W jadalni miejskiej, codziennie w porze obiadu, zbiera się dużo ludzi, głównie są to pracownicy biurowi z sąsiedniego budynku. Stołówka przynosi niezłe zyski, więc często zatrudnia się tutaj wiele osób.
Sylwia sprząta w tej jadalni od około dziesięciu lat. Ruch jest tam bardzo duży, co oznacza, że nie można siedzieć bezczynnie. Przychodzi do pracy przed jej otwarciem i wychodzi po jej zamknięciu, wykonując ciężką robotę. Kiedy kobieta wchodzi do domu, nie ma odpoczynku, tylko sprzątanie i gotowanie obiadu dla całej rodziny.
Sylwia i Piotr są małżeństwem od dwudziestu czterech lat i mają dwoje dorosłych dzieci, córkę i syna. Wczoraj otrzymała miesięczne wynagrodzenie i postanowiła zrobić zakupy spożywcze. W progu domu, na zmęczoną matkę czekała Luiza z wnukiem Pawełkiem.
– Mamo, co Ci tak długo zajęło? Ręce mnie już bolą od noszenia małego, możesz się nim teraz zająć? – powiedziała znudzona córka.
Dziewczyna szybko wyszła, a wnuczek pobiegł do swojej ukochanej babci. Był miłym chłopcem, tyle, że miał nieszczęście urodzić się niechciany. Luiza przypadkowo zaszła w ciążę w młodym wieku, dlatego nie troszczy się szczególnie o syna, a chłopiec otrzymuje miłość głównie od babci i dziadka.
Sylwia była strasznie zmęczona, ale co mogła zrobić? Kobieta poszła zająć się dzieckiem i jednocześnie ugotować obiad. W kuchni zobaczyła następujący obraz, górę brudnych naczyń, rozsypane płatki owsiane, pełen worek na śmieci i rozlaną herbatę. Oprócz niej, nikt inny nie sprzątał domu. Następnie dała Pawełkowi kolorowanki i zabrała się do pracy. Wkrótce wrócił jej syn Grzegorz i zaczął oskarżać matkę, że nie ma jeszcze obiadu, z trudem powstrzymywała łzy.
Około dziewiątej wieczorem, kobieta szła do swojej pracy na pół etatu, sprzątała podłogi po zamknięciu miejscowego sklepu, wnuczek pozostał z mężem. O godzinie jedenastej, wróciła i zastała w domu kolejną kłótnię, krzyki i niezadowolenie.
Biedna matka zdawała się być wiecznie obciążona obowiązkami domowymi i opieką nad dziećmi, które zresztą nie przynosiły do domu ani grosza. Kobieta uważa, że jej córka ma wystarczająco ciężko, a syn nie jest jeszcze na tyle dorosły, by pracować. Jednak dlaczego nikt nie myśli o tym, jak trudne jest to dla niej? A co w tym jest najgorsze? Ona sama toleruje taką postawę.
Minęły trzy lata, Sylwia nadal pracuje na dwóch etatach, wychowuje wnuka i zajmuje się domem. Córka zmienia ciągle pracę, ponieważ żadna jej się nie podoba, jest zbyt męcząca. Syn miał dość pracy po dwóch miesiącach, uświadomił sobie, że od tego bolą go plecy, więc potrzebuje masażu.
Ich matka przez cały czas pracuje w milczeniu, niewyobrażalnie zmęczona. Obydwie pociechy uważają, że jej praca jest łatwa, niepodobna do ich własnej. O mężu kobiety nie ma co mówić, jest leniwym próżniakiem, wygląda na to, że dzieci go naśladują.
Matka ciągle robi im wymówki, ale wierzy, że wkrótce się ustatkują i znajdą dobrą pracę.
Jedyną radością jest to, że mały Pawełek szczerze kocha swoją babcię. Ona boi się tylko, żeby jej wnuk nie poszedł kiedyś w ślady swojej matki, bo co wtedy czeka ja na starość? Chyba będzie musiała pracować do śmierci, aby jeszcze jego utrzymać.
