Lata 90-te były dla wielu trudnym okresem. Byli jednak i tacy, którzy mimo tych wszystkich przeciwności losu znajdowali sposób na to, aby osiągnąć sukces oraz dobrobyt finansowy. Jedną z takich osób był pan Mariusz.
Pracuje w jednym z większych biur w mieście jako portier. Dostawał pensję na czas i była ona całkiem przyzwoita. Lubił tę pracę, ponieważ nie stresował się nią zbytnio. Co więcej, w porze obiadowej był już całkowicie po pracy.
Pan Mariusz oszczędzał na wszystkim, ponieważ chciał zarabiać więcej. Kiedy odłożył już znaczną sumę pieniędzy, zaczął udzielać pożyczek na procent. Nie miał problemu z tym, że nie było to do końca legalne.
Na początku pożyczał pieniądze tylko bliskim. Wszyscy zwracali pieniądze, ale potem przyjazne relacje rodzinne pogarszały się. Odsetki u niego były dość duże, a pan Mariusz nikomu nie odpuszczał i ich nie zmniejszał.
– Mariusz, pożycz mi 500 do wypłaty! – poprosił sąsiad.
– Nie ma problemu, ale pod koniec miesiąca oddasz 800 złotych. Każdy dzień spóźnienia to 50 złotych.
– A jeśli uda mi się wcześniej oddać?
– Wtedy tylko 800 złotych, zgodnie z umową.
Potem pan Mariusz zaczął rozklejać na mieście ogłoszenia i pożyczał już wszystkim. Miał wielu klientów, których nawet nie przerażała wysokość stopy procentowej.
Pan Mariusz wciąż czekał na moment, kiedy będzie mógł powiedzieć o sobie, że jest naprawdę bogaty. Niestety, jego kupka z oszczędnościami stopniała – wszystko pożyczył, co do grosza. A kiedy i jemu zaczęło brakować na życie, zaczął się martwić, co teraz, zwłaszcza, że obcy ludzie nie spieszyli się z oddawaniem pieniędzy:
– Oddaj pieniądze!
– Jakie pieniądze?
– Patrz, mam tutaj pokwitowanie!
– Możesz sobie tę kartkę wyrzucić!
Pan Mariusz zaczął biegać po prawnikach w celu znalezienia pomocy, ale ci tylko rozkładali ręce. Chciał, żeby pomagali mu za darmo, bo on chętnie potem zapłaci, ale póki co nie ma pieniędzy.
Popadł w długi, aby móc zapłacić prawnikowi i doprowadzić sprawę do sądu, ale niestety ją przegrał i nikt mu nie zwrócił żadnych pieniędzy. Niestety, teraz będzie musiał pracować do samej emerytury. Mógł w młodości przeczytać „Zbrodnię i karę”. Wtedy wiedziałby, że bycie lichwirzem nigdy nie popłaca.
A Wy co uważacie o takich ludziach?
