Myślałam, że nasza rodzina będzie mogła się w końcu cieszyć razem z nadejściem narzeczonej i wnuków, ale teraz nie jestem już pewna, czy to w ogóle możliwe. Przez ostatnie dwa lata nie widziałam swojego syna, który ma już 28 lat, a tu nagle taka niespodzianka. Byłam taka szczęśliwa, że przedstawi nam swoją narzeczoną, dopóki nie weszli do naszego domu. Ta dziewczyna nie jest Polką! Nawet nie mówi w naszym języku. Jak mam się z nią dogadać, jak z synową, z którą nie można porozumieć się w ogóle?
I co to za dziewczyna, która nie je mięsa? Czy mój syn naprawdę nie może znaleźć kogoś, kto podziela nasze wartości i tradycje? Tyle lat wychowywałam go, żeby teraz musieć komunikować się z moją przyszłą synową za pomocą gestów i mimiki? To przecież absurd!
Mój mąż próbuje mnie uspokoić, mówiąc, że najważniejsze jest to, że są razem szczęśliwi. Ale to nie ma znaczenia, jeśli nie będę mogła nawiązać relacji z moją przyszłą synową. To przecież ja będę musiała spędzać z nią czas, opiekować się wnukami, a przecież nie jestem w stanie porozumieć się z nią nawet na najbardziej podstawowym poziomie.
Czy ja jako matka nie zasługuję na lepsze traktowanie? Nie dość, że mój syn przez tyle lat mieszkał za granicą i nie widywałam go prawie wcale, to teraz jeszcze przyprowadza taką dziewczynę, z którą nie mogę porozumieć się w żaden sposób. Czy to naprawdę za dużo chcieć, żeby moja przyszła synowa mówiła po polsku, podzielała naszą kulturę i jadła mięso? Czy nasza rodzina naprawdę musi się tak zmieniać?
Czuję się rozczarowana i zaniepokojona. Jak mam się cieszyć z nadejścia wnuków, jeśli być może nawet z nimi nie będę mogła się dogadać? Chciałabym, aby mój syn zrozumiał moją sytuację, ale on jest tylko wpatrzony w tę swoją narzeczoną. Koleżanki chodzą z wnukami na spacery i na place zabaw, a oni pewnie już na zawsze osiedlą się poza Polską i tyle będę widziała syna.






