O ciąży i zachciankach w trakcie niej

Moje pierworodne dziecko – jak sądziłam – nosiło się pod moim sercem dobrze. Ani nie wymiotowałam, ani nie miałam problemów z nadmierną potliwością i nieprzyjemnymi zapachami, nie miałam też żadnych zachcianek typu kanapka z rybą i dżemem, na którą miałam nagle ochotę o trzeciej nad ranem. Nigdy nie odrzucałam żadnego jedzenia – lubiłam świeży, chrupiący chleb, nie odmawiałam też sobie smażonych dań, ale wszystko w granicach normy zarówno jeśli chodzi o ich ilość, jak i sposób podania. Wiem, że kobiety mają naprawdę niesamowite pomysły – potrafią np. zjeść kilogram cytryn tak, jak je się jabłka, albo zjadają samą białą cebulę, ale takie ekstrema to już chyba rzadkość, a na pewno nie sądziłam, że coś takiego przydarzy się mi. Jednak pewnego dnia…

Wówczas telefony stacjonarne to nie było jeszcze coś zbyt powszechnego. Mój mąż musiał połączyć się z miastem znajdującym się na drugim końcu kraju i w tym celu musiał udać się na pocztę – niektórzy pamiętają jeszcze taki sposób kontaktowania się z krewnymi. Przyjeżdżało się na miejsce, stało w kolejce, a potem zamawiało się połączenie. Czasami czekało się zaledwie 5 minut, a czasem 5 godzin. Po drodze mijaliśmy jeszcze kilka sklepów, w tym warzywniak.

Och, kto pamięta te czasy na pewno nie zapomni, jakie potrafiono sprzedawać towary! Zgniłe ziemniaki, wysuszone marchewki, spleśniałą cebulę czy popsute ogórki. Najbardziej jednak pamiętam zapach kapusty kiszonej umieszczonej w śmierdzącej, zbutwiałej beczce. 

Ta kapusta mi się spodobała i – jak to bywa u kobiet w ciąży – bardzo jej zapragnęłam. Nieśmiało poprosiłam męża i zapytałam, czy kupimy jej trochę? Zdziwiony aż się uniósł: “oszalałaś, czy co?”. W domu jest jakaś kapusta, na pewno lepsza niż ta, wracamy do domu zaraz po tym, jak zadzwonię!”.

I jak tutaj wytłumaczyć, że to właśnie ta jedna jedyna kapusta jest tą, na którą mam ochotę i tylko na jej widok leci mi ślinka, a żadna inna nie będzie tak smakować?!

No nic, pogodziłam się z tym, że jej nie zjem i poszłam z mężem na pocztę. Przyszliśmy, stanęliśmy w kolejce i czekaliśmy na naszą kolej. W tym czasie dojrzał we mnie plan. Powiedziałam mężowi, że jest duszno, więc jak wyjdę na zewnątrz, a on tutaj będzie czekał na połączenie. 

Wyszłam, minęłam okna poczty, a potem rzuciłam się praktycznie biegiem w stronę warzywniaka, po drodze podwijając rękawy.

Przybiegłam, zobaczyłem beczkę, i na chybcika wyłowiłam jeszcze kilka śmierdzących solonych ogórków i pomarszczonych papryk. Włożyłam rękę do beczki, a potem je po prostu zjadłam z taką chciwością, że ekspedientki oniemiały – pewnie myślały, że jestem jakąś pijaczką albo bezdomną. Podeszłam zaspokojona do lady i zapytałam, ile płacę, ale sprzedawczynie patrząc na mnie jak na wariatkę w milczeniu machnęły tylko rękoma dając mi znać, że nie ma o czym mówić i żebym sobie już poszła. 

Wyszłam ze sklepu, opuściłam rękawy i poszłam na pocztę. Mąż zdążył już wykonać telefon i wyszedł mi akurat na spotkanie. Wsiedliśmy do autobusu wracając już do domu.

Nagle powiedział:

Jak mogłaś chcieć zjeść tę kapustę? Od pół godziny jedziemy autobusem, a ja wciąż czuję jej smród. A przecież praktycznie tylko minęliśmy ten sklep!

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

O ciąży i zachciankach w trakcie niej