Niewidoczny członek rodziny

Mam na imię Kasia i mam piętnaście lat. Nie wiem komu mogę się wyżalić na swoje życie, bo z zewnątrz w naszej rodzinie wszystko jest w porządku, rodzice ciężko pracują i dbają o dzieci, ale niestety opieka jakoś tak bardziej skupia się na moim starszym bracie, a ja jestem dla wszystkich niewidoczna. Różnica między nami wynosi dziesięć lat, moi rodzice nie sądzili, że po takim czasie mogliby powiększyć rodzinę, więc byłam dla nich wielką zaskoczeniem. I teraz zaczynam sobie zdawać sprawę, że nie była to miła niespodzianka.

Tata pracował w zakładzie produkcyjnym jako brygadzista, a mama jako sprzedawczyni w sklepie spożywczym, zarobki mieli całkiem dobre, ale przez większość życia rodzinnego budowali dom. Mój ojciec już jako chłopiec marzył o prowadzeniu typowo wiejskiego życia, choć sam od wielu pokoleń był mieszkańcem miasta.

Wspierała go w tym również żona, a za pieniądze ze ślubu kupili działkę na nieużytkach, która z czasem stała się jedną z dzielnic mieszkaniowych miasta. Odkąd pamiętam, żyliśmy w wiecznej ruinie, wygody były zapewniane w miarę comiesięcznych wpływów, ale to proces długotrwały i męczący, bo wszyscy musieli na pracować, łącznie ze mną. Oczywiście z wyjątkiem mojego brata.

Radek jest osobą artystyczną. Mama odkryła jego talent, a raczej nie odkryła, raczej zadbała o to, by talent dziadka został przekazany wnukowi. Może chciała, aby jej własne marzenia spełniły się poprzez syna i robiła wszystko, aby Radek poszedł drogą, którą dla niego wybrała.

Ja, mała dziewczynka, byłam angażowana we wszystkie prace, które mogło wykonać dziecko, podczas gdy mojemu bratu nie wolno było nawet wziąć do ręki żadnego narzędzia – zniszczyłby sobie ręce i nie mógłby malować. Długo trwało, zanim nauczono mnie mówić nie „rysuj”, ale „maluj”, tak jakby mój brat był już wielkim malarzem, który tworzył obrazy! Co prawda miał dużo talentu, ale malował niewiele lepiej niż ja na lekcjach plastyki. Moja mama nie pozwalała mu pomagać ojcu w malowaniu domu, co miało być przecież jego zawodowym zajęciem, ale płótno miał mieć mniejsze. Kiedy mój brat miał wenę i coś tworzył, nie wolno mi było mu przeszkadzać.

Radek ukończył szkołę plastyczną, a następnie studia artystyczne. Zapisał się na najmodniejszą obecnie specjalizację – projektanta, ale nie zdał egzaminów i został przyjęty na specjalizację, do której brakowało mu kwalifikacji – konserwacja zabytków. Moja mama była przygnębiona, ale wciąż miała nadzieję, że jej syn ma przed sobą wspaniałą przyszłość, a jego zawód przyniesie mu duże dochody. Przez trzy lata nasz Radziu z trudem utrzymywał się na studiach, dwa razy chcieli go wydalić, ale mama poszła do rektora, prosiła go, dosłownie błagała, i pozwolono mu skończyć studia.

Obecnie ma dwadzieścia pięć lat. Nigdzie nie pracuje, rodzice nadal go utrzymują, a matka już nawet nie czeka na jego twórcze wyczyny. Jest zmęczona życiem, w które nas wszystkich wciągnęła, a mój ojciec nie wtrąca się w to. Rodzice zbliżali się do wieku emerytalnego, dla mojego brata nie było nadziei, a ja musiałam wygospodarować przynajmniej minimalną kwotę na moje dalsze życie.

Uprzedzono mnie już, że nie mogę iść na studia, nie będzie mi wolno nawet starać się o studia finansowane przez państwo, muszę szybko skończyć jakiś niezbędny kurs po maturze i zacząć pracować, żeby ułatwić życie rodzicom. Mama podała opcję – kursy kosmetyczne, po których może okazać się, że mam predyspozycje. Moje zdanie nie miało dla niej znaczenia, a ja przecież uczę się dobrze, mając jednocześnie czas na robienie wszystkiego wokół domu, gotowanie, prasowanie masy prania i sprzątanie za naszego uśpionego artystę, który szuka inspiracji, ale nie może jej znaleźć.

Pomyślałam sobie: jeśli moja mama coś dla mnie zaplanowała, to ja jeszcze teraz nie mogę z tym nic zrobić, jestem jeszcze nastolatką. Nie ma sensu się sprzeciwiać, po prostu dam z siebie wszystko w szkole, jeśli nie dostanę się na studia po ostatniej klasie, to będę musiała faktycznie skończyć jakiś kurs, znaleźć pracę, a potem spróbować pójść na studia zaoczne. To jest to, czego chcę, co sobie zaplanowałam. I osiągnę swój cel, być może dłuższą drogą. Mimo to postaram się nie pielęgnować w sobie pretensji do rodziców, tacy są, innych nie mam. Z jakiegoś powodu czuję, że chcę się stąd wyrwać i zostawić ich z ukochanym synkiem.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 + 3 =

Niewidoczny członek rodziny