Jestem atrakcyjną, dobrze sytuowaną kobietą. Mam dwupokojowe mieszkanie, samochód, dobrą pracę. Pewnego razu w klubie, gdzie poszłyśmy się bawić z Anią, poznaliśmy Pawła, niezwykle inteligentnego i przystojnego mężczyznę. Potem wszystko nabrało tempa. Dowiedziałam się, że Ania pisze do niego, więc postanowiłam ją wyprzedzić. Wzięłam butelkę czerwonego wina, przekąski i wprosiłam się do jego domu. Sama wyszłam z inicjatywą i zostałam na noc. Po trzecim spotkaniu zrozumiałam, że jestem w ciąży. Powiedziałam Pawłowi o tym, a on stwierdził, że dziecko potrzebuje ojca i tak oto wzięliśmy ślub.
Oczywiście – Ania się ze mną pokłóciła. Cieszyłam się ze swojego sukcesu. Ale jak się później okazało – cieszyłam się na próżno. Paweł nigdzie nie pracował. Dorywczo zarabiał jako kierowca ciężarówek, ale z racji, że był niesłowny, to i zleceń nie miał zbyt wiele, a nikt nie chciał dać mu umowy. W wolnym czasie wylegiwał się na kanapie, a kiedy ja poszłam na macierzyński i opiekowałam się dzieckiem, on nawet nie tknął niczego palcem, żył na moim utrzymaniu. Naprawdę liczyłam na to, że po narodzinach dziecka nabierze rozsądku, ale nic się nie zmieniło. Zaczęło do mnie docierać, że wcale nie znam swojego męża.
Spotkaliśmy się tylko kilka razy przed ślubem. Syn rósł, a ja zauważyłam, że kiedy tata jest w domu, chłopiec jest spokojny. Ale kiedy tata jest nieobecny, chłopiec rozrabia i nie da się nad nim zapanować. Nasz syn teraz już chodzi do przedszkola. Kiedy przyprowadzę go do domu, od razu pyta: Gdzie jest tata? A ja nie wiem. Już dawno nie rozmawiamy z Pawłem. Chodzi i wraca, kiedy mu się podoba. Może jest u Ani, może gdzieś indziej. Nie potrzebuję takiego męża, myślę, że on też nie potrzebuje takiej żony. Ale musimy znosić siebie nawzajem dla naszego synka. Okazuje się, że swoje ambicje i chytrość skierowałam przeciwko sobie.






