Moja córka skończyła w tym roku 50 lat, a ja mam o dwadzieścia lat więcej. Jestem zmuszony do tego, by wciąż pracować, ponieważ wychowałem łajdaczkę i skrajnie leniwą osobę. Całymi dniami obraca się tylko z boku na bok.
W pracy pozwolili mi pracować, dopóki mam na to siły. Wszyscy wiedzą, jaką mam “pracowitą” córkę. Odeszła z pracy 8 lat temu i od tego czasu siedzi na moim garnuszku. Twierdzi, że nie zamierza u kogoś pracować za grosze. Teraz czekam, aż w końcu plecy rozbolą ją od leżenia na kanapie i z niej wstanie.
W domu też mi w niczym nie pomaga. Opróżnia tylko lodówkę i prosi mnie o pieniądze. Idę do pracy, a ona krzyczy za mną:
– Tato, jak będziesz wracać do domu, to weź kilka butelek piwa w sklepie dla mnie.
– A może sama zarobiłabyś sobie na to piwo, co?
Po takim zdaniu zaczynają się jej agresywne ataki. Ostatnio w ogóle jej nie prowokuję, bo po prostu się boję. Pokłócimy się, a potem ciśnienie mi skacze, a przecież nikogo to nie obchodzi i muszę dalej pracować.
Nie zamierza wychodzić za mąż, zresztą żaden normalny facet nie zechce takiego lenia jak ona. Jestem gotowa przyjąć zięcia z otwartymi ramionami i oddać mu nawet ten dom, ale kto zechce moją córkę? O wnukach mogę tylko pomarzyć. Patrzę na znajomych i ich córki, które są żonami i matkami, a mnie po prostu serce się kraje. Najgorsze jest to, że nie ma raczej szans na jakiekolwiek zmiany. Nie wiem, co musi się stać, żeby zmieniła zdanie.
