Moja synowa wydaje się w ogóle nie mieć sumienia. Jest typem kobiety, która siedzi mężowi na karku, nie pracuje, kilka razy w miesiącu jeździ ścierką po półkach i nazywa to generalnym sprzątaniem, a poza tym nie znosi niańczyć własnych dzieci.
Ciągle powtarza, że sobie nie radzi, że ja lepiej to zrobię i wnuki zostawia mnie. Chodzi jednak o to, że mimo emerytury, pracuję również w niepełnym wymiarze godzin. Nie jest to praca na pełny etat, wychodzę co drugi dzień, ale jednak do czegoś mnie to zobowiązuje. To jest bardzo denerwujące, gdy się spieszę, szykuję do pracy, a tu dzwoni synowa i mówi, że już jest przed podjazdem i przywozi mi wnuki, bo musi zrobić manicure albo spotkać się z koleżankami.
Nigdy nie pyta, czy mogę się zająć opieką nad dziećmi i nie interesuje się moimi sprawami.
Próbowałam z nią o tym rozmawiać, ale ona po prostu zamyka temat, nawet go nie poruszając. Jest w tym bardzo cwana, a ja się gubię. Mój syn również nie jest w stanie zająć się dziećmi, zawsze, gdy do niego dzwonię, jest zajęty i prosi, żebym się pospieszyła z pracy, bo ma coś do zrobienia. Więc i na niego nie można liczyć, zastanawiam się czasem, czy to są moje dzieci? Czy ja nie mam prawa po pracy odpocząć?
Kocham moje wnuki i chętnie się nimi opiekuję, ale muszę ciągle sprawdzać swój grafik, czasem mnie to męczy. Nie mogę też pozwolić na to, abym nie miała nawet chwili czasu dla siebie.