Dzisiaj chciałabym opowiedzieć historię, która przytrafiła mi się 25 lat temu. Komuś może wydawać się to dziwne, że teraz o tym sobie przypominam i pomyśli sobie, że jestem niepoważna, ale są różne sytuacje życiowe i nie nam to oceniać. Wraz z mężem, nie możemy sobie nawet wyobrazić, jak potoczyłoby się nasze życie, gdybyśmy postąpili inaczej.
Tak się złożyło, że kiedy skończyłam szkołę, nie dostałam się na studia wyższe. Moja walka o łóżko w akademiku została przegrana, więc, żeby jakoś złagodzić swoją porażkę, postanowiłam pojechać na wieś do babci. To właśnie tam, poznałam mojego przyszłego męża Grzegorza. Nasza znajomość rozwinęła się tak szybko, że wkrótce złożyliśmy wniosek o zawarcie małżeństwa w powiatowym urzędzie stanu cywilnego, a wszystko dlatego, że byliśmy do siebie bardzo podobni. Zbiegły się nasze wspólne zainteresowania muzyczne, filmowe, a nawet twórcze.
Czyż to nie romantyczne? Dlatego zostałam u babci dłużej niż planowałam. Znalazłam tam nawet odpowiednią pracę i zaczęliśmy powoli urządzać własne życie. Miałam jednak, jak się później okazało, jeden problem – moją „ukochaną” teściową.
Grzegorz, mój mąż, był wychowywany przez matkę i tak po prostu nie zamierzała oddać swojej jedynej pociechy nikomu innemu. Na początku tylko na mnie krzyczała, wiecznie coś jej się nie podobało, lecz pewnego dnia, gdy podsłuchała, że będziemy mieszkać z dala od niej, podeszła i uderzyła mnie w twarz, pamiętam to do dnia dzisiejszego. Grzegorz oczywiście, bronił mnie przed nią cały czas, ale to nie złagodziło sytuacji, bo teściowa była uparta i nie dawała za wygraną. Była naprawdę podła, ależ mnie spotkało szczęście, naprawdę ,nie życzę tego najgorszemu wrogowi.
Wkrótce, dzień przed naszym ślubem, moja mama przyjechała na uroczystość oraz spotkać się z moją przyszłą teściową. Chyba od tego zaczął się cały ten horror. Tego się po niej naprawdę nie spodziewałam. Zaczęła na nas krzyczeć, że ja i moja mama jesteśmy winne, że chce jej odebrać jedynego syna i zrujnujemy jej całe życie. Zaczęła opowiadać różne bzdury, żeby nas tylko rozdzielić. Powiedziała, że ja i Grzegorz mamy wspólnego ojca, co wprawiło mnie w jeszcze większe zakłopotanie. W tym momencie mój mąż nie mógł już wytrzymać i zadzwonił po lekarza, żeby uspokoił trochę mamusię, bo żal było patrzeć na jej zachowanie. Moja mama była bardzo zdenerwowana tym „ciepłym” przyjęciem, nie chciałam aby dalej musiała to przeżywać i wyjechałyśmy razem do miasta.
Kilka dni później mąż przyjechał do nas ze swoją mamą, która przeprosiła nas, powiedziała, że choruję na migrenę, dlatego była taka zła i rozdrażniona i że wszystko, co powiedziała tamtej nocy, po prostu zmyśliła. Wysłuchałyśmy i przyjęłyśmy jej przeprosiny, nie chciałyśmy konfliktów. Moja więź z Grzegorzem była tak silna, że nic nie zdołało jej zniszczyć. Kilka dni później, odbyło się nasze huczne wesele i mieszkam z moim mężem do dziś. Kilka lat później, teściowa ciężko zachorowała i zmarła.
Dopiero teraz, po tych wszystkich latach, nagle do mojej głowy zaczęły wkradać się różnego rodzaju wątpliwości. A co jeśli to, co powiedziała moja zmarła teściowa było prawdą? Dziwne było dla mnie to, że przyjechała nas wtedy przeprosić, to nie w jej stylu. Przypomniałam sobie to wszystko, ponieważ musieliśmy cofnąć się z mężem myślami do naszej młodości, bo okazało się, że odziedziczyliśmy spadek – zmarł daleki krewny mojego męża ze strony ojca. Musieliśmy pojechać i zarządzić spadkiem.
Oczywiście, staram się wypędzić te myśli z mojego umysłu, ale z jakiegoś powodu nie chcą wyjść z mojej głowy. Co ja mam zrobić w takiej sytuacji, poprosić męża o test DNA i dowiedzieć się jaka jest prawda? Już sobie wyobrażam jego minę, kiedy mu o tym powiem, na pewno pomyśli, że jestem jakaś nienormalna albo jeszcze coś gorszego. A co jeśli okaże się, że łączą nas nie tylko więzi małżeńskie? Jak ja mam z tym żyć?
Zastanawiam się, jak postąpiła by inna osoba na moim miejscu.
