muszę wezwać policję, gdy sąsiad będzie z rana tłukł mi się do drzwi. Tak bardzo chciałam zaprzyjaźnić się z sąsiadami, ale to chyba się nie uda.

A czy Wy macie dobrych sąsiadów?

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × dwa =

– Nie ma co chodzić do toalety w nocy! I O 23: 00 ma być zupełna cisza! – mówi sąsiad