Ostatnio dostałem nową pracę. Jestem najmłodszym członkiem zespołu, cała reszta pracuje tam ze sobą od bardzo dawna. Zbiórki pieniędzy na czyjeś urodziny kojarzyły mi się ze szkołą, nie sądziłem, że dorośli ludzie organizują takie w miejscach swojej pracy. Na początku zrzucałem się na urodziny każdej osoby, ale ubiegłego miesiąca świętowały aż trzy osoby. A to nie są małe pieniądze, bo na każde urodziny przypada po 40 złotych. W pewnym momencie odmówiłem. Nie mam tylu pieniędzy, by wydawać je na prawo i lewo dla obcych osób. Teraz nawet nikt nie chce przywitać się ze mną, kiedy mijamy się na korytarzu.
Na samym początku zgadzałem się, bo nie chciałem wyjść na niegrzecznego, ale czy nie uważacie, że tak duże składki to przesada? Rozumiem coś symbolicznego, ale nie drogie zastawy czy masaż ze spa za trzysta złotych… Czy to jest normalne? Sam mam kredyt hipoteczny i każda złotówka jest u mnie na miarę złota. Postanowiłem zakończyć tę działalność charytatywną i skupić się na własnych wydatkach.
Kiedy odmówiłem wszyscy po kolei zaczęli mi mówić, że zniszczę ducha zespołu i tworzę zły wizerunek firmy. Co więcej, pracownicy tam są znacznie starsi, z dorosłymi dziećmi i spłaconymi kredytami. Nie muszą martwić się o wydatki, które niesie młodość – wynajem, studia, oszczędzanie na przyszłość, kredyty. Teraz nawet kierowniczka działu nie przywita się ze mną na korytarzu, ale to tylko mnie bawi… dorosła kobieta, a ma pretensje do mnie z powodu moich pieniędzy… Nie wiem jak długo tak wytrzymam. Myślałem, że takie akcje to już przeszłość. W moich poprzednich pracach, jeśli ktoś miał urodziny, to sam musiał przynieść ciasto albo nawet tort, nikt nie składał się na nic takiego.






