Wiedziałam, że mój mąż ma kochankę. Zdecydowałam się ją zatrudnić uznali mnie za szaloną.
Gdy odkryłam wiadomości pomiędzy moim mężem a tamtą kobietą, nie płakałam. Nie krzyczałam. Po prostu uśmiechnęłam się. Bo jako prezeska międzynarodowej firmy doradczej w Warszawie wymyśliłam coś znacznie lepszego niż awantura.
Dwa tygodnie później pojawiło się ogłoszenie o pracę na asystentkę zarządu. Zgłosiła się. CV nijakie, ale zdjęcie dokładnie ta sama twarz, którą widziałam na selfie w telefonie męża.
W dzień rozmowy o pracę weszłam do sali konferencyjnej w granatowym garniturze od polskiego projektanta.
To pani jest kandydatką? Proszę, niech pani siada.
Patrzyła na mnie nie okazując żadnego rozpoznania. Zrozumiałe. Nigdy jej nie pokazał mojego zdjęcia. Pewnie opowiadał, że żona to jakaś zaniedbana, okropna baba.
Dlaczego chce pani u nas pracować? zapytałam spokojnie.
Państwa firma ma świetną opinię i…
Proszę mówić do mnie szefowo przerwałam z uśmiechem. U nas jesteśmy jak rodzina.
Zatrudniłam ją od razu.
Pierwsze miesiące to był czysty teatr. Muszę przyznać pracowała dobrze. Ale największą radość miałam, widząc ją codziennie rano, gdy mój mąż wychodził z naszego mieszkania na Mokotowie, nie mając pojęcia, że dwie godziny później piję kawę z jego kochanką.
Pani jest mężatką? zapytała któregoś dnia podczas analizy umów.
Oczywiście, i bardzo szczęśliwą odpowiedziałam bez mrugnięcia okiem. A pani? Ma pani chłopaka?
Spłonęła rumieńcem.
To skomplikowane. On ma trudną sytuację.
Żonaty jest rzuciłam obojętnie. Klasyka.
To nie tak! On mnie kocha, tylko…
Spokojnie, nie oceniam. Serce nie sługa, prawda?
Wieczorami mąż pytał, jak mi minął dzień. Opowiadałam anegdoty z pracy, mimochodem wspominając o nowej asystentce bardzo pracowita dziewczyna”. Nigdy się nie domyślił. Zdradzający Polacy bywają naiwni.
Po pół roku dostała awans.
Wspaniale się pani sprawiła. Chcę, by poprowadziła pani nasz nowy oddział w Singapurze. Wyjątkowa szansa. 80% podwyżki, mieszkanie, trzyletni kontrakt w dolarach.
Oczy jej rozbłysły.
Za granicę? Ale ja… mam tu bliską osobę.
Miłość na odległość działa, jeśli jest prawdziwa powiedziałam, kładąc jej rękę na ramieniu. A jeśli nie, znaczy, że nie była tego warta. Proszę mi wierzyć, wiem coś o tym.
Mój mąż był nie do zniesienia przez kolejne tygodnie. Kłócili się przez telefon, gdy udawałam, że śpię. W końcu wyjechała. Zapłakana na lotnisku Chopina, jak opowiadał mój szofer, który przypadkiem był tam wtedy.
Przez miesiące wszystko szło perfekcyjnie. Przesyłała raporty, jak trzeba. Mąż znowu stał się dla mnie czuły, jakby zżerały go wyrzuty sumienia. Kolacje, kwiaty, zapewnienia, że odnówimy przysięgę małżeńską w kościele w Kazimierzu Dolnym.
Jakże to miłe.
Równo rok po jej zatrudnieniu zadzwoniłam do niej przez wideorozmowę.
Musimy porozmawiać.
Jej twarz zesztywniała.
Muszę rozwiązać z tobą umowę. Restrukturyzacja. Sama rozumiesz.
Co? Przecież zaryzykowałam wszystko! Całe moje życie…
Wiem. Szkoda, że zrezygnowałaś z tego swojego trudnego chłopaka dla tej szansy. A tak przy okazji zatrzymałam się przekaż mu pozdrowienia ode mnie, kiedy wrócisz. Chociaż wątpię, żeby na ciebie czekał. Ostatnio jest bardzo zajęty przygotowaniami do odnowienia naszych przysiąg małżeńskich.
Zapanowała boska cisza. Na jej twarzy widać było szok, potem przerażenie. Zrozumiała, kim jestem.
Ty… wiedziałaś
Od początku. Odszkodowanie już czeka. Radzę wydać je na terapię. I następnym razem, kiedy żonaty facet powie ci, że żona go nie rozumie, zapytaj, czy zarządza milionowymi budżetami. Bo taka kobieta rozumie znacznie więcej niż on mógłby przypuszczać.
Rozłączyłam się.
Tego samego wieczoru mąż wrócił z butelką szampana z Krakowa.
Świętujmy! Dziś mija dokładnie rok, odkąd między nami wszystko się poprawiło.
Wzniosłam z nim toast i delektowałam się każdą kroplą.
Nigdy mu nie powiedziałam. Po co rujnować jego ułudę? Swoje już dostałam. A on nawet nie zauważył, że to właśnie on był celem mojego snu o rewanżu.
A ty jak myślisz? Czy zimna, wyrachowana zemsta jest lepsza od natychmiastowej prawdy, czy jednak trzeba od razu wyłożyć karty na stół?





