Dwa lata temu przeprowadziliśmy się z moim mężem, Rafałem, do świeżo urządzonego, dwupokojowego mieszkania. Jak wielu ludzi, wzięliśmy kredyt na jego zakup. Nie mamy jeszcze dzieci, ale z pewnością to jest w naszych planach. Niedawno jednak dostaliśmy możliwość pracy zdalnej, więc usiedliśmy i przegadaliśmy to… Wtedy wpadliśmy na pomysł:
– Wynajmijmy nasze mieszkanie i przeprowadźmy się na wieś do rodziców. Zarobimy na szybszą spłatę – zaproponował Rafał.
Byłam przywiązana do naszego miejsca, więc postawiłam jeden warunek: wynajmiemy mieszkanie tylko ludziom, których znamy lub którzy zostali nam polecani, nawet jeżeli mielibyśmy zarobić na tym mniej. I wynajmiemy tylko jeden pokój, drugi służyłby jako schowek dla naszych rzeczy. Chcieliśmy tak spędzić przynajmniej pół roku, a później wrócić. Poinformowaliśmy naszych znajomych i krewnych, że mogą tam mieszkać za niewielką opłatą, jeśli zechcą. Przez ponad tydzień nie było zainteresowanych. I wtedy mój mąż z radością powiedział:
– Zosiu, mam świetną wiadomość! Kuba, mój młodszy brat, właśnie kończy studia. Wkrótce wróci do domu. Chce zamieszkać w naszym mieście. Nie ma własnego mieszkania, więc zasugerował, że może wynająć nasze. To rodzina, tak jak chciałaś.
Oczywiście ta informacja nieco mnie przestraszyła. Młodszy brat Rafała nigdy nie był znany z pracowitości i odpowiedzialności. Jego rodzice go rozpieszczali, jak wiele innych młodszych dzieci, dając mu wszystko na tacy. Rodzice pokrywali koszty jego utrzymania, ale liczyłam na to, że może studia go zmieniły i stał się bardziej dojrzały. Chciałam wtedy w to wierzyć. Mój mąż już się zgodził, więc nie mogłam nic zmienić.
Kuba pojawił się w naszym mieszkaniu na początku miesiąca. Jego rodzice dali mu pieniądze na pierwszy miesiąc. Potem założyliśmy, że sam poradzi sobie z opłatami. Oczywiście miesiąc minął, a on nie przelał nam żadnych pieniędzy (kto by pomyślał?).
– Sami niedawno byliście młodzi, wiecie jak teraz wygląda sytuacja na rynku pracy – powiedział. – Staram się i szukam miejsca, gdzie mnie zatrudnią, ale to nie takie proste. Dajcie mi jeszcze czas. Obiecuję, że znajdę pracę w swoim zawodzie i oddam co do grosza.
Kiedy spotkaliśmy się ponownie w naszym mieszkaniu w mieście, odparłam:
– To nie szukaj pracy w swoim zawodzie. Idź popracuj jako kurier albo na jakimś magazynie.
– Rafał, jesteś całkowicie pod pantoflem swojej żony – Kuba prychnął pogardliwie, patrząc na mojego męża.
A mój mąż… Cóż, wciąż milczał. Wybiegłam na zewnątrz, z całej siły trzasnęłam drzwiami mieszkania, wsiadłam do samochodu i pojechałam do naszych rodziców na wieś. Rafał przyjechał wieczorem autobusem, bo zostawiłam go bez transportu.
– Zosiu, nie mogę wyrzucić brata z mieszkania – mruknął ze wzrokiem wbitym w ziemię.
Byłam wściekła.
– Dlaczego to zrobiliśmy? Możesz mi przypomnieć, kochanie? Wygląda na to, że zrobiliśmy to, aby szybciej spłacić kredyt.
A jak mieliśmy to zrobić, skoro brat męża żył na nasz koszt?
– Poradzimy sobie – próbował mnie uspokoić Rafał. – To mój brat, nie mogę zostawić go w potrzebie, nie wybaczyłby mi nigdy.
Zdałam sobie sprawę, że nie będę w stanie przekonać go do zmiany zdania. Ale z drugiej strony miałam dość bezczynności męża. Nie dostajemy za wynajem ani złotówki, a każdego miesiąca spłacamy kredyt. Po co nam to było? Wczoraj pojechałam do mieszkania i powiedziałam bratu męża, żeby się wynosił. Rozpakowałam swoje rzeczy i mam zamiar utrudniać mu życie, tak że wyjdzie i już nigdy nie wróci. WIecie jak zareagował na to mój mąż? Zadzwonił do mnie z pretensjami i powiedział, że nie spodziewał się po mnie takiej chciwości.






