Pewnego dnia zaobserwowałam w sklepie zabawną sytuację. Chciałabym także podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami na ten temat, dlatego zacznę opowiadać od początku.
Tego dnia naszła mnie ochota na ciasteczka, aby zjeść kilka do herbaty, więc postanowiłam wybrać się do sklepu. Była to też dla mnie okazja, by kupić brakujące produkty do zupy, którą planowałam ugotować w tamtym dniu. Był jeszcze poranek i akurat przywieźli świeży chleb, przez co zrobiła się mała kolejka do kasy.
Stałam i czekałam, aż ekspedient przyjmie chleb i zacznie obsługiwać kupujących – to mały sklepik i obsługuje w nim tylko jeden sprzedawca.
W kolejce przede mną stały dwie młode kobiety. Jak wynikało z ich rozmowy to jedna z nich jest matką czworga dzieci i spodziewa się piątego. Rodzina żyje z pieniędzy, jakie otrzymują od państwa na dzieci – kobieta nie zdąży odchować jednego dziecka, a już jest w ciąży z kolejnym. Z kolei jej mąż nie ma stałej pracy i ima się tylko przypadkowych robót.
Dzięki pieniądzom, które podarowała im jej matka kupili mały dom, w którym mieszkają po dziś dzień. Wymaga on remontu, ale oni go nie planują robić, bo nie mają za co, a mąż sam się na wszystkim nie zna.
Matka czwórki (a zaraz piątki) dzieci ma na imię Sylwia i skarżyła się na wszystko swojej przyjaciółce. Uważa, że ma ciężkie życie, że wszystko układa się źle, że brakuje jej pieniędzy nawet na jedzenie, a o zakupie ciuchów może tylko pomarzyć – wszyscy w rodzinie noszą to, co dostaną od dobrych ludzi.
Oburzała się także na ludzi, którzy są zamożni i ogólnie powodzi im się w życiu. Według niej mają wszystko, a żałują chociażby i grosza, zwykle odmawiając pomocy. Tylko narzekała i uważała, że wszyscy są źli, a los jest niesprawiedliwy.
W końcu przyszła jej kolej przy kasie i zaczęła wykładać produkty z koszyka. Zobaczyłam trzy laski kiełbasy, wędzoną rybę, pierogi, cztery bochenki chleba, piwo, papierosy i dwa kilogramy słodyczy.
Po zapłaceniu normalnej kwoty za zakup zaczęła się jeszcze bardziej oburzać, że zostawia tutaj mnóstwo pieniędzy, a nigdy nie dostanie nawet rabatu. Jak można dobrze żyć, gdy wszystko jest tak drogie?
Nie chciałam jej zaczepiać i z nią dyskutować, bo to nie moja sprawa – w końcu jest dorosłą kobietą, więc niech żyje tak, jak chce. Pomyślałam tylko, że za kwotę którą zapłaciła można było kupić mięso, ugotować barszcz, usmażyć kotlety, zrobić domowe pierogi.
Można by też kupić makaron, kaszę, mąkę i warzywa, a wtedy wystarczyłoby spokojnie jedzenia na tydzień. To oczywiście wiąże się ze spędzonym czasem w kuchni, a kanapki dla dzieci robi się na pewno łatwiej i szybciej niż np. rosół. Ona sama w tym czasie może odpocząć, posiedzieć na telefonie i niczym się nie przejmować. Oczywiście łatwiej jest kupić gotowe jedzenie i nie musieć podejmować żadnego wysiłku, a potem się oburzać, że nie wystarcza jej środków na życie.
Jeśli ktoś ciężko pracuje i nie ma czasu na gotowanie, to oczywiście kupowanie gotowego jedzenia jest dobrą opcją. Zwykle wtedy zarabia się wystarczająco dużo i po prostu go na to stać. Jeśli jednak żyje się tylko ze świadczeń na dzieci to trzeba oszczędzać i odpowiednio zarządzać pieniędzmi. To oczywiście tylko moja opinia, z którą możecie się nie zgadzać.
