Opiszę wam historię, która zakończyła moją przyjaźń z najlepszym kumplem. Kamila znam od dziecka, wszystko się między nami dobrze układało, dopóki nie dostałem awansu w pracy. Od tamtego momentu Kamil zaczął mnie naciągać na drobne wydatki, najczęściej chodziło o wyjścia na miasto – najpierw sam proponował spotkanie w weekend przy piwie, a po udanym wieczorze okazywało się, że akurat zapomniał portfela i prosił, abym za niego zapłacił.
Sytuacja powtarzała się za każdym razem, pożyczał ode mnie pieniądze, ale nie miał zamiaru ich oddać. Przy każdym spotkaniu w knajpach czy restauracjach, zamawiał wyszukane drinki i potrawy, a potem znajdował wymówki, żeby nie dokładać się do rachunków. Po takim zachowaniu zacząłem unikać wyjść z Kamilem, wolałem zaprosić go do siebie, ale częstotliwość spotkań zdecydowanie się zmniejszyła. Moja żona też miała go dość, ale jednak przez wzgląd na stare dobre czasy postanowiłem mu wybaczyć.
Od tamtego czasu minęło kilka miesięcy i zdążyłem zapomnieć o potknięciach Kamila. Znalazłem świetną ofertę last minute na 9 dni na Teneryfie – od razu pomyślałem o Kamilu, dawno się nie widzieliśmy, a wiedziałem, że Kanary to było jego marzenie. Był zachwycony moją propozycją, następnego dnia dopełniliśmy formalności w biurze podróży, a po niecałym tygodniu siedzieliśmy wygonie w samolocie. To miał być wspaniały wypoczynek dla naszej trójki, nie miałem pojęcia, że właśnie w taki sposób zakończy się moja wieloletnia przyjaźń.
Jeszcze na lotnisku Kamil niedyskretnie wypytywał mnie ile pieniędzy wzięliśmy na wyjazd, początkowo nie skojarzyłem tego pytania z niedawnym zachowaniem przyjaciela i w przypływie radości z pięknej pogody znów popełniłem błąd i pożyczałem Kamilowi pieniądze. Założyłem za niego kilkadziesiąt euro za wycieczkę fakultatywną i jego część pieniędzy za jeden dzień, kiedy wypożyczaliśmy wspólnie samochód, aby zwiedzić wyspę.
Jednego dnia, już pod koniec naszego wyjazdu, postanowiliśmy wypocząć przy basenie i spędzić jeden leniwy dzień, wówczas Kamil stwierdził, że musi wrócić po ręcznik, który rzekomo zostawił u nas w pokoju. Dałem mu kartę do otwierania drzwi i wskoczyłem do basenu. Po godzinie zorientowałem się, że Kamil jeszcze nie wrócił, zmartwiłem się i postanowiłem zobaczyć czy nic się nie stało. Moja żona poszła ze mną. Najpierw zapukaliśmy do pokoju Kamila, ale nikt nie odpowiadał, poszliśmy więc do siebie. Nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem… Kamil raczył się alkoholem z naszej lodówki, a przecież każdy wie, że to znacznie zwiększa rachunek za pobyt. Byłem wściekły, ale opanowałem się i ze spokojem zapytałem co robi. Odpowiedział, jakby nic się nie stało, że na zewnątrz jest za gorąco i postanowił tu na nas poczekać, a z nudów zaczął degustować trunki.
Moja żona bardzo grzecznie wyprosiła go z pokoju pod pretekstem bólu głowy, a kiedy wyszedł stwierdziła, że musimy dać mu nauczkę, bo pozwala sobie na zbyt wiele. Do końca dnia udawaliśmy, że wszystko jest w porządku, a następnego dnia zaproponowaliśmy mu wyjście do lokalnej restauracji niedaleko hotelu. Moja żona dyskretnie szepnęła kelnerowi, że będziemy płacić osobno, a potem świetnie się bawiliśmy jedząc i pijąc hiszpańskie specjały. Wspólnie z żoną wybieraliśmy tańsze pozycje, natomiast Kamil brał najdroższe dania z karty i poprosił na koniec o szampana. My oczywiście podziękowaliśmy, mówiąc, że wolimy wino.
Zabawnie było patrzeć na zmieszanie na twarzy Kamila, kiedy kelner położył na stole dwa rachunki. Wreszcie do niego dotarło, że nie będziemy go dłużej finansować. Każdy zapłacił za siebie, a potem się rozeszliśmy do swoich pokoi. Do końca wyjazdu Kamil udawał, że nas nie widzi i nie chciał z nami rozmawiać. Po urlopie nie odpisał na żadną moją wiadomość ani nie odebrał telefonu, widocznie dla niego nasza przyjaźń nic nie znaczyła. Mam nadzieję, że lekcję, jaką mu zafundowaliśmy, zapamięta do końca życia.
