W sobotę odwiedziła nas przyjaciółka mojej żony z mężem i czteroletnim dzieckiem. Takiego koszmaru dawno nie widziałem i mam nadzieję, że już nigdy nie zobaczę.
Moja żona z góry uprzedziła mnie, że będziemy mieli gości. Dawno się z nimi nie widzieliśmy, więc nie miałem nic przeciwko. Poprosiła mnie, żebym wracając z biura zorganizował jakieś jedzenie, bo ona musi chwile dłużej zostać w pracy i nie zdąży nic ugotować. Bardzo mi się to nie podobało, ale uległem żonie.
Później wszystko zaczęło iść nie tak.
Też musiałem zostać chwilę dłużej w pracy, bo czekałem na ważne dokumenty. Spóźniony, postanowiłem wstąpić do mało popularnej restauracji, po jedzenie, o które prosiła żona. Myślałem, że będzie szybciej. Niestety, nie było.
Z półtoragodzinnym opóźnieniem wróciłem do domu. Od progu spotkały mnie wyrzuty ze strony gości:
– Co tak długo. Umieramy z głodu!
Potem dopiero zaczęła się jazda. Goście zaczęli mieć pretensje do mojej żony:
– Nie mogłabyś sama czegoś ugotować? Nie jemy takiego jedzenia!
Kot im nie odpowiadał, bo sierść. Kazali go zamknąć w drugim pokoju. Dywany na podłodze też, bo to zbieracze kurzu. Nie podobało mi się to, ale żona błagalnym wzrokiem popatrzyła na mnie, więc zwinąłem dywan i postawiłem za szafą. Kazali nawet wyłączyć telewizor, bo czteroletnie dziecko nie powinno oglądać telewizji. Dzieciakowi zaczęło się nudzić. Zaczął chodzić po całym mieszkaniu, dotykał wszystkiego, brał co chciał i nie odkładał na miejsce.
Zagotowałem się w środku, ale robiłem dobrą minę do złej gry – dla żony.
Wkurzało mnie to, że przyszli do nas, byli niezadowoleni ze wszystkiego i próbowali wprowadzić swój własny porządek. Jeśli coś ci się nie podoba, wyjdź. Prawda? Żyjemy tak, jak nam się podoba, nie innym. Ponadto nie mamy jeszcze dzieci, nasz styl życia jest zupełnie inny. Dotrwałem do końca spotkania bez ataku furii. Po wszystkim powiedziałem żonie, że tylko dla niej powstrzymałem wybuch złości. Ona także przyznała, że była rozzłoszczona. Wspólnie zgodziliśmy się, że kończymy z imprezami domowymi z udziałem dzieci. Jeśli chcemy spotkać się ze znajomymi, idziemy do kawiarni lub parku. Tam istnieją ogólnie przyjęte zasady i nikt nie ustala reguł.
