Moja siostra postanowiła zostawić siostrzeńca pod moją opieką i wyjechać do pracy…
– Naprawdę potrzebuję twojej pomocy! Zabierz do siebie mojego syna! Wrócę za pół roku. – Błagała Ola.
– Bardzo bym chciała, ale nie mogę. Sami ledwo wiążemy koniec z końcem, nie stać nas na kolejne dziecko. – Odpowiedziałam.
Moja siostra zawsze była bezmyślna i myślała tylko o sobie. Teraz także postanowiła robić co chce i ma w nosie swojego syna.
– Przekażę pieniądze na utrzymanie syna, nie martw się. Pomogę ci w tym. – Powiedziała siostra.
– Nie wiem… Będę musiała porozmawiać z mężem i córką co oni myślą o tej sytuacji.
Mateusz jest od niej 10 lat młodszy, ona ma 15 lat, a on tylko 5.
– Będę czekała na twój telefon. Jeśli się nie zgodzisz, będę musiała oddać go do domu dziecka.
Wieczorem odbyłam trudną rozmowę z mężem. Piotrkowi nie podobał się ten pomysł. Ale gdy dowiedział się o domu dziecka, zgodził się. Moja córka też się zgodziła, ale martwiłam się jak będą się na co dzień dogadywać.
Siostra wysyłała pieniądze przez pierwsze kilka miesięcy, a potem przestała. Mąż oburzył się i powtarzał, że czuł, że tak będzie. Dlaczego ma karmić cudze dziecko na swój koszt.
– To mój siostrzeniec! Poza tym ja też dokładam się do rodzinnego budżetu, więc nie rób wyrzutów, to tylko dziecko. On nie jest niczemu winny.
***
Już więcej nie słyszałam pretensji z jego strony na ten temat.
Kilka miesięcy później Ola powiedziała, że wychodzi za mąż, więc nie wraca do domu. A co z jej synem?! Piotrek był kategorycznie przeciwny temu, by chłopak mieszkał z nami.
– Tego już za wiele! Masz trzy dni na podjęcie decyzji w tej sprawie! – Krzyknął mój mąż.
– Mamo, nie chcę, żeby Mateusz mieszkał z nami. Mam dość dzielenia z nim pokoju, jestem już nastolatką, a on to jeszcze dzieciak! – Dodała córka.
Mateusz słyszał to wszystko, więc usiadł i rozpłakał się. Przytuliłam się do niego, a on szepnął:
– Ciociu Aniu, dlaczego nikt mnie nie chce?
– To nie jest tak, że nikt Cię nie chce, wszystko będzie dobrze. Pokażę ci miejsce, gdzie jest dużo dzieci, znajdziesz tam przyjaciół, a ja będę cię odwiedzać w każdy weekend.
– A mama?
– Mam nadzieję, że mama też niedługo przyjdzie.
Oddałam Mateusza do domu dziecka, bo nie miałam innego wyboru. Często go odwiedzałam, a czasem zabierałam go do domu na weekend.
***
Czas mijał, moja córka dorosła i wyszła za mąż. Zaczęłam zauważać, że moje samopoczucie zaczęło się drastycznie pogarszać. Po badaniu usłyszałam przerażającą diagnozę – onkologia. Przede mną było długie leczenie, operacja i powrót do zdrowia.
Mój mąż nawet mnie nie wspierał. Kiedy zadzwoniłam do córki i powiedziałam jej, że mam raka, powiedziała:
– Wracaj do zdrowia, mamo. Przepraszam, jestem zajęta, zadzwonię później.
Dwa miesiące spędziłam na oddziale szpitalnym – nikt nigdy nie przyszedł mnie odwiedzić. A kiedy wróciłam do domu zobaczyłam kartkę: „Ania, zakochałem się w innej kobiecie. Przepraszam.” Usiadłam i rozpłakałam się. Dlaczego moi bliscy porzucili mnie w tak trudnym momencie?
Kilka dni później ktoś zadzwonił do drzwi. Kiedy je otworzyłam, zobaczyłam Mateusza.
– Ciociu! Dzięki Bogu wszystko jest z tobą w porządku.
– Tak kochany, wszystko jest w porządku. Przepraszam, że się nie odzywałam, byłam w szpitalu.
– A co z twoim zdrowiem? Przychodziłem do Ciebie, ale nikogo nie zastałem.
– Nic mi nie jest, nie martw się. Jutro masz swoje 15 urodziny, choć kupimy jakiś tort.
I jeszcze jedno… możesz zamieszkać ze mną, jeśli chcesz.
