W śnieżnej zaspie tuż przy polskiej drodze porzucono nowo narodzone szczeniaki. Miały przed sobą już tylko kilka godzin życia

Dziś rano wydarzyło się coś, co wstrząsnęło mną do głębi. W notatniku zapisuję ten dzień w szczegółach wciąż nie mogę wyrzucić tego widoku z głowy.

Obok drogi krajowej, w śnieżnej dziurze, ktoś porzucił nowo narodzone szczenięta. Wszystkie starały się przeżyć, tuliły się do siebie nawzajem, szukając odrobiny ciepła. Temperatura w Warszawie wskazywała dziś rano 7°C, a poza miastem, gdzie akurat pracuję, słupek rtęci spadł nawet do 10°C. Choć marzec już zawitał, zima trzyma się mocno. W takich warunkach te maluchy miałyby przed sobą już tylko kilka godzin życia.

Znaleźliśmy je przy moim warsztacie samochodowym. Pięć malutkich istot trzy pieski i dwie suczki albo może nawet cztery psy i jedna suka, trudno powiedzieć, gdy są tak maleńkie. Śnieżna jama, w której leżały, miała zaledwie dwadzieścia centymetrów głębokości. Pod ich ciałami śnieg się rozpuścił tak długo próbowały tam przetrwać, grzejąc się nawzajem.

Nie potrafię przejść obojętnie obok takiej krzywdy. Zaniosłem maluchy do środka warsztatu, choć nie bardzo wiedziałem, co dalej zrobić. Zacząłem obdzwaniać znajomych wolontariuszy i fundacje wszędzie usłyszałem to samo: miejsca brak, szczeniaki za małe, grozi im choroba, przyjęcie ich to dla nich byłby wyrok. W schronisku na Paluchu nie przyjmą takich maleństw, bo mają ledwo dwadzieścia dni, a szczepienia są możliwe dopiero za dwa miesiące. Znajome domy tymczasowe też miały komplet, ostatnio przygarnęły psiaki po chorobie zakaźnej, więc dla tych szczeniąt nie było miejsca.

Postanowiłem, że zostaną ze mną przynajmniej na noc. Przeglądając nagrania z monitoringu, zobaczyłem kobietę, której nie potrafię nazwać inaczej niż bezdusznej. W środku nocy podeszła do śnieżnej jamy, położyła szczeniaki i zostawiła je na pewną śmierć, nie oglądając się za siebie.

Zastanawiam się, jaki ból czuły te maleństwa, kiedy nagle oderwano je od matki, od ciepłego ciała, i skazano na cierpienie na mrozie. Nie jestem w stanie zrozumieć takiego postępowania. W takich chwilach powtarzam sobie: Bóg jest sędzią takich ludzi.

Teraz zrobię wszystko, żeby tym szczeniakom znaleźć ciepły, kochający dom. Zasługują na drugą szansę, na życie i miłość nie tylko dosłownie, ale także w ludzkim, czułym znaczeniu.

Dzisiaj zrozumiałem jeszcze mocniej, że prawdziwa wartości to reagować, kiedy inni odwracają wzrok. O tym właśnie jest człowieczeństwo że nie przechodzi się obojętnie obok cudzego cierpienia.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 − 13 =

W śnieżnej zaspie tuż przy polskiej drodze porzucono nowo narodzone szczeniaki. Miały przed sobą już tylko kilka godzin życia