W końcu wprowadziliśmy się do naszego nowego mieszkania, które jest naszym wymarzonym. Tym bardziej jeśli porówna się je z tym, w którym mieszkaliśmy wcześniej. Teraz mamy do swojej dyspozycji trzy przestronne pokoje, dużą jasną kuchnię oraz balkon z widokiem na przepiękny park.
Póki co chodziliśmy po naszym wyśnionym mieszkaniu i planowaliśmy jego wystrój – w myślach układaliśmy sobie meble, wybieraliśmy zasłony, żyrandole, a przede wszystkim zastanawialiśmy się nad tym, który pokój będzie najlepszy dla naszego dziecka. Wkrótce na świat przyjdzie nasza córeczka, którą ze szpitala chcemy przywieźć prosto do naszego mieszkania.
Dopiero się urządzamy więc nic dziwnego, że z mebli w mieszkaniu mamy tylko łóżko i szafę. Niestety kupienie własnego mieszkania nie przyszło nam z łatwością – musieliśmy zaciągnąć kredyt, który będzie się za nami ciągnął pewnie latami, ale z drugiej strony mamy już swoje miejsce na ziemi, które należy tylko do nas. Takie drobnostki jak meble dokupimy później – najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa naszej rodziny.
Nasza radość trwała dokładnie dwa tygodnie. Jeszcze nie zdążyliśmy nawet rozpakować wszystkich rzeczy, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Nie wiedzieliśmy, kto to mógł być tym bardziej, że dochodziła już 22. Nasze zdziwienie było o tyle większe, że jeszcze nie zdążyliśmy podać większości bliskich naszego nowego adresu.
Mąż poszedł otworzyć, a potem usłyszałam hałasy i dobrze znajomy mi głos – to była moja kuzynka z jakimiś dwoma kobietami, których kompletnie nie znałam.
– Cześć kuzynko! Chyba się Wam powodzi, no niech no się rozglądnę! – powiedziała mi moja kuzynka Ania.
Zapytałam ją zdziwiona, co to wszystko znaczy i skąd wiedziała, że tutaj mieszkamy, na co ona odpowiedziała:
– Twoja mama postanowiła się pochwalić, że kupiliście sobie mieszkanie i podała nam adres. Nas wysłano na trzydniowy kurs z pracy, ale niestety nie opłacono nam hotelu, a my nie mamy na niego pieniędzy. Chyba nas nie wypędzisz? Jest już późno.
– Ale gdzie mam Was położyć, nie mamy praktycznie żadnych mebli – powiedziałam.
– Wymyślisz coś, możemy się położyć nawet na podłodze – to na pewno lepsze, niż spanie na dworcu.
Co miałam innego zrobić, musiałam coś dla nich znaleźć. Wygrzebałam z pudeł dmuchany materac, na którym położyły się te dwie nieznane mi kobiety, a kuzynka położyła się na rozkładanym fotelu. Zrobiłam im herbatę i kanapki, a potem poszły spać.
Rano też zjadły kanapki, popijając je herbatą, a potem poszły na kurs. Ja wyszłam do pracy, a kiedy z niej wróciłam, to one były już w mieszkaniu.
Ania zaczęła mówić od progu:
– Dlaczego tak długo Cię nie było? Jesteśmy głodne! Czym nas dziś nakarmisz?
– Skoro jesteście głodne, to dlaczego nic nie ugotowałyście? – zapytałam.
– Przecież jesteśmy tutaj w gościach, nie chciałyśmy Ci się krzątać po kuchni bez pozwolenia.
Pomyślałam, że jest w tym jakaś logika i zaczęłam gotować obiad. Ugotowałam kaszę, do tego usmażyłam kotlety i zrobiłam sałatkę. Zaczęły jeść, chociaż nie ze specjalnym apetytem – jak się okazało myślały, że jemy coś droższego, a nie zwykłą kaszę.
Odpowiedziałam im, że jeśli chcą przysmaków, to sklep jest za rogiem, mogą sobie coś lepszego kupić albo same ugotować. My nie mamy pieniędzy na przyrządzanie luksusowych dań ponieważ spłacamy kredyt, więc oszczędzamy także na jedzeniu.
Były u nas trzy dni i przez ten cały okres kupiły tylko jeden bochenek chleba narzekając, że wszystko jest tutaj takie drogie. Potem wyjechały nawet nie dziękując za gościnę – po prostu spakowały swoje rzeczy i odeszły.
