Staruszek uratował mi życie

W dzień, w który przydzielano uczniów na praktyki spóźniłem się do szkoły, przez co wszystkie najlepsze miejsca trafiły się innym kolegom z klasy. Podczas gdy oni mogli dostać się na swoje praktyki w jakieś 10 minut, ja musiałem dojeżdzać całe 50 km od naszego miasta każdego dnia. 

Oczywiście musiałem wstawać przed wszystkimi, a później, już późnym wieczorem, wrócać do bursy. Zresztą, już samo dotarcie tam było było bardzo trudne. Na tej wsi życie tętniło w sezonie, ponieważ była to miejscowość turystyczna. Wówczas było dużo środków transportu, a po nim do tej wsi nie jeździł prawie żaden autobus ani bus, było zaledwie kilka kursów na cały dzień. Można było złapać oczywiście stopa, ale nie każdy kierowca chciał zabierać ze sobą autostopowicza.

Tego dnia jak zwykle wstałem rano i pospieszyłem na przystanek, który był skonstruowany bardzo prowizorycznie, więc nie chronił przed deszczem czy wiatrem. Na szczęścia była tam chociaż ławka, więc można było usiąść i odpocząć. Obok mnie przykucnął staruszek z 5 torbami podróżnymi i najwyraźniej także chciała złapać okazję.

Minęła godzina i zaczęło padać. Zrobiło się wyraźnie zimno. Ja przemokłem i aż drżałem z zimna. Byłem gotów jechać nawet w bagażniku, żeby tylko dostać się na tę wieś.

W końcu zatrzymał się jakiś zdezelowany dostawczak. Cały był powgniatany, pokrzywiony, no rozpadał się, ale uznałem, że lepiej jednak jechać w nim, niż dalej marznąć na tym przystanku. Wrzuciłem torbę na pakę, ale potem drzwi nie chciały się zamknąć. 

W końcu jednak się udało i już miałem siadać obok kierowcy, ale ten staruszek wówczas zawołał do mnie:

– Chłopcze, pomóż mi, nie poradzę sobie z tymi bagażami.

Podjechała po niego kobieta zardzewiałym polonezem. Westchnąłem ciężko i zacząłem wpychać jego torby do tego złoma. Jak się okazało, była to sąsiadka tego staruszka i codziennie podwoziła go na wieś. Nie czekał więc na jakikolwiek samochód, ale na ten konkretny. Stwierdziłem, że pojadę więc z nimi. Wziąłem torbę z dostawczaka, przeprosiłem kierowcę i wskoczyłem do samochodu tamtej kobiety.

Zapomniałbym już pewnie o tej historii, ale po kilku miesiącach wydarzyło się coś, co sprawiło, że przypomniałem sobie o tamtym dniu.

Przeglądałem pewną grupę w sieci społecznościowej i na jednym ze zdjęć zobaczyłem dostawczaka podobnego do tego, którym miałem wtedy jechać. Jak się okazało, był to dokładnie on, a jego kierowca wraz ze swoim wspólnikiem byli poszukiwani za pobicia i kradzieże. Ich ofiarami byli przypadkowi autostopowicze. Dziewięć osób było przez nich poszkodowanych, a jedna osoba zmarła w wyniku ciężkiego pobicia. 

Kiedy to przeczytałem, włosy zjeżyły mi się na głowie. Gdyby nie tamtem staruszek, to stałbym się ich kolejną ofiarą. Sam wtedy przeczuwałem zresztą coś złego i dlatego postanowiłem przenieść się do tamtego auta. W sumie cudem uszedłem z tego bez szwanku. To były moje prawdziwe “praktyki”.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × 5 =

Staruszek uratował mi życie