Kobieta o imieniu Janka, była umierająca i chciała się pożegnać ze swoimi zwierzętami, które przywieziono do jej hospicjum. Wiedziała, że o własnych siłach, nie miała szansy zobaczyć konia, który miał na imię Bob.

Jance powiedziano, że jej dni są policzone, myślała, że nigdy nie pożegna się ze swoimi ulubieńcami. Wkrótce jednak zrozumiała, że nie jest to kłopot dla pracowników hospicjum, którzy przywieźli do niej konia i dwa psy, aby mogła się z nimi zobaczyć po raz ostatni.

W tym czasie z powodu pandemii nie wolno jej było przyjmować odwiedzin i bardzo tęskniła za swoimi psami, Monty i Rowleyem, a także za koniem Bobem. Zaczęła myśleć, że być może już nigdy nie spotka swoich zwierząt.

Nawet mąż Janki nie wierzył, że mogą wpisać na listę odwiedzin swoje psy i ulubionego konia żony. Jeszcze kilka tygodni temu codziennie jeździła konno i mówiła, że Bob odgrywa tak ważną rolę w jej życiu, bardzo tęskniła za nim.

Zwierzę zostało przywiezione do hospicjum ze stajni Thornleigh Park Farm Stables, gdzie obecnie przebywa. Kiedy koń znalazł się już na podwórzu ośrodka, pielęgniarki podwiozły łóżko Janki do drzwi tarasowych, aby Bob mógł wystawić tam swoją głowę. Personel był świadkiem emocjonalnego spotkania Janki i jej ukochanego konia, który przytulił się do jej szyi i kolan po tygodniach spędzonych osobno. Spotkanie między zwierzęciem i jego właścicielką, było tak emocjonujące, że nie ma nic, co można by porównać z relacjami między zwierzętami a ludźmi. Życzliwość i troska personelu sprawiły, że ta kobieta była najszczęśliwszą osobą przed śmiercią.
