Nie rozumiem rodziców, którzy karzą swoje dzieci za złe oceny

Kiedy byłem dzieckiem, mama stawiała mnie w kącie za złą ocenę. A za naprawdę złą ocenę podsuwała mi trochę grochu pod kolana. Pamiętam jak do późnych godzin nocnych siedziałem przy biurku ojca, starannie stawiając każdą literę w pracy domowej, a potem przypadkowo robiłem kleksa i płakałem nad tym cholernym zeszytem, nienawidząc jednocześnie wszystkich przedmiotów. Dni w szkole były dla mnie koszmarem, potrafiłem płakać kiedy dostałem czwórkę, bo rodzice karali mnie za to w domu i dawali szlabany.

Nie wszystkie dzieci rozumiały powód moich łez, bo to była „aż czwórka!” według ich standardów, ale nie według standardów moich rodziców, których wykrzyknik brzmiał inaczej: „Dlaczego tylko czwórka?!”.
Właśnie takie wspomnienia szkolne przyprawiają mnie o dreszcze i wstrząsy. Zdecydowałem, że ja nigdy nie będę zmuszać mojego dziecka do nauki. Jeśli z jakiegoś przedmiotu nie będzie mu szło zbyt dobrze, w porządku. Jeśli będzie w czymś dobry, też w porządku. Jeżeli w ogóle nie nie będzie umiał sobie z czymś poradzić, to też dobrze.

Najważniejsze jest to, że mój syn dorasta zdrowy i szczęśliwy, a my bez problemu radzimy sobie z kryzysami. Nie chcę, aby chodził do szkoły, jak za karę. To nie tylko miejsce do nauki, ale także miejsce spotkań towarzyskich, a także do odnalezienia siebie i rozwijania swoich zainteresowań.

Gdy mój syn dobrze radzi sobie z matematyką, ale ma trudności z wierszami, których nie pamięta, nie karcę go. Nie szkodzi, jeśli dostanie niższą ocenę z polskiego, najważniejsze, że się stara sam z siebie, a nie żeby mnie zadowolić.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

Nie rozumiem rodziców, którzy karzą swoje dzieci za złe oceny