Miałem 17 lat.
W letni wieczór leżałem na łóżku z książką w ręku. Przyszła do mnie mama. Jej usta były zaciśnięte w cienką, bladą nić – to był zły znak.
– Powiedz mi proszę – powiedziała zdenerwowana – a czy przypadkiem nie Ciebie widziałam dzisiaj na ulicy palącego?
– Gdzie dokładnie? – bezmyślnie wypaliłem.
– Taaak, wydało się – Mama nie do końca się ucieszyła – Czyli jednak Ty już nie raz miałeś do czynienia z paleniem. Porozmawiasz sobie zaraz z tatą.
Tata leżał na kanapie i przełączał kanały telewizyjne. Widząc nas, zdał sobie sprawę, że będzie musiał przerwać i z żalem odłożył pilota na kota Guziczka. Guzik na znak protestu podniósł jedno ucho, ale ograniczył się tylko do tego.
– Nasz syn pali – Ponuro oznajmiła mama.
– I? – Nie zrozumiał ojciec – Ja też palę i to od siódmego roku życia. Ty palisz, o ile wiem, od dwunastego roku życia no i co? Wygląda na to, że dożyjemy sędziwego wieku. Nie uważam tego za nic dziwnego.
– Nie sądzisz, że byłoby lepiej, gdyby w ogóle nie palił w przeciwieństwie do nas?
– Tak, tak sądzę – zgodził się tata – Ale jest już dorosły i musi sam umieć decydować, co jest dla niego dobre…
– A co z alkoholem?
– No… – zamarł ojciec – Mam na rano do pracy, ale w zasadzie nie mam nic przeciwko. A jest jakaś okazja?
– Chodzi mi o syna.
– No, to dobra okazja – zgodził się tata i zwrócił się do mnie – No synu, chociaż to spóźnione, to w końcu uczcimy Twoje pojawienie się na świecie…
– Przestań się wygłupiać – przerwała mu mama – Prawie co wieczór, kiedy wraca po spacerze śmierdzi od niego piwem.
– W jego wieku prawie co wieczór śmierdziałem wódką – Odparł ojciec, a potem dodał – widziałaś kiedyś naszego syna pijanego? No, żeby był taki, że się zatacza, wymiotuje i nie może trafić do domu?
– No nie – mama zmarszczyła brwi.
– Nie widziałaś, ja też nie widziałem, więc pije świadomie. Uważa na siebie.
– No popatrz … – powiedziała mama półgłosem – Uważa na siebie… A to, że łazi gdzieś ciągle z jakimiś dziewczynami też Ci nie przeszkadza?
– Ma już 17 lat – zlekceważył tata – Bardziej bym się martwił, gdyby się z nimi nie spotykał.
– Nie masz nic przeciwko temu, żeby został palącym alkoholikiem?
– Nie mam nic przeciwko temu, żeby był samowystarczalny i potrafił ponosić konsekwencje swoich działań. Niech nie pije i nie pali, ale wtedy, kiedy sam tak postanowi, a nie dlatego, bo my mu tak powiedzieliśmy.
– Chcę tylko uchronić go przed oczywistymi błędami…
– I tak popełni błędy, to taki wiek, że się je popełnia. Jak dla mnie, to niech lepiej je robi.
– Nie chcę go do tego wszystkiego zachęcać…
– Ja też nie chcę, ale jeśli mu zabronisz, będzie tylko gorzej.
– Ta… – mama była wciąż zdenerwowana i ciągnęła – bądź dla odmiany ojcem przez chwilę ojcem, a nie kolegą i poważnie porozmawiaj z nim o niedopuszczalności takiego zachowania.
I nie dając mu okazji do manewru, szybko poszła do kuchni.
Tata spojrzał na mnie, westchnął zmęczony i usiadł na krawędzi sofy.
– Synu -powiedział głęboko – Twoje zainteresowanie tytoniem, alkoholem i płcią przeciwną jest moim zdaniem całkiem zrozumiałe. Można nawet powiedzieć – naturalne. Jako mężczyzna doskonale Cię rozumiem. Jednak to bardzo niepokoi i denerwuje Twoją matkę.
Skinąłem głową ze zrozumieniem.
– Dlatego – kontynuował ojciec – bardzo proszę Cię o powstrzymanie się od palenia, alkoholu i nieobyczajnych związków…
Znów skinąłem głową, a przed włączeniem telewizora tata półgłosem dodał:
– Przy mamie!
