Tragedia Zofii.

Zofia przeżywała tragedię..

Ktoś powie, zwykła codzienna sytuacja, o której Zosia słyszała tysiące razy od przyjaciół i znajomych.

Ale dla Zośki to był pierwszy raz i bolało. Jej ukochany mąż, ukochany, jedyny i piękny Mariusz, wyjechał do pracy i nie zamknął laptopa. Zosia znalazła w nim dowody jego strasznej zdrady. Jak on mógł?! Parę słów o pięknym zdrajcy. Mariusz był niski, metr sześćdziesiąt. Ważył ponad 120 kg dzięki jej kotletom i barszczowi. W przeszłości był zapaśnikiem. Jego mała głowa z rzadkimi rudymi włosami łączyła się z potężnymi ramionami, przechodząc w wielki brzuch a kończąc na długich stopach rozmiaru 46.

Jego kochanka była 35-letnią pracownicą firmy Mariusza. Ładna, sympatyczna menedżerka ds. relacji z prasą.

Zofia poczuła się jak stary, 42-letni złachany płaszcz. Ona również była tęga ale nigdy nie przyszło jej do głowy, że może ją spotkać coś takiego.

Po 25 minutach płaczu uspokoiła się. Zosia była spod znaku skorpiona i gniew, który się w niej obudził był silniejszy niż uraza. Gniew i zemsta. Zemsta miała być bezlitosna i przerażająca. Pilnie potrzebny jej był kochanek. Młodszy niż kierownik ds. relacji prasowych. Młody i piękny. Dlatego Zosia zdecydowała się założyć konto na Tinderze. W okienku błysnął sportowy tułów z 6 mocnymi mięśniami, potem młoda twarz i bezczelne słowa: – Potrzebuję kochanki, bez zobowiązań. Tylko seks.

O… To jest to, czego potrzebuję. Zosia zachęcona rzuciła się do łazienki, by zrobić sobie depilację wszystkiego, co tylko możliwe.

Szybko umówiła się na wizytę w salonie, by zrobić sobie długie krwistoczerwone paznokcie. Potem wpadła do sex shopu i kupiła coś niezrozumiałego, składającego się z czarnych sznurówek, z kilkoma metalowymi pierścieniami , zamkami i dzwonkami. Skorpiony w gniewie są przerażającymi ludźmi.

Wieczorem udała się do kawalerki swojego “kochanka”. Drzwi otworzył wysoki, młody przystojniak. Spojrzał na Zosię od stóp do głów, uśmiechnął się promiennie i wykonał zapraszający gest ręką. Zosia nie pamiętała, kiedy widziała coś takiego. W końcu 21 lat, to nie 42.

Nagle odsunął się od niej i zapytał niespokojnie: – czy pora jest dla ciebie zła? Jakoś dziwnie świszczesz. Przynieść wodę? Czy masz duszność?

Tak, to była duszność. Najprawdziwsza. Serce waliło w garde, ciśnienie podskoczyło, nogi się trzęsły. Zosia była przyzwyczajona do rodzinnego, spokojnego seksu z Mariuszem. Do niesłyszalnego rytmu piosenki: – Mamo, mamo, co ja zrobię? Mamo, mamo, jak mam żyć?

Do domu jechała na autopilocie. Jechała i myślała – mój biedny Mariusz. Jak on tam, ze swoim brzuchem, cierpiał na tę głupotę, albo się wstydził. Hańba najprawdopodobniej. To wstyd.

Po powrocie do domu weszła do pokoju męża, usiadła zmęczona na krawędzi krzesła i powiedziała:- Mariusz, skończmy ze zdradami. W przeciwnym razie doprowadzisz nas do grobu. Albo schudnijmy. Nie będę dziś gotować obiadu. Pijemy wodę. Dobra? – spytała groźnie.

– Jasne, Zosieńko! Mamy schudnąć, więc schudniemy! – Mariusz zgodził się z przerażeniem…schudnąć, więc schudnie.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × 4 =

Tragedia Zofii.