– Czy ona w ogóle cię karmi? Zobacz jak schudłeś! Daj, dołożę ci. – Irena żaliła się, patrząc, jak jej syn zjada obiad ze smakiem – kto cię tak dobrze nakarmi, jak matka?
– Mamo… – mówił tylko syn, pochłaniając posiłek, jakby chciał zrobić dziurę w talerzu.
– Nie mamuj mi tu! Nie tylko nie potrafi gotować! Byłam w twojej łazience i widziałam olbrzymią warstwę kurzu – Irena rozłożyła ręce w charakterystycznym geście – taką, że ten kurz mógłby pokryć równo cały świat.
– Mamo! – przerwał Andrzej.
– Wiesz, jak zależy mi na twoim szczęściu! Ale z nią? Aż mi się serce kraja – teatralnie położyła ręce na klatce piersiowej – Jurek! Gdzie są moje leki?
Jurek, ojciec Andrzeja, obojętnie przeżuwał kęs posiłku.
– Na nikogo nie mogę liczyć – poskarżyła się Irena – całe życie ci poświęciłam! Myślałam, że w końcu kiedyś to docenisz, ale nie… Dziękuję ci!
– Irenka, daj jeść w spokoju – dalej obojętnie przeżuwał mężczyzna.
Jednak Andrzej odczuł wyrzuty sumienia i przytulił mamę, pochwalił smaczny obiad i obiecał, że będzie częściej wpadać. Irena pocałowała syna i dała mu paczuszkę z jedzeniem. Trudno… Jeszcze trochę poczeka, aż jej chłopiec przejrzy na oczy. Co za synową zesłał jej Bóg. Księżniczka… Paznokcie pomalowane i czeka, aż Andrzej zrobi śniadanie! Kto to widział! Jej synek musi robić śniadanie dla jakiejś dziewuchy. To, że Jerzemu absolutnie obojętne jest wszystko oprócz piłki nożnej i piwa, Irena zrozumiała już dawno. Nie żyli razem, tylko od meczu do meczu, od weekendu do weekendu, oddalali się od siebie coraz bardziej. Irena próbowała coś zmienić w mężczyźnie, ale na marne. Mąż nie pamiętał o rocznicach i jej urodzinach, nie dawał prezentów, a potem zaczął wracać do domu niezbyt trzeźwy. Nie było przyjemnie żyć w ten sposób, więc Irena poświęciła całą siebie synowi. Chciała być lepsza od ojca. I udało jej się to.
– Jaki grzeczny chłopiec z tego Andrzejka – słyszała w przedszkolu i szkole.
Ludzie mówili tak z zazdrością w głosie, ponieważ ich dzieci w ogóle nie były posłuszne, ale jej chłopak – jej nadzieja i duma – zawsze słuchał! Nawet jako nastolatek.
Nie posłuchał jej tylko raz! I nie mogła nic zrobić, ponieważ było już za późno. Wziął ślub! A przecież mogła jakoś zareagować, otworzyć mu oczy, jak to robiła dziesiątki razy wcześniej! Każda dziewczyna, którą Andrzej poznał, nie była go warta:
– Ona jest ze wsi, szuka w tobie tylko sposobu na ucieczkę do miasta!
– Zobacz jakie ma zęby, wiesz, jak będą wyglądały wasze dzieci?
– To znaczy, że nie jest chrześcijanką?
I oto nagle jej syn zniknął. A potem przyszedł do niej w niedzielę na ciasto i powiedział:
– Mamo, to Monika, moja żona.
Monika? Żona? Jak on mógł? Jak mógł jej się sprzeciwić. Spojrzała na męża, szukając wsparcia, ale jemu jak zwykle było wszystko jedno. Spojrzała na Andrzeja, a on był uśmiechnięty, jak wtedy, gdy obiecała mu kupić szczeniaka. Spojrzała na tę dziewuchę, a ona, jakby potrafiła przejrzeć jej myśli – uśmiechała się bezczelnie i chwytała Andrzeja czerwonymi pazurami.
Ale Irena wycofała się. Pamiętała jak było ze szczeniakiem. Teraz będzie działać małymi kroczkami, zamiast od razu powiedzieć, że ma pchły i załatwia się na dywan.






