– Porzucisz dziecko! – krzyczała teściowa.
Mój mąż i ja zostaliśmy rodzicami, kiedy byliśmy bardzo młodzi. Ciąża nie była planowana ale tak się stało, więc trzeba było ponieść odpowiedzialność.
Nigdy nie siedziałam w biurze, bo swoją pracę wykonuję zdalnie. Nie mamy innych krewnych oprócz teściowej, która mieszka w sąsiednim bloku. Teściowa prowadzi aktywne życie, ma wiele hobby i dużo przyjaciół, ale raz w tygodniu zabiera wnuka do siebie. Spacerują, rozmawiają i miło spędzają czas. Jednak później słucham od niej wyrzutów, że jestem niedobrą matką.
Teściowa uwielbia swojego wnuka. Nigdy na niego nie szczędzi pieniędzy i jest mu gotowa dać dosłownie wszystko. Mój mąż i ja nie możemy sobie pozwolić na to, żeby Irena kupowała wnuka.
W każdą sobotę powtarza się ta sama historia. Teściowa wymachuje rękami, wylewa łzy i krytykuje wszystkie moje metody wychowawcze , kończąc nieuchronnie stwierdzeniem „chcesz porzucić dziecko”.
Dlaczego? Ponieważ nie każę mu nosić swetra w dodatniej temperaturze, nie podgrzewam mu wody i uczę go jak być niezależnym.
Babcia robi z niego ciepłe kluchy. Syn wraca do domu w wełnianym swetrze, rękawiczkach, grubych skarpetach i trzema podkoszulkami pod spodem. Pakuje dziecko w takie ciepłe ciuchy a sama chodzi w cienkim golfiku. Oczywiście Leszek gotuje się w tym wszystkim, zaczyna być kapryśny i prosi o powrót do domu. Pojawia się kolejny mój „błąd” — nauczyłam dziecko siedzieć w domu, on nawet nie chce chodzić na spacery.
Kiedy zabieram dziecko od teściowej, jest mokre. W rezultacie ciągle chodzi zakatarzony i poodparzany. Mam już dosyć walki z teściową, najwyraźniej trzeba przejść do radykalnych metod i zabronić babci spotykania się z wnukiem.
Co robić? Jak do niej dotrzeć?
